Przejdź do zawartości

[CB #4] Empress of Time Kaileena

Reading Time: 6 minutes

Czyli o pewnej zapomnianej postaci kobiecej słów kilkaset.

Dzisiejsza notka powstała przy biernym współudziale mojego „szefa” Michała, który tekstem o Warrior Within, napisanym w ramach pierwszej edycji Karnawału Graczy Blogerów, przypomniał mi o tej bodaj najmroczniejszej odsłonie przygód księcia Persji. W swoim czasie docenionej, ale obecnie rzadko przywoływanej, podobnie jak Two Thrones. To chyba klątwa bycia środkowymi częściami większego cyklu (kwestię prequela w postaci Forgotten Sands pomijam). Szkoda, bo co prawda imiennych postaci było w WW niewiele, z czego całe dwie kobiety, ale jedna z nich zasługuje na szczególną uwagę. Śmiem nawet twierdzić, że zdecydowanie większą od głównego bohatera, chociaż pojawia się na ekranie średnio raz na godzinę albo dwie, w zależności od stopnia ogarnięcia gracza.

Ten tekst tyczy się Kaileeny z Warrior Within. W Two Thrones grałem krótko, ale tamtejsza wersja Cesarzowej mniej przypadła mi do gustu. Powinienem też ostrzec przed spoilerami, co też i czynię.

„Let time run its course.”

Kaileena (znaczenia tego imienia nie podam, bo co źródło, to inne) jest najstarszą chodzącą po świecie istotą. Narodziła się wraz z początkiem czasu, będącego zarazem źródłem jej mocy i fragmentem jestestwa. Czyni to z niej „częściowe ucieleśnienie konceptu czasu”, że zarzucę filozoficznie brzmiącym terminem. To ona stworzyła Piaski Czasu oraz związane z nimi cztery artefakty, będące istotne dla fabuły pierwszej części przygód Księcia. Jednym z jej tworów, a jednocześnie siedzibą, jest Wyspa Czasu (to całkiem zabawne po latach zorientować się, jak denne są te wszystkie nazwy, jak się je zbierze w jednym miejscu), w stronę której kieruje się Książę w Warrior Within, co by odkręcić wydarzenia z Sands of Time. Nie pytajcie, jak wyglądała kreacja tego wszystkiego i jeszcze paru innych rzeczy, między innymi jej osobistej strażniczki Shandee, obrońcy strumienia wydarzeń Dahaki oraz setek strzegących wyspy żołnierzy. Równie dobrze mogły istnieć „od zawsze”. Manipulujemy czasem, to umiejętność dająca bardzo szerokie możliwości, łącznie ze stawianiem pałaców z przysłowiowego powietrza i tłumaczeniem, że powstały tysiące lat temu.

Jako tak potężna osoba, władającą jednym z fundamentów świata, znająca przeszłe i przyszłe wydarzenia, Kaileena jest jednocześnie bezsilna w starciu z przeznaczeniem. Spojrzenie na strumień czasu uświadomił ją o zbliżającej się wielkimi krokami śmierci z rąk Księcia, pragnącego uratować splugawiony Piaskami Czasu Babilon przez zabicie ich twórczyni na długo przed tym, zanim ta ukończy swe wielkie dzieło. Jednak zamiast iść ścieżką wytyczoną przez tolkienowskie elfy, które na wieść o tym, że ich czas w Śródziemiu dobiega końca zaczęły pakować walizki i szukać tanich biletów lotniczych na zachód, Cesarzowa postanowiła przeciwstawić się nieubłaganemu i zmienić swoje przeznaczenie. Co jest dowodem dużej odwagi albo desperacji, gdy się nad tym dłużej zastanowić. Nie mówimy o pannie uciekającej przed niechcianym małżeństwem, patrz Merida, ani tym bardziej o wielkiej wojowniczce ratującej świat przed Złym Lordem, patrz część cRPGów. Akcje te mają często nikłe, ale jednak niezerowe szanse powodzenia. Tymczasem jak można przeciwstawić się przeznaczeniu, jednemu z podstawowych (w serii) praw przyrody, teoretycznie niepodlegającemu zmianom, zgodnie z powtarzaną często w grze formułką „You cannot change your fate”? Zwłaszcza będąc osobą, która ma z tym prawem bardzo bliskie, rodzinne wręcz stosunki?

„They say knowledge is power… but I say it is a poison.”

Kaileena1
Kaileena, wersja concept-art.

Tak więc mamy dość tajemniczą (na większość pytań o jej przeszłość nie ma odpowiedzi) postać kobiecą, żyjącą na prywatnej, wypełnionej stworzonymi sztucznie istotami wyspie, gdzie nie ma za bardzo co robić, ani z kim porozmawiać. Nieustannie dręczoną wizjami własnej śmierci, znającej dokładny czas, miejsce oraz sprawcę i postanawiającej coś z tym zrobić. Czemu towarzyszy masowe kręcenie głowami, bo wszyscy inni uważają los za niepodlegający negocjacjom, a każda kolejna próba zdaje się tylko to potwierdzać. Shandee wraz z bandą wojaków nie daje rady zatrzymać Księcia na morzu, a sabotowanie jego działań i posyłanie w niebezpieczne rejony zamku nie przynosi efektów. Nawet walka twarzą w twarz okazuje się problematyczna i ostatecznie kończy klęską Cesarzowej. Teoretycznie, w końcu mówimy tutaj o manipulacji czasem, przez którą zrozumienie fabuły przypomina składanie puzzli z tysiąca elementów na ślepo i po pijaku.

Książę przez większość czasu (You see what I did there?), a dokładniej do pierwszego pojedynku, uznaję Kaileenę za służkę Cesarzowej, od czasu do czasu wyciągającej ku niemu pozornie tylko pomocną dłoń. Widzą się rzadko, przy każdej okazji rozmawiając na temat pani zamku oraz przeznaczenia. Z ich dysput wynika, że dla ubierającej się na czerwono gospodyni próba oszukania losu jest w zasadzie jedynym sensem odgórnie ustawionego życia, jedyną nadzieją na zmianę niezadowalającej jej sytuacji. Przy okazji stara się ona również przekonać Księcia, że z przeznaczeniem nie ma sensu walczyć i powinien on opuścić wyspę, co pozwoli jej uniknąć walki i w ostatecznym rozrachunku będzie tak samo dobre. Przynajmniej dla niej. Ale tego rodzaju argumentacja nie przynosi efektów, bo obie postacie są równie mocno uparte i głuche na dobre rady, co stanowi podstawę dla ich przyszłego związku. Dość mocno odbiegającego od growych standardów.

„Then I choose to live… And for you to die!”

Przede wszystkim Kaileena i jej gość nie są w sobie zakochani, a przynajmniej nie od samego początku. Czasem na twarzy gospodyni widać smutek z powodu nadciągającego wielkimi krokami starcia z Księciem, ale już w czasie pierwszej walki krzykiem wypomina mu, że mimo tylu rzuconych pod nogi kłód nie ma zamiaru zginąć. Co jest wyrażeniem gniewu tak na niego, jak i na arbitralne wyroki przeznaczenia, którym poddać się muszą wszyscy bez wyjątku. Bo Cesarzowa docenia upór Księcia. Co prawda nie wierzy w powodzenie jego wysiłków, ale ujmuje jej sam fakt podjęcia próby, stanowiącej dla niej motywację do działania. Skoro bowiem dotarł on tak daleko, unikając wszystkich zastawionych na niego pułapek i każdym czynem dowodząc, że los jednak da się zmienić, to może jej desperackie próby wcale nie są desperackie? Może przyszłość nie jest z góry ustalona i próba jej zmiany ma sens?

Wahające się między podziwem a głęboką nienawiścią nastawienie Cesarzowej do Księcia utrzymuje się na mniej więcej stałym poziomie przez większość gry. Zmiana następuje dopiero pod koniec, a i to dopiero w cutscence, gdy wszystkie zagrożenia zostają pokonane, a bohaterowie wspólnie opuszczają wyspę. Biorąc pod uwagę tylko trwający kilka minut epilog to tak do końca nie wiadomo, czy obie strony pałają do siebie głębokim uczuciem, czy też pragną być ze sobą z innych powodów, na przykład wspólnych celów. Tym bardziej, że Książę spotkał już jedną bliską jego sercu dziewczynę, księżniczkę Farah. Tak więc Kaileena jest określana mianem love interest, ale ja bym ten zwrot upakował w duży cudzysłów, albo opatrzył komentarzem o skomplikowaniu.

„I am sorry prince, but only one of us can cheat fate today…”

Kaileena2

Model Kaileeny to w praktyce przeniesiona na ekran i nieco podkolorowana to tu, to tam Monica Bellucci, znana między innymi z roli Persefony w dwóch ostatnich Matrixach oraz Kleopatry w najlepszej ekranizacji przygód Asteriksa i Obeliksa ever. Aktorka użyczyła cesarzowej również swego głosu, co okazało się posunięciem równie dobrym, co wybranie Jennifer Hale na głos wersji komandor Shepard. Czepić się można noszonego przez Cesarzową stroju, strategicznie wyciętego w odpowiednich miejscach, ale raz, że ładnie prezentuje się podczas gry i na concept-artach, dwa, że mając za towarzystwo pozbawionych mózgu niewolników i jedną kobietę mogła się ubierać w cokolwiek i trzy, że nikt nie robi z tego powodu problemów. Shandee ani Książę go nie komentują, Kaileena nie utyskuje, że jest jej zimno (w tej konkretnej strefie klimatycznej?), a parę prezentujących jej wdzięki ujęć kamery nie robi tego perfidnie, jak w przypadku kilku scen z pierwszego sezonu Ghost in the Shell. Ten strój taki po prostu jest. Zresztą mówimy o kobiecie zdolnej teleportować się na krótkie odległości, tworzyć potwory z Piasków Czasu, unosić się nad ziemią i zsyłać trąby powietrzne, a gdyby tego było mało chwycić za dwa miecze i walczyć z wprawą godną zawodowej wojowniczki. W takim wypadku można wybaczyć jej braki w garderobie.

Taka oto jest Kaileena. Kobieta, która postanowiła odmienić swój los i odniosła sukces.

PS: W planach miałem napisanie paru słów o ostatnim pomyśle Hideo Kojimy, ale gdzieś w połowie dałem se siana, bo liczba wymagających omówienia wątków rosła w postępie geometrycznym. Może innym razem.

PS 2: Wiem, że w polskim tłumaczeniu WW nie ma słowa „cesarzowa”, ale „imperatorka czasu” nie chciało mi przejść przez klawiaturę.

PS 3: Zaczynam dostrzegać na horyzoncie zapowiedź zawalenia robotą, więc istnieje szansa, że w ciągu najbliższych tygodni zmienię tryb publikowania notek na nieregularny.