Przejdź do zawartości

Do fanatyków czytania

Kiepskie wyniki czytelnictwa w Polsce mają wiele przyczyn. Jedną z nich jesteście Wy.

Wbito Wam do głów, że literatura to królowa mediów. Najlepszy, jeśli nie jedyny sposób poznawania świata, najzacniejsza metoda spędzania wolnego czasu. Jedyna, która przystoi „dojrzałym, poważnym ludziom”, intelektualistom, po której można rozpoznać tę lepszą część narodu. Gdy więc ogłoszono, że licealiści będą musieli przeczytać „tylko” siedem lektur rocznie, wpadliście w gniew. Niektórzy z Was wyrazili go z pomocą słów krótkich a dobitnych. Reszta sięgnęła po szyderę.

Zaczęliście kpić z „jebanych leni”1. Śmiać się, że przez tyle lektur „zaczytają się na śmierć”, „opracowania zaczną im się mieszać” albo „jeszcze się spocą” (w domyśle z wysiłku). Załamywać ręce nad „powrotem do czasów analfabetów” czy potencjalnym „brakiem ciągłości i rozwoju cywilizacyjnego”. Nie przegapiliście też okazji do wbicia szpili w resztę narodu, sugerując, że skoro jedna książka rocznie to dla przeciętnego Polaka dużo, to siedmioma licealiści „mogą czuć się przytłoczeni”. Dzieliliście się fragmentem wywiadu z profesorem Krzysztofem Biedrzyckim, wyimek z niego wrzuciliście na Kwejka. Wasze szery można liczyć w setkach, rozbawione albo zdziwione reakcje w tysiącach.

Na wyścigi chwalicie się, ile to książek pochłaniacie rocznie. Siedem na tydzień, pięćdziesiąt na miesiąc i Silmarillion co weekend. Nic innego nie robicie, tylko czytacie. Pochłaniacie Annę Kareninę w wieku lat siedmiu, a Wojnę i Pokój około piętnastki i dziwi Was, że inni nie chcą, nie mogą, nie potrafią tak samo. Siedem na rok to dużo dla „wtórnego prostaka i analfabety”, toteż podejrzewacie, że „chyba byliście na wyższym poziomie niż to pokolenie”. Wprost nazywacie młodzież analfabetami bądź „stadem kierowanym przez media społecznościowe”. Tak dużo przeczytaliście, że nie znacie innych kryteriów oceny ludzkich możliwości intelektualnych, a może nawet innych ludzi w ogóle.

Wydaje się Wam również, że skoro Wy daliście radę pogodzić lektury z innymi sprawami, to każdy tak potrafi. A jeśli nie, to przecież „nikt nie zmusza do nauki w szkole średniej, są szkoły zawodowe”, w domyśle fabryki półgłówków. Nie potraficie sobie wyobrazić, że osoba wstająca o 4:30 i wracająca do domu koło 17, zmuszona do poznawania rzeczy, które mogą jej zwyczajnie nie interesować, mająca na głowie kartkówki, sprawdziany, poprawki i zadania domowe może nie znaleźć czasu, sił lub chęci na czytanie. „Ale co to za problem czytac w tramwaju, w lozku, przy jedzeniu?”, pytacie, zapatrzeni w cyferki niczym pracownicy socjalistycznych ministerstw. Nie widzicie nic złego w wychowywaniu kolejnych rzesz korpodron, niegodnych posiadania wolnego czasu na sen, odpoczynek albo rozrywki. „uczeń ma jedną rzecz do ogarnięcia – naukę. To wszystko.” oraz „mądry nauczyciel przypomina o „Lalce” i „Potopie” przed wakacjami…”, stwierdzacie dobitnie, korzystając z ośmiu godzin odpoczynku po ośmiu godzinach płatnej pracy.

Przez większość Waszych komentarzy przebija poczucie wyższości. Patrzycie z góry na młodych ludzi, którzy nad książkę przedkładają konsolę albo spotkanie ze znajomymi. Wiecie, że czas, który mogliby poświęcić na lektury przeznaczą na „snapczat i wzajemne lajkowanie na fejsie”. Macie im za złe, że mogą nie być miłośnikami Jedynego Prawdziwego Medium. Jednak zamiast pokazać wyższość słowa pisanego nad obrazem albo dźwiękiem, zachęcić w jakikolwiek sposób do jego poznawania, wolicie wyśmiać te ostatnie. Sprowadzić grę albo film do roli miernej rozrywki, niegodnej czyścić buty Prawdziwej Sztuce, jaką jest Nad NiemnemRozmowa Mistrza Polikarpa ze Śmiercią czy Odprawa Posłów Greckich. „W końcu „to literatura i sztuka dają podwaliny do tego, aby być wartościowym człowiekiem, mieć ambicję, do czegoś dążyć zmieniać świat na lepszy”, a „dzisiaj młodzi i tak wolą odpalic film lub serial w kompie i z głowy”.

Film lub serial, które w domyśle są gorsze, tak jak gorsze są gry wideo, anime, komiksy albo muzyka. „Książki rozwijają wyobraźnię i słownictwo. Natomiast filmy (mówię tu oczywiście o takich na bazie książek) są jak zupki instant – niby łatwiej, niby szybciej, ale jakbyś miał okazje, to byś o*ebał pomidorówkę od babci.” Ignorujecie dziesiątki lat dorobku innych mediów na rzecz jednego, który uznajecie za fundament i jedyną ścieżkę ludzkiego rozwoju. Obywatel KaneSiedmiu Samurajów, Ghost in the Shell, Watchmen, Cowboy Bebop, The Last of Us czy Silent Hill 2 to puch marny w porównaniu do Krzyżaków albo Nie-Boskiej Komedii. W swojej niezmierzonej wyobraźni reagujecie zdziwieniem, oburzeniem lub kpiną na propozycję obowiązkowych seansów filmowych, ślepi na ostatnich kilkadziesiąt lat rozwoju mediów wszelakich.

Niewielu z Was wpadło na to, że może zmiana jest uzasadniona. Że zamiast omówienia po łebkach kilkunastu cegieł lepiej poświęcić więcej czasu wybranym pozycjom. Przyjrzeć się uważniej Igrzyskom Śmierci i ich wpływie na współczesne trendy, aniżeli analizować od wieków nieaktualną sytuację bohaterów Chłopów. Zauważyć, że może w ten sposób treść lektury zostanie lepiej przyswojona, zamiast wywietrzeć z głowy w góra miesiąc po fakcie. Wy jednak woleliście wejść w skórę stereotypowego nauczyciela, dla którego nie istnieją przedmioty poza jego własnym i biada temu, kto ma inne zdanie na ten temat. Zapominacie, że poza szkołą, poza literaturą, również jest życie i nie widzicie problemu z pozbawieniem go młodzieży. Albo będzie spełniać Wasze wyśrubowane standardy, albo postawicie ją pod pręgierzem i obrzucicie wirtualnym gównem.

Jak na oczytanych ludzi nie potraficie sobie wyobrazić, że takie działania przyniosą odwrotny skutek. Że wyśmiewana młodzież będzie czytała jeszcze mniej. Na złość dorosłym, z powodu zupełnego zaniku chęci albo strachu przed byciem kojarzonym z ludźmi Waszego pokroju – pozbawionymi elementarnej empatii i wyobraźni, wywyższającymi się dupkami, których rozwój kulturowy zatrzymał się na etapie druku. Wolicie złośliwie napisać „Na złość babci zostanę analfabetą? No cóż, życzę ciekawego życia” niż zauważyć, że może Wasze słowa wywołają więcej szkody, niż pożytku. Na czym być może części z Was zależy, w końcu im niższy poziom czytelnictwa, tym bardziej możecie poczuć się elitą.

Dlatego nie zdziwcie się, jeśli w kolejnych latach statystyki czytelnictwa będą dalej spadać. Na myśl o ludziach takich jak Wy każdemu odechciałoby się czytać.