Przejdź do zawartości

Batman z The Animated Series.

Batmanów czterech

Reading Time: 11 minutes

Jedną z zalet powtórzenia Batman: TAS było przypomnienie sobie, jak interesującą i złożoną postacią jest Mroczny Rycerz. Oraz jak mocno jego wizerunek zmieniał się na przestrzeni lat.

Zdaję sobie sprawę, że tak było właściwie od zawsze. Najstarsza wersja Gacka korzystała z broni palnej i nie miała pod ręką sieroty z przeszkoleniem bojowym, a jedna z późniejszych odpędzała rekiny z pomocą anty-rekinich sprejów. Jednak dla mojego pokolenia tamte wersje są zbyt stare. Zbyt przedawnione. Dla mnie – i setek tysięcy innych osób – Prawdziwy Batman narodził się dopiero w 1992 roku, za sprawą The Animated Series. Wcześniej był co prawda pierwszy film Burtona i niemało komiksów, ale albo nie miały większych szans w walce z serialem, albo nie posiadałem do nich dostępu.

Piszę o tym, ponieważ między pierwszym i drugim obejrzeniem Batman: TAS miałem okazję poznać jeszcze kilka innych interpretacji postaci, którym udało się zagnieździć na dłużej w ludzkiej świadomości. W przypadku gier wideo była to seria Arkham (jej pierwsza połowa. Origins Knight poznałem z drugiej ręki), filmów trylogia Nolana (sorry BvS, ale to nie twoja liga), zaś komiksów The Dark Knight Returns (superpopularny Killing Joke to bardziej historia Jokera). Znalazłem również czas dla Batman Beyond, ale to całkiem inna kategoria wagowa. Plus o serialu machnąłem swego czasu cały wpis, Skoro więc o TAS jako takim napisano prawdopodobnie wszystko, a ja nie jestem w nastroju na powtarzanie po innych, to dziś pozwolę sobie skupić się tylko na głównym bohaterze animacji i porównać go do jego trzech innych wcieleń. Tekst, ma się rozumieć, zawiera masę spoilerów.

Batman w cywilu

Bruce Wayne to szef międzynarodowej korporacji oraz obrzydliwie bogaty playboy-filantrop, żyjący samotnie w wielkiej rezydencji na skraju miasta. To oczywistość, ale Batman: TAS uświadomił mi jak rzadko inne media zwracają na nią uwagę. Jak rzadko pozwalają Waynowi być Waynem, a nie Batmanem bez maski. Z trylogii Nolana pamiętam jedną sekwencję w hotelu z Batman: Begins, do której później już nie wracano, pojedyncze sceny z udziałem Talii oraz sam początek The Dark Knight Rises. Sęk w tym, że tylko jedna z nich przedstawia Wayne’a jako osobę publiczną (chowanie się przed ludźmi z Rises pasuje tylko częściowo), zaś pozostałe pozwalają go obserwować w sytuacjach prywatnych. Cała reszta to albo sceny z Batmanem, albo Waynem zachowującym się jak Gacek bez maski. Seria Arkham okazuje się pod tym względem jeszcze gorsza, dając nam młodziutkiego Wayne’a w sekwencjach grozy w Asylum oraz dorosłego na samiutkim początku City, w obu tych momentach ponownie traktując go jako Batmana bez maski. W końcu na którą stronę jego osobowości wpłynęła śmierć rodziców, tą jawną czy tajną? The Dark Knight Returns z kolei ma on jedną scenę rozmowy z komisarzem Gordonem i to właściwie tyle. We wszystkich tych dziełach pierwsze miejsce zajmuje Batman. Wayne to dodatek, na pokazanie którego nie ma czasu albo woli.

Doskonale rozumiem dlaczego tak jest. Seria Arkham to gra wideo o Batmanie tłukącym przestępców. Nadmiar Wayne’a – zwłaszcza w sandboxowych City Knight – tylko by w tym przeszkadzał. Trylogia Nolana, chociaż długa, ma do dyspozycji bardzo ograniczoną pulę czasową, w której trzeba było zmieścić bohatera, złoczyńców, postacie drugoplanowe i wiele innych rzeczy. Starczy zresztą zerknąć na tytuły filmów, by zorientować się kto jest w nich najistotniejszy. Identycznie rzecz ma się z The Dark Knight Returns. Nie Bruce Wayne, playboy-filantrop, tylko Mroczny Rycerz ma w nim powrócić. Efekt jest taki, że Wayne’a w sytuacjach publicznych jest we wszystkich tych dziełach zbyt mało, by dało się powiedzieć coś więcej na jego temat. Co przy okazji powoduje, że alter-ego zaczyna dominować nad osobą kryjącą się pod maską, ale o tym później.

Batman Arkham City czarno-biała grafika przedstawiająca Batmana o opartą o jego plecy Catwoman na tle miasta

TAS Wayne i jego odbiór przez mieszkańców Gotham są równie istotne, co ganianie po dachach za przestępcami. Serial pokazuje go w czasie rozmów z pracownikami firmy, negocjacji biznesowych i przyjęć charytatywnych, wreszcie w ośrodkach dla bezdomnych. Widzimy go otoczonego wianuszkiem kobiet, raz po raz spotykającego stare znajome i próbującego przypomnieć sobie ich imiona, przyjaźniącego się z prokuratorem Dentem, tak przed, jak i po wypadku, jak również podającego zupę potrzebującym. Jest wtedy wyluzowany i spokojny, korzysta z rozluźnionego, bardziej miękkiego głosu, pozwala sobie również na kontrolowane gafy i dziury w pamięci. Mimo imponującej budowy ciała nikt nie podejrzewałby tego dobrodusznego, trochę naiwnego i niezgrabnego człowieka o bycie Batmanem, co ten wykorzystuje do zbierania informacji albo obserwowania niektórych przeciwników. Bez wychodzenia do ludzi Wayne nie posiadałby połowy potrzebnych mu w śledztwach tropów i dowodów.

Duża ilość Wayne’a na ekranie jest również istotna z punktu widzenia jego życia uczuciowego. Inaczej wobec Seliny Kyle zachowuje się Bruce, inaczej z Catwoman flirtuje Batman, a i sama zainteresowana ma dobry wgląd na obie strony osobowości naszego bohatera. Trzeba bowiem pamiętać o tym, że Wayne bez maski nie tylko zachowuje się inaczej, ale i w inny sposób patrzy na swoją nocną działalność. Wiele momentów zwątpienia i refleksji łączy się z jej ściągnięciem albo odrzuceniem, czyli symbolicznymi próbami zerwania z byciem bohaterem. Tych pojawia się kilka i wszystkie każą się zastanowić nad tym jak wyglądałoby życie panicza bez rodzinnej tragedii. Temat ten zresztą eksploruje jeden z odcinków. Trylogia Nolana również zerka w jego stronę, zaś całe The Dark Knight Returns to rozważania na temat roli Batmana w życiu Gotham i czy w ogóle powinien ją spełniać.

Batman w pracy

Seria Arkham regularnie pokazuje przestępców, który z jednej strony bardzo chcą wtłuc Batmanowi, z drugiej zaś panicznie się go boją. Starczy porównać ich teksty sprzed wykrycia Gacka, z początku walki oraz po uszczupleniu grupy i schowaniu się w bezpiecznym miejscu. Gniew i pewność siebie wpierw zastąpi agresja, potem zwątpienie, wreszcie strach i chęć ucieczki, która na pewno miałaby miejsce, gdyby nie rozkazy Jokera albo innego złoczyńcy podobnego kalibru. City podkreśla ten fakt dzięki przesłuchaniom podwładnych Riddlera. Gacek się z nimi nie patyczkuje. Jednych podnosi za fraki, nosy innych miażdży pod swoim ciężkim butem, jeszcze innych rzuca na ścianę albo trzyma za nogę grożąc zrzuceniem z kilku pięter. Za każdym razem dodaje, że to dopiero początek i albo dostanie potrzebne mu informacje, albo zrobi się nieprzyjemnie i za każdym razem ogłusza przesłuchiwanego solidnym ciosem pięści albo nogi. Ewentualnie opuszcza na linie i zostawia swojemu losowi. Nic więc dziwnego, że przestępcy na jego widok zaczynają grać twardzieli. Oni w ten sposób próbują ukryć swój strach.

Przez długi czas myślałem, że to najbardziej brutalna wersja Gacka z tych bardziej znanych. Jakie było moje zaskoczenie, gdy przypomniałem sobie, że w Batman: TAS jest prawie tak samo i to prawie robi olbrzymią różnicę. Batman co prawda potrafi zrzucić faceta z wysokiego dachu i uratować tuż przed uderzeniem w ziemię, zawiesić za szelki na belce na wysokości setnego piętra albo grozić zarażeniem nieuleczalną chorobą, lecz każde przesłuchanie opiera się tylko i wyłącznie na psychologii, a nie brutalnej sile. Gdy Gacek z Arkham bije, ten z TAS jedynie grozi biciem, strojąc przy tym groźne miny i zaciskając pięści. Jeśli któryś informator Batmana tracił przytomność, to jedynie z własnej winy, a po fakcie nierzadko był odstawiany pod drzwi Gordona. Wszystkie ujęcia z Mrocznym Rycerzem na tle księżyca czy drabami cofającymi się na sam jego widok miały podkreślać, że taktyka Batmana oparta jest na strachu. Brutalna siła wchodziła do akcji, gdy subtelniejsze metody zawodziły.

The Dark Knight Returns tapeta przedstawiająca ciemną sylwetkę kucającego na linie Batmana na tle gromu i pochmurnego nieba
The Dark Knight Returns.

Dlaczego? Ponieważ raz, że mieliśmy do czynienia z kreskówką dla młodszego widza – dlatego była taka ciemna i nierzadko łamiąca serce, oczywista – a dwa, że Batman w TAS jest w pierwszej kolejności człowiekiem. Wspaniale wyszkolonym, pełnym sił i z Misją, ale jednak człowiekiem. Odczuwającym ból, męczącym się, potrzebującym snu i prawie co noc łatanym przez Alfreda. Nie ma w serialu misji, z której nie wróciłby przynajmniej poobijany, co zresztą obecne jest również w trylogii Nolana. W serii Arkham strach dalej odgrywa znaczącą rolę, ale nic nie stoi na przeszkodzie, by Batman opuścił kryjówkę i złoił wrogom skórę w walce wręcz, obojętne ilu by ich nie było i jaką bronią by nie dysponowali. Pamiętacie scenę ratowania Marty z BvS? Tak z grubsza wygląda dowolna bitka w grach serii Arkham, tylko z bardziej celną bronią palną, a im dalej w las, tym przesadyzm rośnie. W Asylum Batman mógł kontrować atak jednego wroga naraz. City podniosło tę wartość do dwóch, zaś Knight wprowadził opcję ogłuszania wielu przeciwników naraz, o ile akcja zostaje przeprowadzona z ukrycia. Tamtejszy Batman robi za słabszą wersję Supermana, podczas gdy jego klon z TAS musi się chować, wytrącać przeciwnikom broń z ręki, korzystać z otoczenia dla zdobycia przewagi i starannie planować. Tamtejsze walki wyglądają efektownie, ale posiadają również sporą dozę realizmu, gdyż Batman nierzadko ma problem z pokonaniem większej grupy przeciwników. Przynajmniej póki nie doprowadzi do ich rozdzielenia, nie zacznie atakować z ciemności albo stosować forteli. Nie jest przy tym ważne, czy jego przeciwnikiem są mafiozi, cyborgi czy oddział SWAT. Nawet pojedyncze zbiry potrafią napsuć krwi, zwłaszcza uzbrojone.

Batman w TAS również znacznie częściej detektywi. Czasem incognito rusza na miasto po informacje, innym razem wyciąga z Arkham Harley, by ta pomogła mu złapać Jokera albo intensywnie studiuje stare materiały wideo w poszukiwaniu kluczowej informacji. Nie jest to szczególnie skomplikowane detektywienie, nierzadko sprowadza się do skojarzenia dwóch faktów albo wrzucenia danych do komputera, ale pojawia się praktycznie co odcinek. Dla odmiany pozostałe Batmany głównie tłuką. Ten z Arkham czasem podąży za śladami krwi albo zbada miejsce zbrodni w poszukiwaniu łusek po pociskach, jednak robi to zdecydowanie zbyt rzadko. Plus ma do pomocy Oracle albo Alfreda. Jego starsza wersja z The Dark Knight Returns ma epizod z przebraniem, ale na tle całej historii stanowi ona mały procent. Z kolei w trylogii Nolana wszystko zależy od części. Trzecia nie daje Bruce’owi zbyt wiele okazji do łączenia faktów, podobnie jak pierwsza, zaś w drugiej co chwila się okazuje, że Joker zawsze jest trzy kroki przed nim. W porównaniu do rozgryzający zagadki Riddlera Gacka z TAS różnica jest kolosalna. I tak, w Arkham City też oferowało łamigłówki pana R, ale sprowadzały się do kręcenia gałkami pada.

Batman Nolanowski tapeta przedstawiająca połączone loga trzech filmów wchodzących w skład trylogii - po lewej nietoperze Batman: Begins, w środku ognisty symbol z The Dark Knight, zaś po prawej miejska w kształcie nietoperza z The Dark Knight Rises
Trylogia Nolana.

Inaczej wygląda również kwestia gadżetów, a dokładniej rzecz biorąc ich technologiczne zaawansowanie. Batman Nolana posiada samochód pancerny, nadajnik do ściągania nietoperzy i pancerz bojowy o słusznej wadze i zabójczej cenie. Ten z Arkham również, tylko bardziej (bomby zamrażające, karabiny elektryczne, urządzenia hakujące, syntezatory mowy etc), zaś The Dark Knight Returns prezentuje czytelnikom pełnoprawny czołg oraz pancerz wspomagany, niezbędny do solidnego stłuczenia Supermana. Z broni też się zdarza Gackowi skorzystać. Wersja z TAS poza wypasionym samochodem posiada również motocykl, batwing i motorówkę, ale to w praktyce wariacje na temat batmobilu. Bardzo technicznie zaawansowanego, dysponującego nitro, rakietami i elektrycznym systemem antywłamaniowym, ale jak się okazuje będącego w praktyce „tylko” samochodem. Starczy przebić mu oponę albo zamontować blokadę i pozamiatane, a zdarzyło mu się również zostać przygniecionym przez most albo zmasakrowanym przez Bane’a.

Batman w TAS prezentuje również coś, czego mnóstwo innych interpretacji postaci zwyczajnie ignoruje – humor. Gacek potrafi zażartować z przeciwników. Rzucić w ich stronę sucharem albo dwoma. Przyjacielsko posprzeczać się z Robinem, a nawet – le gasp! – uśmiechnąć. Do siebie albo do drugiej strony, nierzadko przerażonej tym rzadkim widokiem. Inne emocje, takie jak szok na widok zmasakrowanego Denta, gniew z powodu dręczonych dzieci (TAS ma odcinek o dziecięcej niewoli. You know, for kids!) albo zdziwienie po otrzymaniu buziaka od Harley również wchodzą w grę. Gdy Batman w Arkham zachowuje się, jakby ktoś mu kij w tyłek wepchnął – co by tłumaczyło jego animacje chodzenia – nolanowski jest przez większość czasu śmiertelnie poważny, a ten z The Dark Knight Returns wkurzony albo zachwycony na myśl o zbliżającej się walce, Gacek z The Animated Series prezentuje całe spektrum emocji. Zupełnie jakby nie był wiecznie ponurym emo z nieprzepracowaną traumą, za jakiego jest powszechnie i bardzo niesłusznie uważany.

Batman po pracy

Batrodzina to jeden z istotniejszych elementów marki i jestem bardzo zdziwiony jak często jest ona pomijana. Trylogia Nolana? Tylko Alfred. Seria Arkham? Albo głosy w słuchawkach, albo działające samodzielnie postacie z DLC. Multiplayera niet. The Dark Knight Returns się w tej kwestii wybija, oferując Alfreda plus całkiem nową Robin. Jednak również tam światła reflektorów padają przede wszystkim na Gacka. Tymczasem Batman: TAS udowadnia, że bez pozostałych członków batrodziny Batman nie jest takim samym człowiekiem (ten wątek pojawia się również w Beyond). Alfred to jego nieodłączny kompan i pomocnik pozwalający na trochę luzu po powrocie do domu, a Robin w czasie pracy. Obaj są nieskończonym źródłem dowcipów i złośliwostek, jak również przypominają, że Batman nie jest w swojej krucjacie osamotniony. Że zawsze ma pod ręką przyjaciół – tę dwójkę i jeszcze paru, w tym mającą serce po właściwej stronie, ale działającą na własną rękę Batgirl – gotowych rzucić się za nim w ogień. Co znów stoi w sprzeczności z wizją Mrocznego Rycerza-samotnika, w pojedynkę stawiającego czoło całemu złu Gotham. Przy okazji pozwala również zignorować jeden z najbardziej trujących mitów, jakie narosły wokół postaci.

Widzicie, o Batmanie mówi się, że jest zawsze przygotowany. Supek mu nie podskoczy, bo kryptonit. Zatruć i zagazować go nie można, bo ma maskę i antytoksyny. Dachy i wysokości mu niestraszne, bo wyszkolenie, batclaw albo lotnie. Gdy znajdzie na miejscu zbrodni ślady, to zawsze ma jak je zabrać do jaskini. Posiada dostęp do nowoczesnego laboratorium, policyjnych baz danych i częstotliwości radiowych, ma genialnego mechanika zajmującego się batmobilem, potrafi patrolować Gotham na multum sposobów i tak dalej i dalej. Gdzie nie pójdzie będzie w stanie coś zrobić, a jeśli nie, to starczy dać mu trochę czasu, a na pewno zorganizuje jakiś gadżet albo antidotum, sam albo z pomocą znajomego specjalisty. To woda na młyn licznych bezsensownych dyskusji z gatunku „Kto wygra pojedynek Batman kontra Y i dlaczego ten pierwszy?”.

Batman Arkham Knight tapeta przedstawiająca Batmana szybującego nad rozpędzonym Batmobilem, na tle ogarniętego chaosem Gotham
Batman: Arkham Knight.

Woda, którą można znaleźć również w TAS, ale w bardzo ograniczonej ilości. Tak, tutejszy Batman ma do dyspozycji duże laboratorium i gadżety, tak, potrafi się przygotować na wiele sytuacji i tak, uchodzi z życiem nawet z najgorszych opresji. Nie brak jednak sytuacji, gdy z powodu pecha, braku wsparcia, planu albo zmiany sytuacji jest bliski utraty życia. Ponieważ lezy złożony chorobą albo otruty, gdy w pobliżu kręcą się wrogowie. Ponieważ jego sprzęt się psuje, przeciwnicy okazują mocniejsi niż zakładał, a fortele nieskuteczne. Nie raz i nie dwa udaje mu się przetrwać tylko dzięki głupiemu szczęściu albo błędom drugiej strony. To nie jest Batman z serii Arkham, z szerokim asortymentem wielofunkcyjnego sprzętu, kuloodpornym pancerzem i samoregenerującym zdrowiem, ani tym bardziej ten z The Dark Knight Returns, zdolny położyć Supermana w walce 1 na 1 z lekką pomocą Green Arrowa. Bliżej mu do wersji nolanowskiej, tylko gorzej wyekwipowanej i zmuszonej do częstszego korzystania z pomocy. Co jest zrozumiałe, gdy weźmiemy pod uwagę z jak wieloma pomyleńcami musi się użerać.

Widać to dobrze w czasie walk, zwłaszcza z udziałem broni strzeleckiej. Batman z Arkham jest w stanie przyjąć na twarz kilka serii z karabinu maszynowego, zwłaszcza gdy dysponuje wzmocnionym pancerzem. Chwilę później pierwszego wroga ogłuszy batarangiem, drugiego kopniakiem na twarz, trzeciego rzuci na czwartego i po chwili na dwadzieścia osób w pokoju tylko on jest w stanie stanąć o własnych siłach. Odczeka jeszcze chwilę na odnowienie paska życia i ruszy dalej. Jego słabość widać tylko w czasie wstawek fabularnych i dialogów, a powoli psujący się strój to tylko dekoracja. Gdy gracz przejmuje kontrolę, Batman jest niepokonany. Jego starsza wersja z The Dark Knight Returns krwawi po starciu z Jokerem i zostaje solidnie pobita przez szefa mutantów, ale jest w stanie rozbroić kilku strzelców udając staruszkę, wcześniej wspomnianych Jokera i szefa mutantów ustawia do pionu, a przede wszystkim wgniata w ziemię samego Supermana. Chyba tylko o Gacku z trylogii nolanowskiej mógłbym powiedzieć, że nie jest niepokonany (khem, The Dark Knight Rises, khem). Pozostałe dwie wersje to w praktyce półbogowie (ta muskulatura w The Dark Knight Returns, ulala!).

Batman nad Batmany

Na tle innych słynnych inkarnacji Mrocznego Rycerza, Batman z The Animated Series nie jest tylko samotnym bojownikiem o sprawiedliwość z absurdalnie grubym portfelem i zamiłowaniem do przebieranek. To głęboko straumatyzowany, ale posiadający uczucia człowiek. Rozważający zdjęcie maski i szczęśliwe życie z dala od przestępców i Arkham. Potrafiący się uśmiechać i zażartować, zdziwić oraz szczerze zasmucić. Czasem nawet pozwalający emocjom przysłonić zdrowy rozsądek, zwłaszcza gdy w gr chodzi życie bliskich mu osób. (Pop)kultura, a zwłaszcza aktywniejsi fani, zdają się zapominać o tych cechach, podkreślając jakim to Batman jest wspaniałym zabijaką, wykonującym fikołki w pancerzu wspomaganym, jedną ręką pokonującym Supermana, drugą Wonder Woman i kładącym bandytów pokotem samą swojego mhrocznego spojrzenia. Podejście to cementują takie historie jak Justice League: Doom, gdzie Batman posiada plan pokonania każdego członka Ligi Sprawiedliwych, czy BvS z Gackiem jako ostatnią nadzieją ludzkości w starciu z dyktatorem Supermanem. Nie bez powodu postać nazywana jest największą Mary Sue (pop)kultury.

Tymczasem Batman: TAS przekonuje, że pod maską nietoperza kryje się człowiek. Bardzo bogaty, inteligentny i świetnie wyszkolony, ale wciąż tylko człowiek. Z bardzo ludzkimi wadami i słabościami, z równie niedoskonałymi towarzyszami niedoli, z codziennymi, przyziemnymi aktywnościami oraz marzeniem, by pewnego dnia zakończyć zabawę w bohatera, nim ktoś podejmie tę decyzję za niego.