Przejdź do zawartości

Bobrze źródła muzyki

Reading Time: 9 minutes

Tytuł mówi sam za siebie, a materiału mam jak zwykle dużo, więc dla odmiany pominę wstęp i przejdę do konkretów.

Spotify

Źródło domyślnie darmowe i regularne, bo dostarczające co tydzień trzydzieści nowych utworów losowanych przez algorytm. Teoretycznie bardzo mądry algorytm, biorący pod uwagę czego i jak często słucham, w praktyce nierzadko trollujący mnie z pomocą chiptune, j albo k-rocka czy słabych coverów Megamana albo Street Fightera, które przesłuchuję raz i natychmiast zapominam o ich istnieniu. Nie mam jednak tego usłudze za złe, bo taka jest natura listy tygodnia, że czasem trafi się pięć, innym razem piętnaście wartych zapisania utworów. Zresztą w razie posuchy zawsze można zerknąć na listy znajomych. Bo nie wiem, czy wiecie, ale możliwe jest obserwowanie czyjeś listy tygodnia. Wystarczy dostać link. Tym sposobem poza muzyką z gier co tydzień dostaję również solidną porcję różnojęzykowego rapu, mniej i bardziej generycznego rocka oraz emocjonalnych smętów.

Cotygodniowe polecanki niosą jednak ze sobą spore ryzyko. Przykładowo w tym tygodniu dostałem od Spota cover Still More Fighting Final Fantasy VII autorstwa Seana Schafianskiego. Z ciekawości więc wszedłem w jego profil, a tam między innymi cała płyta coverów muzyki z Final Fantasy VII, jedna płyta z Final Fantasy VI oraz jazzowe aranżacje Nier Chrono Trigger. Dobre kilka godzin zacnej muzyki, od której łatwo przeskoczyć dalej z pomocą opcji powiązani wykonawcy. Niby oczywistość, ale jak wiele osób korzysta z tego? Mi zdarza się rzadko, gdyż przesłuchując listę tygodnia zazwyczaj zapominam pokopać głębiej, a potem pluję sobie w brodę z powodu odkrycia masy dobrej muzyki, cierpliwie czekającej na mnie w odległości dwóch klików.

Drugą metodą poznawania nowych rzeczy na Spocie są radia playlist, czyli muzyka podobna do tej zgromadzonej w danej playliście. Tutaj efekty również bywają bardzo różne, bo czasem nowy materiał błyskawicznie się kończy, a innym razem nijak nie pasuje do źródłowego, ale od czasu do czasu trafi się coś ciekawego. Plus algorytmy radia są modyfikowane na bieżąco, więc prędzej czy później dostroją się one do wymagań słuchacza. Gdyby zaś i tego było mało, to zawsze w kolejce czekają podobne do, polecane utwory na dole każdej samodzielnie tworzonej playlisty, a w ostateczności Forgotifyczyli wyszukiwarka utworów z mniej, niż tysiącem odsłuchań. Ich autorzy są nierzadko równie płodni co ich popularniejsi koledzy, jeśli nie bardziej, więc zawsze istnieje szansa na znalezienie czegoś dobrego.

Soundtracki

Wersja podstawowa wygląda tak, ze oglądam film albo przechodzę grę, trafiam na dobrą muzykę, wchodzę na Tubę albo Spotify i słucham. Potem sprawdzam nazwisko kompozytora albo kapeli i ogarniam inne ich dzieła. Takim sposobem moją miłość zdobyli Frank Klepacki (Command and Conquer, Emperor: Battle for Dune, Universe at War: Earth Assault), Danny Baranowsky (Crypt of the NecroDancer), Howard Shore (Lord of the Rings, bo Hobbit to w większości odgrzewane kotlety), Jake Kaufman i Kyle Richards (obaj BloodRayne, tylko części różne), Danny Elfman (The Nightmare Before Christmas), Makoto Miyazaki (One Punch Man), Jeremy Soule (Guild Wars, The Elder Scrolls, Total Annihilation, seria Kohan), Stemage (Alpha Squad), Michael Hoenig (Baldur’s Gate), Ramin Djawadi (Pacific Rim, Person of Interest), Antonio Sanchez (Birdman), czteroosobowy zespół w składzie Kristopher Carter, Michael McCuistion, Lolita Ritmanis, Shirley Walker (Batman Beyond, Justice League i inne produkcje z DCAU), Christophe Héral (Rayman: Origins oraz Legends), Shuji Katayama (Overlord), Pierre Esteve (Black Moon Chronicles), Basil Poledouris (Hunt for the Red October, Conan the Barbarian, Starship Troopers), Kurt Harland (Legacy of Kain: Soul Reaver), Glenn Stafford (Warcraft, Starcraft), Matt Uelmen (Diablo, Torchlight), Harry Gregson Williams (The Kingdom of Heaven, Sindbad: Legend of the Seven Seas), Jesper Kyd (Freedom Fighters, Hitman), Bear McCreary (Battlestar: Galactica, Black Sails), Alan Silvestri (Beowulf, pierwszy Captain America), Paul Ruskay (Homeworld), Junkie XL (Mad Max: Fury Road), Mick Gordon (Wolfenstein: The New Order, DOOM), Klaus Badelt (Equilibrium) i wielu innych. Spora część z nich ma za sobą długą karierę i mnóstwo zamkniętych projektów, jak Klepacki, Soule czy Kyd, dzięki czemu mogę cały dzień spędzić tylko przy ich muzyce. Inni, jak Heral albo Kaufman, mogą pochwalić się mniejszą, ale nierzadko bardziej zróżnicowaną dyskografią.

Często zdarza się, że film albo gra posiada dwa soundtracki – autorski oraz gościnny, złożony z piosenek na licencji (patrz między innymi seria Transformers, pierwszy filmowy Tomb Raider, filmowe Resident Evil, Tony Hawk’s Pro Skater, Tank Girl, Sucker Punch, The Crow, Kick-Ass, ekranizacja Mortal Kombat, obie części Heavy Metal, trzy razy Blade oraz Saint’s Row 4) albo utworów skomponowanych na zlecenie (League of Legends i The Crystal Method, Imagine Dragons, Nicki Taylor oraz Djerv). Łatwo się wtedy zatopić w poszukiwaniach, od ścieżki autorskiej przejść do utworu gościnnego, stamtąd do dyskografii twórców i wreszcie do kapel pokrewnych, ale to nawet lepiej, bo w ten sposób zawsze znajduję dobrą muzykę. Legion of Boom wciąż darzę ciepłymi uczuciami, Get Jinxed mogę słuchać godzinami, a gdyby nie Borderlands nigdy nie poznałbym Ain’t No Rest For The Wicked Cage the Elephant oraz Short Change Hero od The Heavy. Dużo zawdzięczam również Matrixowi, który w jedynce uraczył mnie Dragula Roba ZombiegoClubbed To Death (którego na Spocie nie ma, czort wie czemu) Roba Dougana czy Du Hast Rammstein, w dwójce zrzucił bombę w postaci Mona Lisa Overdrive Juno Reactor, a w trójce poprawił Navras. I nie ważne, że niektóre z nich w filmach trwały sekundy, gdyż na ścieżkach zawsze były dostępne w całości.

Jeszcze inną sytuacją jest soundtrack złożony w całości z utworów licencjonowanych, jak w przypadku Hotline Miami. Te potrafią zaleźć człowiekowi za skórę swoimi rozmiarami (Mortal Kombat to 17 trwających ponad godzinę utworów. Hotline Miami 2 to 49 utworów i prawie 2 i pół godziny muzyki), ale nadrabiają spójnością oraz różnorodnością. To dzięki HM2, a dokładniej M|O|O|N, Carpenter Brut oraz Perturbator wkręciłem się w synthave i klimaty retro. Swoją cegiełkę w postaci Far Cry 3: Blood Dragon dorzucił też Power Glove, chociaż to kategoria ścieżek autorskich. Jeśli jednak ktoś szuka najlepszej kopalni licencjonowanej muzyki, to powinien zapoznać się z Brütal Legend, klonami i bękartami serii Guitar Hero, a przede wszystkim największym potentatem branży górniczej, serią Grand Theft Auto. Samo Vice City to grubo ponad sto kawałków podzielonych między siedem zróżnicowanych stacji, oferujących między innymi Black Sabbath, Electric Light Orchestra czy Jacksona w towarzystwie kapel znanych tylko wielbicielom gatunku, a w kolejce czeka sześć pozostałych gier z głównego cyklu i masa drobnicy, jak chociażby Chinatown Wars.

Wracając jeszcze na moment do League of Legends, to Riot prezentuje bardzo interesujące podejście do muzyki, na oficjalnym soundcloudzie gry prezentując zarówno utwory komponowane przez swoich ludzi i efekty współpracy z innymi twórcami, jak również fanowskie covery, remixy, a wreszcie całe płyty (Pentakill – Smite and Ignite chociażby). Wszystko zebrane w jednym miejscu i dostępne za darmo, a nawet możliwe do ściągnięcia po wcześniejszym zalogowaniu się. Nic dziwnego, skoro mają pod ręką tak kochane przez fanów perełki, jak Daylight’s End, Here Comes Vi, Get Jinxedmotywy Luciana, Dravena, Dariusa, Lulu oraz Brauma czy muzykę DJ Sony (sam nie wiem, czy bardziej wolę wersję Concussive czy Kinetic).

OCRemix

O tym wspaniałym miejscu już kiedyś pisałem i chociaż bywam tam rzadziej, niż jeszcze parę lat temu, to co jakiś czas pozwalam sobie na sprawdzenie nowości. Wciąż nie natrafiłem na drugie Balance and Ruin ani BadAss: Boss Themes (pierwsza płyta. Druga jest taka sobie, a trzecią przesłuchałem dopiero dwa razy), to strona wciąż stanowi potężna bazę fanowskich przeróbek muzyki z gier (ponad trzy tysiące sztuk, z czego sporą część zebrano w ponad stu płytach) oraz najlepsze źródło coverów korobeiniki w internetach. Na jej korzyść przemawia zresztą nie tylko olbrzymi, ale również nieprzewidywalny asortyment. W chwili pisania tych słów wśród nowości można było znaleźć muzykę z SonicaMega Mana, Metroida, Final Fantasy IX, Shenmue, Mass Effect 3, Mother, Dark Souls, Golden Sun oraz The Guardian Legend, czyli gier nierzadko mających ze sobą wspólne jedynie platformy albo wydawców. Przy tak dużej ofercie każdy znajdzie tu coś dla siebie, nawet jeśli nie jest graczem.

Covery i remixy jako takie

Tutaj kolejność jest bardzo prosta. Zaczynamy od materiału źródłowego, w moim przypadku w 99% gry. Musi mieć ona znakomity soundtrack, trzymający mnie w garści przez wiele dni. Na przykład Undertale. Od niego przechodzimy na YouTube, gdzie w ciągu kilku miesięcy od premiery pojawi się mnóstwo fanowskiej muzyki. Tak poznałem Ace Waters, Tsuko G, M.Bulteau, String Player GamerGooseworxinsaneintherainmusicRichaadEB oraz wielu innych, z których kilku zebrało później swoje utwory w licencjonowane płyty dostępne na ich kanałach, Spotify, Bandcampie czy innym Soundcloudzie. Innym przykładem będzie Crypt of the NecroDancer, który przekonał mnie do dania suba FamilyJules7XShovel KnightLittleVMills, Saint’s Row 4 oraz Miracle of Sound, 331Erock za nie pamiętam już, co oraz Jonny Atma za to samo.

Fanowskich muzyków cenię szczególnie za różnorodność – insaneintherainmusic za jazz, Tsuko G za kazoo, RichaadEB oraz FamilyJules7X za gitary, String Player Gamer za skrzypce, Miracle of Sound za wszystkiego po trochu i tak dalej – oraz nieprzewidywalność. M.Bulteau dał światu Spider Swing oraz Boneklezmer, String Player Gamer cygańską oraz polkową (tak to się odmienia?) wersję Bonetrousle, flamenco Spear of Justice oraz przewspaniałe acapella Temmie Villagezaś Miracle of Sound chociażby pachnące latami pięćdziesiątymi Going Nuclearindustrialno-metalowe Hell to Pay oraz żeglarskie Skellige Winds. Do tego łatwo znaleźć kolejnych, bo albo zerkając w podobne albo subskrybowane przez nich kanały (ciekawe ile osób korzysta z tej opcji), albo w feedach znajomych, albo na liście sugerowanych przez Tubę filmików, albo odgrzebując materiały tworzone grupowo, jak w przypadku niezwykle towarzyskiego RichaadEB przy okazji Bonecrusher oraz Death by Glamour. Trzeba jednak uważać, bo w ten sposób łatwo powtórzyć błąd popełniany przez wędrowców po bezkresach TV Tropes i zapchać listę subskrypcji oraz playlistę „do obejrzenia”.

A skoro mowa o polecanych przez Tubę filmikach – zadziwiająco dużo dobrych rzeczy można znaleźć na głównej stronie serwisu. Algorytmy algorytmami, ale od czasu do czasu trafi się muzyka warta przesłuchania, a kanał subskrypcji. Polecam jednak nie zatrzymywać się tylko na wybrane dla ciebie, ale zjechać kawałek niżej. Obejrzyj ponownie czasem dostarcza fajnych, a dawno zapomnianych przeze mnie rzeczy, jak chociażby Self Control w wykonaniu Black Light Discipline, a dalej pełno jest materiałów z już subskrybowanych kanałów. W tym dawno niesłuchanej albo jeszcze nieznanej muzyki, gdyż dając jakiemuś kanałowi suba nie zawsze zaglądam do jego archiwum. Jakiś czas później naprawiam ten błąd i znikam przysypany dwiema setkami nowych utworów.

Kucowisko

Equestria Daily, bodaj największy serwis poświęcony kucyponkom w zachodnim internecie, oferuje muzykę w trzech wersjach – Spotlight Music, gdzie co kilka dni trafiają dwa albo trzy utwory utrzymane w konkretnej stylistyce, Music of the Day, będący paczką czasem pięciu, a czasem i dwunastu nowych utworów, oraz Album Compilation, czyli patrz nazwa. W tych zestawieniach zdarzają się fanowskie covery i remixy piosenek z serialu – zwłaszcza jak trafi się jakaś bardziej wpadająca w ucho, czyli całkiem często – ale większą ich część stanowią kawałki inspirowane, nierzadko bardzo luźno. Poziom w tych zestawieniach bywa różny, ale nadrabia go ilość oraz różnorodność oferty, zawierającej dubstep, synthwave, country, rocka, chiptune, heavy metal, rap, hip-hop, dance, house, electro swing, muzykę poważną oraz różne dziwne eksperymenta. Biorąc zaś pod uwagę, że większość fanów tworzy bardziej z potrzeby serca aniżeli pieniędzy, to zawsze trafi się przynajmniej jeden dobry utwór. W moim przypadku znacznie więcej, ale mam niższe standardy dla amatorów i jeśli już słucham ich twórczości, to hurtowo, zgrywając co lepsze na dysk w ramach niedawno przetrzebionej, a mimo to wciąż niezdrowo rozrośniętej kolekcji. Nic nie poradzę, że świetnie działa jako lista „ustaw odtwarzanie losowe i idź zająć się czymś pożytecznym”.

Owocne jest obserwowanie poznanych na kucowisku twórców. Z czasem niektórzy z nich, jak specjalizujący się w cyfrowych orkiestrach Carbon Maestro, zaczynają poważnie planować karierę muzyczną i zbierać na nią pieniądze dzięki zyskom ze swoich płyt. Inni, jak wszechstronny Claire Anne Carr, swingujący Sim Gretina czy instrumentalny Radiarc, wdają się w romanse z innymi gatunkami lub fandomami i też źle na tym nie wychodzą. Jeszcze inni, jak znany z metalowych trybutów dla Steven Universe oraz Undertale The L-Train, w przypływie szaleństwa biorą się za stworzenie pełnoprawnej, metalowej opery z (wirtualną) orkiestrą, chórem oraz śpiewakami i dopinają swego. Dwa razy.

similar-artist.com

Bardzo rzadko stosowana przeze mnie strona, która robi dokładnie to, na co wskazuje nazwa – podrzuca podobnych wykonawców. Starczy wpisać nazwę i złapać się za głowę na widok kilkudziesięciu nowych albo kiedyś słuchanych i wyrzuconych z pamięci kapel. Samo Sister Sin rzuciło mi w twarz prawie setką – w tym poszukiwanym przeze mnie w tamtym momencie Crucified Barbara – a w całej bazie znajduje się prawie pięć tysięcy nazw. Przesłuchać się niczego nie da, ale można dostać listę najbardziej polecanych piosenek do samodzielnego znalezienia. Jeśli zaś komuś nie chce się korzystać z wyszukiwarki, to zawsze może zerknąć na główną i najpopularniejszych artystów w danym momencie. Nie żeby ktoś nie kojarzył Queen, Radiohead albo Muse – jeśli nie ze słuchu, to chociaż z nazwy – ale zawsze to jakaś sugestia.

Trailery

Mała i również rzadko używana przeze mnie metoda, która jednak od czasu do czasu potrafi dostarczyć czegoś wartościowego. Przykładem trailer moda Brutal Doom, dla którego podkład stanowi przewspaniałe At Hell’s Gate Andrew Hulshulta (chyba dobrze odmieniam), kompozytora muzyki do Bombshell, który ma na swoim koncie całą płytę coverów muzyki z DOOMa, jak również remake pierwszej części Hell March oraz jednego z utworów z zapomnianego RTSa KKND. Pamięć podpowiada, że w podobny sposób poznałem jeszcze przynajmniej jednego kompozytora i jedną kapelę, ale ręki za to nie dam sobie uciąć.

No i to by było na tyle. Więcej źródeł nie pamiętam, żadnego nie żałuję.