Przejdź do zawartości

[CB #1] Podporucznik Gwardii Imperialnej Mira

Czyli o pewnej interesującej growej kobiecej postaci słów kilkaset.

Osoby, które miały okazję walczyć na wirtualnych polach bitew z imieniem Imperatora na ustach pewnie zauważyły, jak mało jest tam kobiet. W samym tylko Dawn of War jeden mieliśmy ultramęskich Space Marines, pozbawionych płci (chociaż zachowujących się jak napakowani testosteronem dresiarze) orków oraz chaośników, czyli w 3/4 spaczonych Marines. Szalę wyrównywały Siostry Bitwy oraz pojedyncze jednostki Eldarów, jednak balans nie został nigdy osiągnięty. Szczególnie w tym wszystkim interesujący jest fakt, że w armii teoretycznie dwupłciowej – czytaj Gwardii Imperialnej – kobiet było całe zero i dopiero część druga wprowadziła do niej postać inkwizytor. Czyli kogoś spoza Gwardii, ale to akurat szczegół.

Daleki jestem od przeprowadzania na tej podstawie jakichś głębszych analiz i uznawania, że skoro w Starcrafcie pojawiają się całe trzy kobiety Protossów (Raszagal, Selendis i Lasarra), to potomkowie Xel’Naga nie posiadają ich wcale, ale takie potraktowanie sprawy troszkę mnie uwiera. Dlatego miłym zaskoczeniem było ujrzenie w jednej z nowszych produkcji spod znaku Wojennego Młota model 40K kobiety, która, chociaż jest tylko bohaterką drugoplanowa, pod wieloma względami bije na głowę większość swoich cyfrowych koleżanek.

In the grim dark of the far future…

Space Marine opowiada historię planety Graia, przemysłowego Świata-Kuźni zaatakowanego przez olbrzymią hordę orków. Świat posiada najwyższą wartość strategiczną ze względu na posiadane fabryki tytanów, największych jednostek armii Imperium, toteż jej opuszczenie albo utrata nie wchodzą w grę. Na ratunek dzielnym, ale mocno dostającym po tyłkach obrońcom wysłany zostaje niewielki oddziałek Ultramarines pod dowództwem kapitana Tytusa, alter-ego gracza.

Owe alter-ego na początku kampanii nawiązuje kontakt z garnizonem planety i po przebiciu się przez kilkuset orków, kilka okopów oraz zrujnowane miasto dociera wreszcie do bunkra dowodzenia, co by rozmówić się z dowódcą resztek Gwardii Imperialnej. Jakże zaskoczeni są Marines (znaczy się jeden z nich), kiedy to na stanowisku znajduje nie rosłego weterana walk z Chaosem albo komisarza o poznaczonej bliznami gębie, ale kobietę, podporucznik Mirę z 203 Regimentu Gwardii z planety Cadia.

Dla nieobeznanych z tematem kilka wyjaśnień. O ile rozrywana wojną na apokaliptyczną skalę Droga Mleczna w Warhammerze 40K jest straszna sama z siebie, tak są w niej miejsca po stokroć gorsze. Na przykład Oko Terroru, olbrzymia mgławica, będąca pomostem między światem materii i Immaterium, krainą demonów, domem bogów Chaosu oraz najszybszą, a zarazem najgroźniejszą autostradą w galaktyce. U wrót tegoż Oka, u samych bram piekła, leży planeta Cadia. Wyobraźcie sobie świat, którego mieszkańcy najpierw uczą się strzelać, a dopiero potem czytać. Gdzie dzieci przechodzą wojskowe przeszkolenie, tak by móc poradzić sobie z, mogącą nastąpić w każdym momencie, inwazją Chaosu. Każdy z regimentów Gwardii jest w całości tworzony na jednej planecie, od której to otrzymuje również swoją nazwę, co oznacza, że Mira, jako dowódca 203 z Cadii (dodajmy regimentu szturmowego, czyli nieco bardziej wartościowego) tam właśnie się urodziła. W uzbrojonej po zęby twierdzy, której załogę stanowią najtwardsi ludzie z galaktyce, strzegącej Imperium przed legionami demonów, spaczonych Marines i mutantów. Robi wrażenie?

Mira jest podporucznikiem (w wersji angielskiej lieutenant, w wersji polskiej drugi porucznik [?!]) i formalnie dowodzi plutonem, jednak na wskutek śmierci wszystkich swoich przełożonych stała się najwyższym rangą oficerem na planecie. We współczesnej armii USA, na której imperialna jest w jakiejś tam części oparta, między podporucznikiem i generałem jest jeszcze kilka szczebli, więc można sobie wyobrazić jak znaczący był ten nieoficjalny awans. Nie wspiera ją żaden bardziej doświadczony oficer, bo wszyscy tacy zginęli. Nie ma pod ręką podtrzymujących morale komisarzy, gdyż ci również prawdopodobnie kopnęli w kalendarz. Zresztą Mira wspiera swoich ludzi słowem i osobistym zaangażowaniem, więc nie potrzeba jej żadnych budzących grozę i strzelających tchórzom w tył głowy milczących typków z czaszkami na czapkach. Samo w sobie moralne wsparcie nie przynosi wielkich efektów, gdyż obrońców jest zbyt mało. Co nie przeszkadza im wciąż walczyć, mając do wyboru śmierć w boju albo poddanie się i również śmierć z łap orków.

Tak więc Mira nie poddaje się. Chociaż idą na nią tysiące zielonoskórych, dwukrotnie większe od ludzi bydlaki oraz strzelcy, których broń działa tylko dlatego, że oni w to wierzą, linie zaopatrzeniowe są przerwane, na orbicie stale krążą orcze pancerniki, a straty w ludziach rosną każdego dnia, to ona wciąż trwa na stanowisku. Bez jakże niezbędnego pocieszyciela czy męskiego ramienia, o które można się oprzeć albo wypłakać w chwilach zwątpienia. Albo też zdarzyło się jej płakać, ale poza kadrem. Nowa Lara Croft i jej problemy z przetrwaniem na nieprzyjaznej wyspie stają się nagle trywialne w porównaniu z tym, co przechodzi Mira.

Woman in reasonable armor

Porównajcie wielkość bohaterów i powiedzcie, czy Mira przy Marines wygląda na słabą?

Nie trzeba być wielkim specem od rynku growego, by dojrzeć w stroju Miry coś niepokojącego. Uważniejsze przyjrzenie się dowiedzie ponad wszelką wątpliwość, że kobieta chyba się z księżyca urwała, bowiem od szyi w dół jest całkowicie zakryta. Żadnego dekoltu, kusząco odsłoniętego fragmentu tyłka czy wycięcia tu i tam. Brak nawet dwóch, obowiązkowych w przypadku każdej żeńskiej zbroi, półkul na napierśniku! Podporucznik nosi w każdym calu regulaminowy (przynajmniej do dnia premiery Only War) pancerz gwardzisty i gdyby założyła hełm i milczała przez kilka chwil, to prawdopodobnie nikt nie zgadłby, jakiej jest płci. Zresztą powiedzmy sobie szczerze, jak by się prezentowała na wpół rozebrana wojowniczka tuż obok ubranych w pancerze wspomagane Space Marines? Może gdyby stała po stronie Chaosu albo była jedną z demonetek Slaanesha, które to demonice mają tendencję do walki w jak najskromniejszych ciuchach…

Abstrahując już od tego, że oficer z głębokim dekoltem, zwłaszcza walczący z wyglądającymi jak Pudzian na sterydach orkami oficer liniowy wyglądałby żałośnie (ewentualnie jest badassem, który może sobie na to pozwolić, jak major Motoko z Ghost in the Shell), jestem pełen podziwu dla studia Relic. Jasne, Warhammer nie daje zbyt wielkiego pola do popisu, gdy idzie o rozbieranki po stronie Imperium, patrz chociażby kosmiczne zakonnice Adepta Sororitas (z pewnymi wyjątkami), jednak zawsze istnieje pokusa nagięcia kanonu albo wykorzystania go w niecny sposób. Wystarczyło lekko przemodelować charakter i rolę pani podporucznik, by z niemal całkowicie opancerzonej, pokrytej bitewnym kurzem i pozbawionej makijażu kobiety powstał mokry sen gimnazjalistów. To łatwiejsze, niż mogłoby się wydawać. W końcu kto by nie chciał ujrzeć na polu walki seksownej komisarz Imperium, na widok której oddział dostałby bonus +200% do morale, albo niższej rangą Adeptus Mechanicus, nie posiadającej w pełni zcyborgizowanego ciała?

Chociaż nie odmówię jej urody, to można się sprzeczać, czy Mira jest seksowna. Na pewno nie w typowy dla gier sposób, to znaczy poprzez odsłonięcie ile się da ciała oraz wyzywające pozy. Co ważne, nie jest ona również zamieszana w żaden wątek romansowy, zaś z Tytusem łączy ją co najwyżej przyjaźń, nad istnieniem której też można polemizować, a na pewno szacunek i wdzięczność za udzieloną pomoc. Zresztą proszę, Space Marines w związkach? Święci obrońcy Imperium, latający od systemu do systemu i walczący z największymi horrorami świata, połączeni emocjonalną więzią z kobietą? To tak bardzo nie pasuje…

Zresztą ciężko jest w pewnych momentach nie zauważyć, że to tak naprawdę Mira ratuje tyłek Tytusowi. Ona załatwia mu transport powietrzny (nawet podwójnie, bo pierwszemu ostro się oberwało od orków), dostarcza mu informacji na temat pola walki, a nawet sięga po karabin i ramię w ramię z synalkami Imperatora przebija się przez okopy zielonoskórych. Ostatecznie to avatar gracza ratuje sytuację, ale nie uczyniłby tego bez wydatnej pomocy Gwardii Imperialnej z Mirą na czele.

Hero of the day

Spotkanie po latach.

Postać Miry trudno nazwać kanoniczną. Wystąpiła tylko w jednej grze, a potem wszelki słuch o niej zaginął, w przeciwieństwie do takiego Gaunta, który karierę zaczął na kartach powieści, by ostatecznie dołączyć do swoich towarzyszy gwardzistów na figurkowych polach bitew czterdziestego tysiąclecia. W głębi serca liczę na to, że jeśli światło dzienne ujrzy trzecia część Dawn of War, kontynuacja Space Marine albo jakakolwiek inna gra z tego uniwersum, to pani podporucznik Mira się w niej pojawi. Nawet, jeśli miałaby mieć rolę jedynie epizodyczną, jak zresztą do tej pory. Jest bowiem bohaterką, która bardzo by się mainstreamowi przydała. Twórcom, co by troszkę częściej wychodzili poza utarte schematy, graczom, by mogli nacieszyć się nieco szerszym wyborem kobiecych postaci oraz osobom niegrającym, jako dowód na to, że branża nie składa się w stu procentach z nerdów, którzy nie mogą przetrwać pięciu minut bez gapienia się na odsłonięty biust.

Ciekawostki na koniec. Będąc zaintrygowanym tym, co mogę znaleźć w Sieci, wpisałem w goglach frazę: „Interesting woman game character”. Wyszukiwarka musiała jednak opacznie zrozumieć moje intencje, bowiem jako pierwszy wynik wyświetliła mi listę 50 najgorętszych babek w grach (chociaż sama lista nie używa żadnego słowa określającego płeć). Po tym drobnym nieporozumieniu przeszedłem do drugiego wyplutego przez gugla adresu, by znaleźć tam całkowicie niemiarodajny, ale interesujący ranking najlepszych postaci kobiecych w grach. Mogę tylko zgadywać, że kryteria były trzy, zaczynające się na t, c oraz d, co w przypadku takiej GLaDOS jest z deka niepokojące. Widząc, że link trzeci dotyczy 10 najseksowniejszych, a piąty 25 najgorętszych kobiet w grach wyłączyłem zakładkę, uznając się za pokonanego.

Ciekawostka druga (pisałem, że będzie jedna?). Przegrzebując Sieć znalazłem ledwo trzy wzmianki na temat pani podporucznik, z czego jedna była dłuższym postem na tumblrowym blogu, a dwie pozostałe drogowskazem do pierwszego. Miałem nadzieję, że na marginesie wszelkich dyskusji o wizerunku kobiet w grach (patrz jeden news, drugi news oraz komiks, o których pewnie napiszę innym razem) więcej osób zwróci na tę postać uwagę. Najwyraźniej jednak bycie na drugim planie automatycznie odziera ją ze wszystkich interesujących elementów.

Chcecie podyskutować na ten temat? Może tutaj?

 

W archiwach Inkwizycji znajduje się informacja, jakoby Mira w towarzystwie Tytusa była autorem Noldofinve, zaś reszta grafik pochodziła z Oka Terroru.