Przejdź do zawartości

Baltikon 2014

Był w porządku. Nie tak dobry, jak większe konwenty w rodzaju Coperniconu, ale w swojej kategorii wagowej wypadł całkiem nieźle.

PlakatNie mam w zwyczaju kopać świeżych inicjatyw, zwłaszcza jeśli ich celem jest zapełnienie niszy, w przypadku Trójmiasta wielkiej jak rów Marjański. Ostatni duży konwent miał tutaj miejsce w roku 2007 (Nie liczę mikrych Trójfikcji z 2008, które opuściłem ledwo po paru godzinach. Najgorzej wydane dwie dychy w moim życiu), gdzieś po drodze zdarzyły się zjazdy mangowców, więc tym chętnie powitałem pomysł wymieszania ich z resztą fantastów. Efekt nie powala, ale jak na pierwszy raz może być i trzymam kciuki, by przyszłoroczna edycja prezentowała nieco wyższy poziom.

Dla porządku i z racji zmęczenia w miejsce pełnej relacji postanowiłem napisać coś krótszego. I spokojnego, bo nie znalazło się nic, co miałoby wprawić mnie w agresywny i/lub marudny nastrój.

Co działało

Cosplay. Ok, ponoć pokaz okazał się niewypałem, ale widziałem Wednesday Addams. Strój niby taki prosty do wykonania, ale jakoś mało kto jest gotów włożyć go na siebie. Poza tym było kilku Naruto, Harley z młoteczkiem do spółki z Poison Ivy, Deadpool w towarzystwie Nightwinga i nolanowskiego Batmana oraz przynajmniej jeden osobnik z absurdalnie dużym mieczem.

Czas. Dwa dni na imprezę o takim rozmiarze to w sam raz. Trzy stanowczo by się dłużyły (tak, po tegorocznym Pyrkonie zaczynam się przekonywać do idei konwentów dwudniowych, zwłaszcza jeśli są wypakowane po brzegi atrakcjami).

Jedzonko. Ok, nie jadam na co dzień burgerów z frytkami i nie wiem, czy ich cena była akuratna, ale smakował nieźle i pozwolił się najeść, więc nie narzekam.

Miejsce. Dwa piętra Wyższej Szkoły Psychologii Społecznej w Sopocie plus szatnia z kawiarnią w podziemiu. W sam raz dużo, by nikomu nie było ciasno i w sam raz mało, by nie poczuć skromnej skali wydarzenia. Plus łatwo było stamtąd trafić na przystanek SKM-ki albo, jak w moim przypadku przejść spacerkiem do Gdańska.

Prelekcje i prelegenci. Potwierdziły się słowa jednego z fandomowych komentatorów, że najlepsze prelekcje tworzą osoby ze środowiska akademickiego, jednak reszta również dawała radę. Posłuchałem paru ciekawych rzeczy o psychologii w kontekście tworzenia fantastyki, teoriach spiskowych oraz anime mojego dzieciństwa (Pszczółka Maja to anime. Wiedzieliście?). Generalnie na plus, chociaż umieszczenie sali pogadankowej na pierwszym, a naukowej i popkulturowej na drugim piętrze uważam za dziwny ruch. Plus jedna prelegent wyglądał na kiepsko przygotowanego, o ile w ogóle.

Sprzęt. Znacie tę nerwową sytuację tuż przed odpaleniem prezentacji albo filmiku? No to tym razem wszystko działało bez problemów. Nawet znalazło się kilka odtwarzaczy na wypadek egzotycznych formatów, głośniki, rzutniki, pełen serwis. No może poza tymi przedostatnimi, bo z jakością dźwięku bywało różnie.

Co należy poprawić

Bober2
Dzieło sztuki mejd baj Dem. Chyba zacznę tworzyć kolekcję.

Akredytacja. Rozumiem, że pieniądze nie rosną na drzewach, ale jeśli na Pyrkonie dwa punkty programu gwarantują mi wejście za darmo, tutaj zaś trzy oznaczają tylko zniżkę, do tego bardzo niekonkretnie opisaną, to coś jest nie tak. Zresztą cena wejściówki w porównaniu z większymi i bogatszymi w atrakcje imprezami też nie zachęcała.

Mapka. Zmiana numerów sal? Ok. Druga zmiana numerów sal, bo pierwsza okazała się błędna? Nie ok. Rozbieżność w numerach sal między planem atrakcji i mapką? Zupełnie nie ok. Brak wyraźniej oznaczonych toalet? Niezbyt ok. Półpiętro zaznaczone na mapie poziomu X, wprowadzające uczestników w stan konfuzji? Również niezbyt ok.

Miejsce. Ok, w pobliżu był spory lokal gastronomiczny i parę sklepów, ale nie słyszałem słowa o piwie konwentowym czy innej tego typu inicjatywie. Niby Sopot, miasto imprezowe, ale do takiego Monciaka musiałbym się trochę nachodzić. Wada niewielka, ale przywykłem do konwentów o nieco lepszej lokalizacji integracyjnej, jeśli wiecie, co mam na myśli.

Nazwa. To akurat nie jest wielki problem, niemniej starczy zamienić na i gugiel miast na właściwą stronę odsyła na witrynę firmy produkującej kontenery.

Opisy punktów programu. Rozwieszenie ich po terenie konwentu zamiast wrzucenia do książeczki konwentowej = taki se pomysł. Dam se rękę uciąć, że przynajmniej kilka osób zawitało na prelekcje, które okazały się niezgodne z ich nazwami, gdyż nie zwróciło uwagi na tych kilka przyklejonych do ścian kartek.

Opisy gości. Wiecie, że Dem nie tworzy już okruchów ogarniętości? A z programu wynika, że i owszem. Do tego kilka słów na temat prelegujących naukowców byłoby zdecydowanie w cenie, zwłaszcza, że przyłożyli się do swoich występów.

Rozpiska programowa. Tabelka, nic nowego ani specjalnego. Jednak zastanawia mnie, dlaczego wydrukowano ją na dwóch kartkach, ale jednostronnie, gdy można było zrobić to dwustronnie. Albo wrzucić na drugą część mapkę terenu konwentu i być może zrezygnować z książeczki konwentowej. Albo skrót regulaminu. Cokolwiek.

To z grubsza tyle. Powtórzę – było ok, ale liczyłem na troszkę więcej i mam nadzieję, że za rok będzie lepiej.

PS: Prezentacje z konwentowych prelekcji możecie znaleźć w stosownym dziale. To te same prelekcje, które pojawiły się na Pyrkonie, jeno poprawione, uzupełnione, wyglądające troszkę lepiej i pod zmienionymi tytułami. Kiedyś przerobię je na pełnoprawne notki. Kiedyś.