Przejdź do zawartości
Concept art raz.

[CB #2] Novus Field Commander Mirabel

Czyli o kolejnej interesującej growej postaci kobiecej słów kilkaset.

Kojarzycie Universe at War: Earth Assault? Mogło się wam cosik obić o uszy, bo za ten dość świeży, pochodzący z roku 2006 tytuł odpowiedzialne jest Petroglyph Games. Studio to znane jest z dwóch rzeczy. Tego, że przyjęło do siebie część uciekinierów ze świętej pamięci Westwood, ojców serii Command and Conquer oraz dało światu Star Wars: Empire at War, praktycznie najlepszego na chwilę obecną RTS-a w świecie Gwiezdnych Wojen. Przynajmniej gdy idzie o bitwy w kosmosie, bo te na planetach są z deka słabowite.

Universe, która po Empire odziedziczyła kilka interesujących aspektów mechaniki, toczy się na Ziemi, zmienionej w pole bitwy między agresywną rasą A, próbującą ją powstrzymać rasą B i posiadającą z deka poplątaną historię rasą C. Ludzie zostali zdziesiątkowani i w czasie gry służą głównie jako dodatek, co, jeśli spojrzeć na wszystkie dzieła kultury koncentrujące się na inwazji na naszą piękną planetę, jest całkiem oryginalnym podejściem do tematu. O fabule mógłbym napisać całkiem sporo, bo prezentuje się wyjątkowo dobrze jak na RTS-owe standardy, ale zgodnie z tytułem notki dzisiejszy tekst poświęcimy jednej tylko osobie. Proszę państwa, oto Mirabel.

Dziewczyna i jej robot

Mirabel jest przedstawicielką frakcji Novus, składającej się w 99.99% z istot mechanicznych rasy B z poprzedniego akapitu, której jedynym celem jest powstrzymanie ekspansywnej i destruktywnej rasy A, Hierarchy. Podane wyżej procenty to w większości humanoidalne, wypolerowane na błysk roboty i niezwykle oryginalne (by nie rzec, że dziwaczne) w swym kształcie pojazdy i machiny kroczące. Brakującej 0.01% to właśnie Mirabel, jedyna organiczna forma życia pośród trybikowatych. Mamy więc pierwszy element każdej interesującej postaci: wyróżnianie się na tle otoczenia.

Interesującym elementem numer dwa jest pełniona przez nią rola. Chociaż w porównaniu do otaczających ją maszyn Mirabel jest krucha, to otrzymała stanowisko dowódcy polowego sił Novus, obecnego zawsze i wszędzie tam, gdzie toczą się najcięższe walki. Jak przystało na dowódcę polowego z prawdziwego zdarzenia czyni w szeregach Hierarchy niemałe spustoszenia z pomocą specjalnie dla niej skonstruowanego i wyposażonego w SI pancerza wspomaganego o imieniu Viktor. Ta świecąca się niczym dobrze wiecie co zbroja, której projektanci naoglądali się stanowczo za dużo anime, ma na stanie silniki odrzutowe, wyrzutnie rakiet oraz konkretnych rozmiarów rusznicę snajperską, która z powodzeniem służy jako broń przeciwpancerna dalekiego zasięgu. Potrafi również przyjąć niemało pocisków i całkiem szybko wyszpachlować dziury nawet po największych kulach. Wspominałem również, że Viktor jest spięty kablem swoim pilotem, dzięki czemu człowiek (umownie przyjmijmy, że nim jest) i maszyna dzielą myśli i są w stanie efektywniej działać na polu walki, zgodnie z zasadą, że myśl jest szybsza od słów. Jak najnowocześniejsze modele Bolo i ich piloci.

Mamy więc oto bohaterkę z pierwszej linii frontu (i nie tylko, bo otrzymuje odpowiedzialne zadania także w innych miejscach), szerzącą śmierć i zniszczenie dzięki zaawansowanej technologicznie zbroi i toczącej nieustanną walkę o ocalenie galaktyki przed zakusami rasy tak złej, że świetnie by się wpasowała w dowolną kreskówkę dla dzieci. Żeby byś ścisłym, to kilka bohaterek, bowiem pierwsza Mirabel została sklonowana z materiału genetycznego zdobytego na rodzinnym świecie Novus. Po każdej śmierci kolejny klon wchodzi na pole walki i nie byłoby w tym niczego szczególnie interesującego, gdyby nie fakt, że pierwotnego materiału zaczyna brakować. Maszyny posiadają więc w swoich szeregach sprawną wojowniczkę, którą każda przegrana przybliża do tej ostatniej i nieodwracalnej. Można tylko gdybać, jak wielką czuje ona z tego tytułu presję.

Myślenie zerojedynkowe

Concept art dwa.

Novus, jak przystało na maszyny, patrzą na świat z chłodną kalkulacją, a uczucia są im równie obce, co EA pozytywny pijar. Jest to szczególnie widoczne za każdym razem, gdy zbyt późno przybędą na ratunek jakiejś planecie i jedyne, co im pozostaje do zrobienia, to pogrzebanie zmarłych i ruszenie dalej. Mirabel, jako jedyna organiczna forma życia w tym robocim gronie, prezentuje całkowicie inne, bardziej uczuciowe podejście, które w trakcie gry powoli przebija się przez mur zimnej obojętności innych dowódców, a zarazem jej towarzyszy broni. Mamy więc kobietę uczącą maszyny współczucia dla poległych i dbania o życie z innych, niż tylko praktyczne pobudek, która w swoich staraniach odnosi pewne sukcesy. Ba, udaje się jej nawet przekonać innego dowódcę do aktu heroicznej ofiary, zapewniającej przetrwanie całej planety, gdy jeszcze kilka dni wcześniej spisałby ją na straty. Że zacytuję:

I’m tired… of building… tombs… too.

Podejście Mirabel widać w trakcie nielicznych rozmów z ludźmi, którzy po zdziesiątkowaniu na terenie całego globu na widok obcych albo uciekają, albo desperacko walczą, unikając wszelkich prób nawiązania kontaktu. Szczególnie ciekawie to wypada za pierwszym razem, gdy siły Novus pojawiają się w atakowanym przez Hierarchy mieście i pierwszym, co widzi Mirabel, jest jeden z ostatnich żywych ludzkich dowódców, Moore. Rzeczona scenka przy pierwszym obejrzeniu może wydawać się stereotypowa jak cholera, bowiem Mirabel wykonuje gest, który parę osób z pewnością uzna za dowód zakochania czy innego uczuciowego zainteresowania. Rzeczone osoby będą miały rację, ale tylko częściową i nie w najważniejszych obszarach. Widzicie, dowódca Novus jest ostatnią przedstawicielką swej rasy (wyglądającej jak ludzie, ale nigdy nie nazwanej w taki sposób, więc widać ludźmi nie będącej), z tegoż powodu (oraz stale powiększającej się, olbrzymiej listy ofiar Hierarchy) dręczoną przez wyrzuty sumienia (motywu nie do końca przeze mnie rozumianego, ale whatever), która po raz pierwszy w życiu ujrzała kogoś podobnego do niej. Co prawda ten ktoś wpierw wypalił do niej serię z działka obrotowego, a potem uciekł, ale takie zachowanie w sytuacji ujrzenia na gruzach Waszyngtonu dwóch obcych ras w przeciągu kilku dni, z których pierwsza kilka razy próbowała go zabić jest chyba do wybaczenia. Zresztą w trakcie kampanii obie postacie nawiązują współpracę i porządnie tłuką wspólnego wroga, czerpiąc z tego sporą satysfakcję.

Dowódca o stosownym wyglądzie

Mirabel w grze, a dokładniej to cutscence.

Co nie przekłada się na żaden wątek romansowy. Mirabel nie zacieśnia stosunków (co byłoby trudne, zważywszy na to, że praktycznie nigdy nie opuszcza swojej zbroi) ani z Moorem, ani z przedstawicielami Masari, rasy C z trzeciego akapitu. Może coś się dzieje tuż po wojnie, kiedy to obcy pomagają ludziom w odbudowie, ale w jej trakcie pani field commander ma ważniejsze sprawy na głowie. Najczęściej pojawiająca się w takich sytuacjach klisza trafiła właśnie do śmieci i bardzo dobrze, bo lepiej jej nie wprowadzać i mieć święty spokój (a przy okazji zdobyć parę punktów za oryginalność), niż zrobić to i osiągnąć akceptowalny, ale w ogólnym rozrachunku kiepskawy efekt.

Mirabel ma serce wojownika, czego dowód daje niejeden raz, ale mimo nieciekawego losu oraz nieustannej walki z Hierarchy nie opuściło jej poczucie humoru. Potrafi od czasu do czasu powiedzieć coś zabawnego głosem Stephanie Calvert (piosenkarki, o ile internety mnie nie okłamują), czy to drocząc się z Moorem, czy też dyskutując z Victorem i jego cyfrową osobowością. Jednak przede wszystkim wygląda jak przystało na wojownika. Znaczy pilota ciężkiego pancerza wspomaganego, co to dzierży karabin takiej długości, że w przypadku przedstawiciela płci brzydkiej stałby się źródłem niewybrednych dowcipów na temat rozmiarów i kompensowania sobie czegoś. W miarę krótkie włosy, spokojne oblicze, naładowany elektroniką hełm oraz okrywający od stóp do głów kombinezon. Sensowny o tyle, że na co maszynom ubrania z dekoltem? Albo ubrania w ogóle? Dzięki temu, że autorzy poszli po rozum do głowy i prewencyjnie strzelili w łeb grafików, zanim ci wyskoczyli z głupimi pomysłami, Mirabel może pojawić się tuż obok podporucznik Miry na liście sensownie ubranych (oraz niewyposażonych w dwa wielkie melony na klatce piersiowej) bohaterek gier komputerowych. Już nie wspominając o fakcie posiadania dość rzadkiego imienia, z którym spotkałem się chyba po raz pierwszy w życiu. Albo drugi, tylko wcześniejszego nie pamiętam.

Przedstawiony przeze mnie obraz Mirabel może wydawać się mało interesujący, ale jak pisałem już w tekście na temat Miry, w RTS-ach jest dość mało kobiet. Tym bardziej w rolach głównych bohaterek z pierwszej linii frontu. Dlatego jestem wyczulony na odstępstwa od tej reguły, a dzięki temu, że Petroglyph postanowił iść nieco na przekór trendom, otrzymaliśmy ciekawą, pierwszoplanową postać kobiecą, która na tle pozostałych bohaterów gry wypada naprawdę dobrze i potrafi zapaść w pamięć. Co jest chyba najlepszym wyznacznikiem dobrze skonstruowanej postaci.

PS: Druga część listy filmów, które mógłbym oglądać co tydzień aż do śmierci pojawi się prawdopodobnie za tydzień. A jak nie, to za dwa.

PS2: Wiem, że field commander można przetłumaczyć, patrz stosowne miejsca w tekście, ale uznałem, że tytuł notki będzie lepiej brzmiał po angielsku. I brzmi.

Chcecie pogadać o Mirabel albo Universe at War? Może tutaj? Chętnie bym się dowiedział, czy warto ciągnąć dalej prezentację mniej znanych, a wartych przedstawienia wirtualnych heroin.

 

Grafiki podebrane z wiki gry oraz losowych części internetów.