Przejdź do zawartości

Elizjum zdobyte, co dalej?

Czyli gdybania słów kilkaset.

Zainspirowane tekstem autorstwa Toreada, który natchnął mnie do zrobienia tego, w czym jestem najlepszy. Fantazjowania.

Poniżej znajdują się spoilery każdego kalibru. Czytacie na własną odpowiedzialność.

NFZ XXII wieku

Elizjum kończy się w momencie, gdy wszyscy mieszkańcy Ziemi zostają zaliczeni w poczet obywateli stacji, a na planetę lecą transportery medyczne z łóżkami zdolnymi wyleczyć każdą możliwą chorobę. Gra podniosła muzyka, padają Ważne Słowa, ludzie się cieszą, a na niebie pojawia się tęcza. Ogółem jest miodzio i fajnie i w ogóle sielanka. I będzie dalej, ale przez bardzo krótki czas.

Zgodnie z tym, co pokazano w filmie, łóżka medyczne są w stanie przywrócić człowieka do stanu używalności w ciągu kilkudziesięciu sekund, patrz rekonstrukcja twarzy Krugera. W każdej scenie leczenia pozbywano się tylko jednego schorzenia albo defektu, więc można przyjąć, że urządzenie nie jest w stanie wykonywać wielu czynności w tym samym czasie, a co za tym idzie im kto ma więcej złożonych chorób albo zepsutych organów, tym dłużej będzie trwał zabieg.

Akcja filmu toczy się w roku 2154. Według różnych źródeł w 2100 po Ziemi chodzić będzie od 11 do 15 miliardów ludzi. Przyjmijmy, że przez kolejnych 50 lat dojdzie 5 i więcej miliardów, co daje nam sumę ponad 20 miliardów Ziemian. Nawet przyjmując najbardziej optymistyczne, a co za tym idzie zupełnie nierealne założenie, że tylko jeden procent ludzkości będzie wymagał leczenia, otrzymujemy 200 milionów ludzi. Według ostatnich scen filmu z Elizjum wystartowało ledwo kilkanaście statków medycznych, każdy z kilkudziesięcioma łóżkami. Nawet jeśli każdy z nich będzie pracował przez 24 godziny na dobę przez 7 dni w tygodniu, to miną lata, zanim wszyscy ci ludzie – oraz pojawiające się przez cały czas nowe ofiary chorób, wypadków i epidemii – zostaną wyleczone. Możliwe, że w ostatnich scenach filmu padła inna liczba, której teraz nie pamiętam, ale w porównaniu do możliwości wciąż będzie zbyt wysoka. Elizjum zamieszkiwała maciupka część ludzkości. Jaka jest szansa, że w jej hangarach znajdowała się duża flota okrętów medycznych? Niewielka.

Mamy więc olbrzymi popyt na błyskawiczne i stuprocentowo skuteczne usługi zdrowotne w postaci ciągnących się kilometrami kolejnej i niewielką podaż. Niektórzy ze stojących w ogonku ludzi są bardziej, inni lżej chorzy. Pojedyncze przypadki muszą być dowożone z odległych regionów, co zajmuje dodatkowy czas i niemało kosztuje. Dlatego w krótkim czasie tworzy się coś na kształt komitetu kolejkowego, gdzie rozsądni ludzie baczą, by najbardziej potrzebujący otrzymali pomoc jako pierwsi. Są na tyle dobrze uzbrojeni i dowodzeni, że nikt nie kwestionuje ich kryteriów, zaś w razie pilnej potrzeby wystarczy pieniądze wsunięte w odpowiednią kieszeń i momentalnie licząca setki tysięcy ludzi kolejka znika. Żywność czy woda wciąż są istotne, ale w porównaniu do elektronicznych medykamentów schodzą na plan dalszy.

Androidy medyczne nie buntują się, tylko spokojnie pracują pod czujnym okiem ochrony. Androidy policyjne nie reagują, gdyż zgodnie z ostatnimi ruchami Spidera wszyscy Ziemianie to obywatele Elizjum, a jako tacy nie mogą być aresztowani. Ręczna zmiana listy jest niemożliwa, inaczej konstrukcja fabularna filmu zacznie się sypać. Zresztą manipulowanie przy miliardach nazwisk jest pracą tyleż męczącą i czasochłonną, co bezsensowną. Maszyny obserwują więc w milczeniu budowę prowizorycznych obozów wokół statków medycznych, powstawanie bazarów i innych przybudówek, trasy patroli bojówek, błagania o natychmiastową pomoc dla umierających, zamieszki, wreszcie nocne ataki w celu przejęcia kontroli nad strategicznie ważnym obszarem. Istniej szansa, że ktoś pchnie do walki ich metalowe tyłki, co, biorąc pod uwagę możliwości Spidera, a co za tym idzie pokrewnych mu ludzi oraz obecność pozbawionej szefa fabryki androidów na powierzchni planety, jest więcej, jak prawdopodobne. Okolice statków medycznych zamieniają się więc w pola bitwy między lokalnymi warlordami, którzy kontrolując przyprawę… Wróć, to nie to uniwersum.

Zresztą z tymi fabrykami to też jest ciekawa sprawa. Jeśli przyjąć, że szefowie niektórych zakładów zostali na Ziemi, szansa na ich uwięzienie albo zabicie przez nagle uczynionych obywatelami ludzi jest nad wyraz wysoka. Potem trzeba wybrać nowego szefa, najprawdopodobniej w trakcie dyskusji z użyciem wielkokalibrowych argumentów i tak w przypadku każdej fabryki, gdyż szansa na to, że ktoś z Ziemi dysponował jakąkolwiek kontrolą jest niewielka. Tworzą się więc dwa ośrodki władzy, skupione wokół zakładów przemysłowo-surowcowych oraz medycznych. Po pewnym czasie powstają nowe państwa, dla których podstawą są pozostałe na planecie zakłady gospodarcze różnego rodzaju.

Oblężony Raj

Elizjum tapeta stacji

Wraz z masowym uznaniem Ziemian za obywateli Elizjum prawdopodobnie w rozsypkę poszedł również system tajnych agentów. Raz, że nie ma kto nim kierować z powodu śmierci Delacourt oraz całkowitej niemocy ze strony prezydenta, a dwa, że nie mają również przed kim bronić stacji. Zresztą większość z nich, z racji posiadania sporych domowych arsenałów, prawdopodobnie włada teraz okolicą jako samozwańczy królowie. Efekt jest taki, że każda większa organizacja rusza w kosmos, w stronę swobodnie unoszącego się w przestrzeni, nie bronionego przez nikogo raju. Że byle cwaniak ma do dyspozycji przynajmniej jeden wahadłowiec, to udowodnił Spider, a doliczając do tego pojazdy dawnych szefów fabryk zapewne uzyskamy znaczną flotę.

Ludzie lecą więc na Elizjum. W zależności od tego, kto pierwszy wygra ten wyścig, bogaci mieszkańcy stacji trafiają pod pluton egzekucyjny, zostają wywaleni przez śluzę, zamienieni w niewolników albo sprowadzeni na Ziemię i sprzedani za ładną sumkę. Szansa na to, że po iluś tam latach życia pod jarzmem i patrzenia z gniewem na wiszącego na niebie torusa ktoś zechce okazać jego mieszkańcom litość jest minimalnie tylko większa od zera. Ostatecznie wszędzie trafi się jakiś idiota, który postanowi, na ten przykład, wykazać się moralną wyższością i okazać zmiłowanie swoim oprawcom.

Pierwsza grupa dociera na stację i wprowadza rządy terroru. Androidy strażnicze być może ich odpierają, być może nie. Wszyscy są obywatelami, a film nie wyjaśnia szerzej zasad ich funkcjonowania, ale zakładam, że bez odgórnej kontroli maszyny nie zareagują. Flota inwazyjna zaczyna palić, gwałcić i rabować, w międzyczasie zagarniając dla siebie strażników oraz ustawiając systemy obrony. Kolejna grupa zostaje zestrzelona w czasie lotu na stację, jeszcze następna dzieli los poprzednika, ale wahadłowców jest zbyt dużo. Z kolejnych pojazdów wysypują się bojówkarze różnych frakcji. Dochodzi do regularnych walk w obrębie stacji i poważnego osłabienia jej potencjału. Pierwotni mieszkańcy, o ile nie zostali jeszcze wysłani w kosmos, służą jako żywe tarcze, albo kryją się gdzieś w zakamarkach Elizjum i modlą o przetrwanie. Sekretarza do spraw obrony nie ma, prezydent nie posiada władzy, ale mimo to trzyma się go jako swoiste trofeum zwycięstwa, żywe pozwolenie na sprawowanie rządów i egzekucję prawa.

Walki trwają przez kolejnych kilka dni. Ludzie z dołu, wychowani w ekstremalnych warunkach i nie darzący się zaufaniem, toczą boje do ostatniego człowieka. Negocjacje traktowane są jako niezły dowcip, a ewentualni emisariusze odstrzeliwani na miejscu. Być może w którejś głowie kiełkuje pomysł na dwu czy trójwładzę, ale chętnych do podziału tortu jest zwyczajnie zbyt wielu, toteż ewentualny podział stacji może przebiegać tylko między kilkoma, a nie kilkudziesięcioma grupami. Ciągłe zmiany sojuszy, zdrady, akty sabotażu oraz przedłużające się walki doprowadzają do uszkodzenia stacji, kolejne sekcje tracą sztuczną atmosferę i przestają być zdatne do zamieszkania. W wyniku operacji hakerskiej komputer stacji zostaje ponownie zresetowany, z zamiarem ustanowienia nowej listy obywateli. Niestety, ze względu na uszkodzenia, pozbawione kontroli Elizjum wypada ze swojej orbity i leci na Ziemię, spadając na jedno z miast. Życie tracą setki tysięcy ludzi, w tym prezydent i rada ministrów.

W wyniku zniszczenia centralnego komputera Elizjum znika baza danych obywateli. Roboty medyczne pozbawione odgórnej kontroli wyłączają się. Hakerzy próbują dobrać się do ich oprogramowania, ale wymaga to rozgryzienia wszystkich mechanizmów i początkowo ręcznej kontroli, znacznie spowalniającej rozładowywanie potężnych kolejek. Leniwie obsługiwana przez medyków ludność zaczyna się burzyć, dochodzi do kolejnych zamieszek, coraz krwawszych z racji powszechnego dostępu do broni oraz okazjonalnego pojawiania się ludzi z egzoszkieletami. Kontrola nad maszynami ponownie przechodzi z rąk do rąk, póki nie znajdzie się grupa dostatecznie silna, by nie dać się wygryźć konkurencji. Tereny wokół pojazdów medycznych zaczynają przypominać warowne twierdze, wprowadza się systemy paszportowe oraz ścisłe kontrole celne.

Każda grupa posiadająca kontrolę nad usługami medycznymi staje się podstawą lokalnej władzy. Jeśli w okolicy nie ma fabryki zdolnej do tworzenia nowych łóżek i androidów, władza staje się jeszcze silniejsza. Jeśli są, dochodzi do walk o kontrolę nad tymi fabrykami.

Nowa władza, nowe porządki

Elizjum zniszczone miasto

Wraz z Elizjum życie stracili wszyscy oficjelowie, politycy, administratorzy, zapewne także naukowcy, inżynierowie i reszta najbardziej łebskich przedstawicieli ludzkości. Prawo jest tworzone od zera, jak grzyby po deszczu wyrastają kolejne dyktatury, republiki ludowe, syndykaty oraz monarchie. Mapa polityczna zmienia się z dnia na dzień, by po miesiącu wyłoniły się główne ośrodki władzy skupione wokół zakładów rolniczych, przemysłowych i medycznych. Kto dysponuje fabryką produkującą cokolwiek przydatnego i jest w stanie ją obronić, tego głos nagle staje się ważny.

Od czasu misji Maxa minęły trzy miesiące. Granice wpływów nowych sił politycznych Ziemi są już jako tako ustalone. Czasem mniejsza grupa zniknie, czasem w większej pojawią się podziały, ale generalnie jest stabilnie. Świat, który posiadał jedną władzę centralną i niesprawiedliwy system podziału bogactw w wyniku akcji nowych obywateli Elizjum stał się światem z rozproszoną władzą i jeszcze bardziej niesprawiedliwym systemem rozdawania bogactw. Zmieniła się również definicja człowieka zamożnego, która nie oznacza osoby posiadającej willę z basenem zawieszoną w pustce kosmosu, a osobę z dostępem do środków produkcji, że tak socjalistycznym terminem zarzucę. Do tego wraz z utratą Elizjum prawdopodobnie wiele technologii zostało utraconych, toteż ludzkość cofnęła się w rozwoju o ileś lat, które szybko nadrobi dzięki reverse engineering w warunkach permanentnej wojny z sąsiadami.

Wnioski z tej analizy? Rewolucja pożera własne dzieci, jeden niesprawiedliwy system łatwo może się zmienić w inny, a opowiedziana w drugim Elizjum historia zrujnowanego świata byłaby tysiąc razy ciekawsza od tej z jedynki.

Chcecie pogdybać wraz ze mną? Może tutaj?