Przejdź do zawartości

[CB #6] Księżniczka Delphi

Dziś opowiem Wam o postaci, której growa kariera zaczęła się i skończyła w roku 2000, za sprawą debiutanckiej produkcji nieistniejącego już Planet Moon Studios, Giants: Citizen Kabuto. Postaci, która była eterycznie niebieska, strzelała z łuku, zanim stało się to modne, potrafiła przywoływać tornada i skakać na olbrzymie odległości, wygrywała wyścigi skuterów wodnych i sprała pewnego dużego potwora, lecz została zapamiętana głównie za sprawą stanika. I to nie w znaczeniu, które przyszło Wam teraz do głowy.

A, zapomniałbym – spoilers, spoilers everywhere.

Wyrodna córka

Stworzona z czterech żywiołów Delphi miała być idealną przedstawicielką Sea Reapers[1], rasy rządzącej bliżej nieznaną z nazwy i położenia planetą. Jednak w przeciwieństwie do Sappho, swojej odzianej od stóp do głów w czerń matki, imienniczka pewnego języka programowania nigdy nie była wielką fanką rządów twardej ręki i okrucieństwa wobec wielkogłowych i rozmiłowanych w piwie Smarties, drugiej inteligentnej rasy zamieszkującej planetę i jednocześnie poddanych królowej. Gdy więc w okolicy pojawiła się grupa uzbrojonych po zęby kosmitów o nazwie Meccaryns, z pomocą eksplodujących argumentów, a na prośbę Smarties tłumaczących Sappho jej błędy w zarządzaniu państwem, już wcześniej okazująca nieposłuszeństwo księżniczka postanowiła skorzystać z okazji do działania.

Różnica tkwiła w motywacji. Wyżej wspomnieni obcy rozglądali się za swoimi porozrzucanymi po planecie towarzyszami, kwestię królowej załatwiając niejako przy okazji. Dla Delphi pozbycie się Sappho miało wymiar bardziej osobisty, związany z ze zdecydowanie wyższym poziomem empatii, wrażliwości na cierpienie innych, poczucia sprawiedliwości i tak dalej. Być może również kwestią własnych „narodzin”, niespełnionych wymagań złej do szpiku kości matki i podobnych, ale zapytana o te interesujące tematy gra milczy, co pozwala na snucie interesujących teorii. Czy termin „doskonały Reaper” oznaczał istotę o czystym sercu, czy też charakter córki wynikał z błędów matki? Jeśli to pierwsze, to czy pozostali przedstawiciele rasy nie byli w jakimś stopniu spaczeni, niedoskonali? Zwróćcie zresztą uwagę na wygląd księżniczki w zestawieniu z jej matką, dobór kolorów (może poza oczami), strojów i tak dalej. Spójrzcie też na gęby szeregowych żołnierzy. Od razu widać, kto tutaj jest dobry, a kto zły.

Delphi była jedną z trójki (a właściwie to dwójką z trójki, o czym później) protagonistów w Giants. A co jest jedną z najważniejszych cech dobrego protagonisty? Aktywność i chęć działania, który to warunek księżniczka spełniała w stu dwudziestu procentach. To ona wpierw słowem, a potem mieczem próbowała przekonać swoją matkę do wycofania się z pomysłu nakarmienia tytułowego Kabuto, miejscowego odpowiednika Godzilli, niewinnym Smartie imieniem Timmy. Na oczach jej gwardzistów i zapewne całego niepokazanego w grze dworu, co Sappho odebrała dość osobiście. To ona zaoferowała się wyeliminować królową, chociaż wymagało to z jej strony treningu pod okiem „wielkiego mędrca”[2], zdziesiątkowania sił matki, a później pokonania jej w pojedynku we wnętrzu wygasłego wulkanu. To ona wreszcie przekonała Meccarynów, że puszczony samopas Kabuto musi zostać powstrzymany i w tym celu przemieniła się w jego brata bliźniaka.

Potwór z przymusu

giants_citizen_kabuto_wallpaper_6-normal

Widzicie, w kampanii Giants można było kierować trzema postaciami: dowódcą Meccarynów Bazzem, księżniczką Delphi i tytułowym Kabuto. Ostatnia misja drugiej części gry kończy się wyrwaniem oryginalnego Kabuto spod kontroli królowej, co w dłuższej perspektywie czasu oznacza masakrę Smarties na całej planecie. Delphi czuje się osobiście odpowiedzialna za sytuację – zresztą słusznie, bo to ona rozwaliła trzymający wielkoluda w ryzach kamień – i postanawia ją odkręcić. W tym celu wykorzystuje odprysk rzeczonego kamienia i zmienia się w drugiego potwora, zgodnie z zasadą, ze ogień należy zwalczać ogniem. Dosłownie za plecami Baza, przedkładając obowiązek nad uczucie. Yep, jest w tej grze międzyrasowy wątek romansowy, ale nie wpływa zbyt mocno na zachowania postaci i nie czyni żadnej z nich zależną od drugiej. Może poza dowódcą Meccarynów, który stara się zaimponować ukochanej, pokazać się od jak najlepszej strony, koniec końców niewiele z tego wychodzi, gdyż Delphi postanawia robić swoje na przekór okolicznościom i regularnie stawia Buza przed faktami dokonanymi. Za to ten ratuje jej tyłek w trakcie ostatniej, prawie wygranej batalii, więc nazwałbym to remisem.

Mamy więc uroczą, skupioną na zadaniu księżniczkę o dobrym sercu, która tuż po zniszczeniu kilku placówek wojskowych, wyeliminowania setek żołnierzy, sprowadzeniu do parteru własnej matki i byciu świadkiem jej pożerania przez potwora, zostaje przez własne sumienie zmuszona przeistoczyć się w kopię tegoż potwora, co by mieć szansę na pokonanie oryginalnej wersji. I zjadać złych kuzynów Smarties, zapewne paskudnych w smaku, bo tylko dzięki temu może urosnąć i zyskać nowe, destrukcyjne możliwości. Co jest wielce tragiczne i bohaterskie zarazem, ale jajcarski klimat gry skutecznie przepędza wszelkie widoczne na horyzoncie oznaki patosu.  Z drugiej strony Delphi nigdy nie żartuje ze swojej sytuacji, co najwyżej z mentora i traktuje misję detronizacji matki bardzo serio, więc równowaga w przyrodzie zostaje zachowana.

Skoro mowa o żartach – to, co mnie ujęło w postaci, to całkowite oderwanie od lansowanego od pewnego czasu modelu Strong Female Character (blarg…). Żadnych one-linerów, zachwycania się byciem twardą babą z jajami, pozowania na silniejszą, niż jest w istocie, wulgaryzmów, krzywych spojrzeń, szorstkiego traktowania sojuszników, epatowania seksapilem. Nic, null, zero. Księżniczka jest w swych zachowaniach zrównoważona, w odpowiednich momentach spokojna, w innych agresywna, przede wszystkim zaś naturalna, jeśli wiecie, co mam na myśli. Zdaję sobie sprawę z faktu, że gra została wydana 14 (a dokładniej to 13, bo w grudniu 2000) lat temu i świat się zmienia i tak dalej, ale mimo wszystko postać o tak przedstawionym charakterze jest mi zdecydowanie bliższa od prezentowanych współcześnie, zwłaszcza na ekranach kin.

Łukiem, magią i skuterem

GiantsCitizenKabutoGameplay

Delphi wygląda jak anioł bez skrzydeł i z trochę zbyt dużymi ustami. Albo modelka o egzotycznej urodzie. Tak czy siak niezbyt niebezpiecznie. Ale to pozory. Pamiętacie czytany kilka minut temu wstęp, gdzie wspominałem coś o broni składającej się z drzewca, cięciwy i strzał? Księżniczka ma taki w arsenale, nawet pięć, w tym jeden z trybem snajperskim i jeden z samonaprowadzanymi strzałami, zaś w razie braku amunicji zawsze może sięgnąć po szablę, którą wywija może trochę topornie, ale za to skutecznie. Jednak prawdziwą siłą Delphi jest umiejętność oddawania dalekich skoków na przyspieszeniu oraz rzucania zaklęć, w tym teleportacji, zatrzymania czasu, stawiania ścian ognia, zmniejszania celów i wywoływania tornado. I to bez jakichś skomplikowanych rytuałów, jeno za sprawą kilku prostych gestów i chwili medytacji.

Żeby było jeszcze ciekawiej Delphi, jako jedyna postać w grze, potrafi pływać, nie musi obawiać się pogryzienia przez piranie, a samo przebywanie w wodzie leczy jej rany. Dodatkowo w niektórych misjach zyskuje dostęp do uzbrojonego w rakiety ścigacza wodnego. Żyrokopter i plecaki odrzutowe Meccarynów mogą się schować.

Księżniczka jest naga

No dobra, ale o co chodzi z tym całym stanikiem, o którym wspominałem na początku? Widzicie, Delphi jest właścicielką dość skromnego biustu (mowa o modelu, bo w przypadku reszty grafik to różnie bywa) i Planet Moon Studios nie widziało problemu z odsłonięciem go, co zresztą pasowało do konceptu posiadającej dwie zdrowe nogi błękitnoskórej syreny. Problem widziały za to osoby przydzielające grom kategorie wiekowe. Z powodu nagości Giants nie mogło być sprzedawane amerykańskim nastolatkom, zaś mało który sklep przyjąłby grę z łatką „tylko dla dorosłych”. Dlatego w przeznaczonej na rynek USA – polskiej zresztą też – wersji tytułu księżniczka walczy w kompletnym, plażowym bikini, którego wyeliminowanie wymaga usunięcia jednego pliku. Tym sposobem wilk był syty i owca cała, a Delphi stała się jednym z niewielu znanych mi wyjątków od 34 Zasady Internetu. Serio, szukałem i znalazłem tylko jeden obrazek, będący kompilacją kilku oficjalnych grafik. To już Karan może się pochwalić lepszym wynikiem.

I to z grubsza tyle. Dziś poznaliście Delphi, księżniczkę, która stała się potworem, by pokonać potwora. Brzmi znajomo?

PS: Dzisiejszy wpis nie miał brać i nie bierze udziału w szóstej edycji Karnawału Graczy Blogerów. Stosowny tekst dopiero powstaje, a kiedy go skończę, to jeszcze zobaczymy.

 

Die Przypisen:

[1] Mając wybór między oryginalnymi i polskimi nazwami zdecydowałem się na te pierwsze, okazjonalnie tylko przeskakując na drugie, co by puryści językowi dostali ataku serca. I tak, polska wersja z dubbingiem brzmiała i wciąż brzmi nieźle.

[2] Gra utrzymana jest w konwencji odjechanej komedii, więc rzeczony mędrzec to stylizowany na Japończyka, zezowaty Smartie z problemami z pamięcią i dziwnym sposobem wysławiania się „gdy jest na misji”. Do tego miewa problemy z ustawieniem wyjścia z portalu na wysokości ziemi, miast kilkaset metrów nad nią.