Przejdź do zawartości

BFG autorstwa AzakaChi-RD-17.

Giwera na każdą okazję

Czyli o interesujących modelach broni (głównie) palnej w popkulturze słów kilka tysięcy.

Napisałem „głównie”, bo kompletując poniższą listę trafiłem na pojedyncze przypadki, które co prawda z palnością mają niewiele wspólnego (albo i sporo, zależy jak na sprawę spojrzeć), ale są na tyle osom, że żal było je odrzucać. W ogóle miałem problem z wyborem, bo o ile na początku spis liczył pozycji pięć, tak po doładowaniu mojej strudzonej gorącem pamięci odpowiednią dawką zimnych napojów kolejne pistolety, karabiny i inne krótko i długolufowe cacka (bo o ręcznych pukawkach będzie mowa, jakby ktoś się jeszcze nie zorientował) zaczęły pojawiać się szybciej, niż dziury w świeżo wylanym asfalcie. Dlatego poniższa lista jest dość długa, chociaż w stosunku do oryginalnej mocno skrócona. Deal with it.

Przykłady – niejako standardowo – głównie z gier, ale to było do przewidzenia. Jeden FPS często prezentuje więcej interesujących giwer, niż dziesięć filmów akcji. Mimo to udało mi się znaleźć kilka wartych wspomnienia modeli również w innych działach popkultury, więc przynajmniej nie można mi zarzucić monotematyczności. Obrazki małe, ale w większości można je powiększyć, a kolejność losowa. Endżojcie.

BFG (Doom)

Jak wyjaśnia TV Tropes (do którego nie podam linka, nie martwcie się), BFG to podręczna artyleria o olbrzymich rozmiarach (jak zresztą sama nazwa wskazuje: BFG, czyli Big Fucking Gun. Dostępne również w wersjach Bio-Force Gun; Big, uh, Freakin’ Gun albo Blast Field Gun, jakby słowo Fuck miało wywołać przynajmniej Apokalipsę). Nazwa ta stosowana jest wobec każdego gnata, który swoją wielkością budzi wątpliwość na temat fizycznych możliwości posiadacza (If you know what I mean) i po raz pierwszy pojawiła się przy okazji pierwszego Dooma, gdzie podpięta została do szóstej i ostatniej broni z dostępnego arsenału. Zgodnie z regułą starych FPS-ów, zarzuconą bodaj w okolicach epoki Halo oraz Gears of War, im broń miała wyższy numerek, tym była potężniejsza i ta konkretna rzeczywiście posiada moc ciężkiego czołgu, toteż zazwyczaj zostawiało się ją na walkę z bossami.

Oryginalny BFG – opatrzony numerkiem 9000 bez wyjaśnienia, paczemu tak – pojawił się również w średniodobrej, ilmowej wersji Dooma oraz Quake’u III: Team Arena. Bo firma ta sama, więc czemu nie. Jego duchowych spadkobierców można znaleźć w Hellsingu, w formie obsługiwanego przez Victorię Seras działa Harkonnen kalibru 30 milimetrów, potem także w wersji z numerkiem II, w Świecie Dysku, gdzie występuje jako ręczna balista sierżanta Detrytusa, Piecemaker, w Warhammerze 40K, gdzie praktycznie co druga broń ma kaliber określany jako zbyt wielki i dziesiątkach innych miejsc. Niektóre z wymienionych przeze mnie niżej broni także zalicza się do BFG, ze względu na rozmiary i siłę rażenia.

Mniej palną, ale równie wielką odmianą tej broni jest BFS, czyli Big Fucking Sword, pod którą to kategorię podpadają wszelkie jedno i dwuręczne scyzoryki wyższe od dorosłego mężczyzny, patrz broń Clouda z Final Fantasy VII (i wielu innych postaci z jRPG), miecz Wojny z Darksiders, majchry bohaterów MMORPG-ów i tak dalej.

Nailgun i Super Nailgun (Quake)

Grafika wzięta stąd.

Ten oto produkt growego przemysłu zbrojeniowego, odrobinę tylko młodszy od wyżej wymienionego, strzela, jak sama nazwa wskazuje, gwoździami. Nie dziewięciocalowymi, bo te zajęte były tworzeniem soundtracka, ale ich mniejszymi kolegami, czyniąc to z prędkością godną współczesnych karabinów maszynowych (Wiki Quake’a podaje, że szybkostrzelność obu modeli wynosi sześćset pocisków na minutę. Znaczy teoretyczna, bo magazynki i te sprawy). Wersja zwykła posiada dwie lufy, wersja super cztery i w swej konstrukcji bliższa jest wszelkiej maści minigunom niż klasycznym karabinom maszynowym. Można ją podziwiać w pierwszej, trzeciej i czwartej części serii, gdzie zdobyła zasłużoną sławę naczelnego wymiatacza potworów. Tuż obok granatnika, rakietnicy, działka energetycznego i paru innych

Shark Gun (Armed and Dangerous)

Jeśli miałbym wskazać najbardziej odjechany arsenał w historii gier, ten z A&D może nie byłby na pierwszym miejscu, ale z pewnością czaiłby się gdzieś w okolicach podium. Bo tylko tam gracz ma możliwość odwrócenia grawitacji z pomocą urządzenia przypominającego otwieracz do butelek oraz cisnąć w przeciwników miniaturową, schowaną w pudełku czarną dziurą, wsysającą wszystko, co nie jest przytwierdzone do podłoża. Na tle takich narzędzi zniszczenia ręczna wyrzutnia rekinów wydawać się może nijaka, ale sam widok płynącego do celu (z ziemi wystaje tylko płetwa) Żarłacza Białego, po chwili wyskakującego z ukrycia i pożerającego pierwszego z brzegu nieszczęśnika, który miał pecha znaleźć się na jego drodze, wynagradza wszystkie jej braki z nawiązką.

Grafika wzięta stąd.

Tak, wiem, że w Mass Effect 2 jest Blackstorm Projector i tak, wiem, że strzela miniaturowymi czarnymi dziurami (co samo w sobie czyni z niego interesującą giwerę, jakby się nad tym dłużej zastanowić), ale wciąż jest to mniej awesome od tej samej czarnej dziury, tylko schowanej w pudełku.

A, byłbym zapomniał. W Saints Row 3 również występuje broń rekinowa, zwana Shark Attack Gun, ale nie ma efektu przecinającej ziemię płetwy, więc w walce z A&D przegrywa w przedbiegach.

Electrodriver (Painkiller)

Gra polskiego studia People Can Fly może pochwalić się całkiem ładnym arsenałem wielofunkcyjnych broni palnych, ale pośród nich na szczególne wyróżnienie zasługują dwa: kołkownica (Stakegun), która to giwera, zgodnie ze swoją nazwą, przybija wrogów do ścian słusznych rozmiarów kołkami (oraz rozwala ich granatami, jak na wyrzutnię kołków przystało) oraz Electrodriver. Jest to spluwa, która z prędkością godną karabinu maszynowego strzela shurikenami i piorunami (oraz naładowanymi piorunami shurikenami). Parafrazując Yahtzeego: „Ta broń byłaby bardziej awesome tylko wtedy, gdyby miała cycki i płonęła”. I tak, wiem, eldarska piechota z Warhammera 40K, a przynajmniej z Dawn of War również może pochwalić się czymś takim, ale bez piorunów ich shurikeny nie są już takie fajne.

W tej samej grze (Painkillerze, znaczy się), w dodatku Battle Out of Hell, dodano dwa nowe gnaty, a jednym z nich jest Bolt Gun. Broń, która strzela nie jednym, a pięcioma dużymi metalowymi prętami oraz garścią metalowych kulek, które odbijając się od ziemi eksplodują po paru sekundach wesołego skakania albo w spotkaniu z czyjąś twarzą.

Redeemer (Unreal Tournament)

O tej broni wspominam z dwóch powodów. Raz, że w czasach młodości miałem okazję grać w nieoficjalną, polską wersję UT i każdy komunikat, że właśnie znalazłem albo użyłem Zbawiciela wywoływała niekontrolowane ataki śmiechu (chociaż to poprawne tłumaczenie, wiem); i dwa, że ta miniaturowa wyrzutnia atomówek miała wbudowany system naprowadzający. Zamiast wciskać lewy klawisz myszy i paczeć, gdzie poniesie jej długi i przepiękny pocisk, mogłem wcisnąć prawy klawisz i, obserwując sytuację z perspektywy umieszczonej na nosie tego cuda kamery, naprowadzić rakietę prosto na niczego niespodziewającego się przeciwnika. Wrażenie z udanego przelotu przez labirynt korytarzy i władowania się w plecy czającego się gdzieś na dachu snajpera – bezcenne. No i efekt eksplozji był, jak na tamte czasy, ładny.

Interesującą odmianą Redeemera jest Grubas, wyrzutnia mini-nuków z Fallouta 3. O tyle lepsza od swojego kolegi z UT, że miała na stanie kilka pocisków. Poza tym była – i chyba wciąż jest – kością niezgody między fanami dwóch pierwszych Fallout-ów a Bethesdą. Innym ciekawym modelem jest Blaster Launcher z UFO: Enemy Unknown, który poza siłą rażenia porównywalną z taktyczna głowicą jądrową, dawał możliwość zaprogramowania waypointów, po których miał lecieć pocisk.

C-14 Gauss Rifle (Starcraft)

Karabin Gaussa, znany także jako Impaler, to podstawowe wyposażenie marines z sektora Koprulu w walce z Zergami i Protossami. Strzela on ośmiomilimetrowymi, metalowymi pociskami, określanymi mianem „szpikulców”, zdolnymi przebić metalową płytkę o grubości dwóch cali. A są do tego zdolne dlatego, że wykorzystująca pola magnetyczne broń rozpędza je do ponaddźwiękowych prędkości (ponad 343 metry na sekundę w czystym powietrzu i przy temperaturze 20 stopni Celsjusza, according to Wikipedia). Sam gnat jest duży i ciężki niczym boltery Space Marines, toteż bez pancerza wspomaganego model CMC nie za bardzo jest sens zabierać go do walki. Poza tym pierwszy model ma licznik amunicji identyczny jak Pulse Rifle z Obcego (o których nie napiszę nic więcej, jakby kto pytał), więc automatycznie zarabia dodatkowe punkty.

Carpathian Dragons (Bloodrayne 2)

Grafika wzięta stąd.

Nailgun może strzelać gwoździami, a Electrodriver shurikenami, ale oba te gnaty przebijają dwa nadzwyczaj kunsztownie wykonane pistolety. Z tego to powodu, że w ich magazynkach znajduje się krew. Wytaczana z przeciwników na zasadzie strzykawki  wbij w coś żywego, odczekaj kilka sekund i odrzuć wysuszone ciało  albo z samej Rayne, jeśli wcześniej poczynione zapasy ulegną wyczerpaniu. Broń to wielofunkcyjna, gdyż potrafi strzelać pojedynczo (jak pistolet), seriami (karabin maszynowy), ogniem (wiadomo), małymi rakietami (patrz wcześniejszy nawias) i bombami czasowymi (też patrz wcześniejszy nawias). Nie pytajcie, w jaki sposób czerwony płyn grupy RH+ zostaje przerobiony na śmiercionośną amunicję, bo nie wiem. Ponoć ma to związek z chemikaliami i magią. Tak samo nie wiem, dlaczego tylko dhampiry mogą go nosić.

Minigun (połowa popkultury)

Czyli chyba najbardziej znana odmiana BFG, która na tej liście ma osobne miejsce, co by oryginalne BFG mogło błyszczeć w towarzystwie. W praktyce minigun to kilka (zazwyczaj sześć) karabinów maszynowych połączonych w jeden, żrące amunicję jak smok ucieleśnienie reguły It needs more dakka! (patrz TV Tropes), regularnie występujące w filmach jako część składowa helikopterów szturmowych (pamiętacie pewną scenę z Matrixa i spadające na kamerę łuski?) oraz w grach jako podręczna broń tego czy innego twardziela. Co wygląda szczególnie dobrze w Just Cause 2 oraz Saint’s Row 3, gdzie postacie noszące te przerośnięte gnaty wyglądają, jakby miały się zaraz przewrócić pod ich ciężarem. Występowała też w Wolfensteinie 3D, stareńkim Syndicate Wars, gdzie znajdowała się na standardowym wyposażeniu uczestników wojen korporacji (zresztą nie dziwię się, skoro do wyboru były jeszcze granaty, jakaś strzelba i uzi) i jest z dumą dzierżona przez Heavy z Team Fortress 2.

Broń ta sama w sobie jest awesome, ale wersja z Painkillera jest podwójnie awesome, bo w głównym trybie strzelania była minigunem, a w drugim wyrzutnią rakiet (nie pytajcie, bo ja też nie wiem). A jakby ktoś szukał czegoś jeszcze bardziej przegiętego, to w Falloucie występuje obrotowiec skrzyżowany z działkiem Gaussa. Sześć luf rozpędzających setki pocisków do ponaddźwiękowych prędkości, zmieniających przeciwników w krwawe obłoczki. Czysta poezja.

Działko zamrażające (uniwersum DC, Unreal, Duke Nukem 3D, Painkiller)

Grafika wzięta stąd.

Jak sama nazwa wskazuje, te cudeńka strzelają soplami albo pociskami lodowymi (Unreal), strumieniami zamrażającego wszystko na swojej drodze lodu (broń Mister Freez’a chociażby), albo pociskami zamrażającymi (Duke oraz Painkiller). Broń interesująca głównie ze względu na związane z nią problemy logistyczne, takie jak konieczność zorganizowania ładunków ciekłego azotu (czy co tam innego ładuje się do środka) i zmuszenia go do opuszczania lufy wtedy, kiedy chce tego posiadacz. Poza tym wygląda zarąbiście, patrz wszystkie noszone na plecach, parujące w słońcu magazynki oraz bardzo ułatwia czyszczenie pola walki. Przeciwnik trafiony zwykłą kulą zazwyczaj przeżyje i może sprawić sporo kłopotów. Przeciwnika zamrożonego wystarczy kopnąć, by rozpadł się na milion małych kawałków. Co ułatwia również otwieranie opornych zamków, przebijanie się przez grube mury, opóźnianie pościgów (jeden strzał w ziemię zazwyczaj wystarczy do stworzenia sporego lodowiska) i tak dalej.

Lawgiver (komiksy i filmy z Sędzią Dredem)

Grafika wzięta stąd.

Napakowany elektroniką pistolet wielofunkcyjny, w przeciwieństwie do Karpackich Smoków wykorzystujący bardziej standardową amunicję. O ile do takowej zaliczają się pociski ustawione na wyszukiwanie źródeł ciepła, które natychmiast po jego zauważeniu lecą nieść pokój i miłość. Albo amunicja wzmacniana kauczukiem, rykoszetująca od twardych powierzchni, wciąż jednak zdolna robić dziury w niemiłych panach z Mega-City One. Albo inna, co po wystrzeleniu leci w dwóch różnych kierunkach. W takim wypadku zapalająca, przeciwpancerna, ogłuszająca albo eksplodująca brzmią tak dziwnie zwyczajnie. Nie mówiąc już o dymnej, występującej w fanowskiej produkcji Judge Minty.

A czy wspominałem, że każdy tego typu pistolet jest przyporządkowany do kodu DNA danego Sędziego i jeśli nie-Sędzia będzie chciał z niej wypalić, to dojdzie do małej autodestrukcji i poważnych ubytków zdrowotnych u miłośnika nieswojej broni palnej?

Łuk (Rambo, Tomb Raider, Slayers, komiksy Marvela i DC)

Wiem, że nie jest to broń palna (przynajmniej nie w dosłownym znaczeniu), ale wspominam o niej ze względu na jej wielofunkcyjność, wyjątkową śmiercionośność oraz ostatnio częstsze niż zwykle pojawianie się w popkulturze. Rambo z jej pomocą cicho mordował oponentów (snajperka) i rozwalał helikoptery (wyrzutnia rakiet bez rakiet); Lara sadziła ciche headshoty, rozprzestrzeniała ogień (strzała plus płomień), rozwalała budynki (strzała plus lina plus uszkodzona belka nośna), wywoływała eksplozje (strzała plus granat plus żywy cel, a najlepiej kilka); a Lina Inverse (i nie tylko ona, ale czarodziejka pierwsza go znalazła) generalnie rozprzestrzeniała chaos i zniszczenie, jak to miała w zwyczaju.

Warto dodać, że łuk Rambo był wersją kompozytową, Lary zaczynał jako kawałek drewna i liny, by pod koniec gry również stać się kompozytówką (from scraps!), zaś ten ze Slayers w swym pierwotnym kształcie składał się tylko z drzewca. Bo to był Łuk Światła, więc cięciwa i strzały były zrobione z tegoż powszechnego materiału.

Oczywiście, zgodnie z nagłówkiem, powinienem jeszcze wspomnieć o łukach dwóch bohaterów komiksowych, Hawkeye i Green Arrow, dzięki wielofunkcyjnym strzałom służących jako karabiny maszynowe, paralizatory, wyrzutnie rakiet, pendrive’y z wirusami komputerowymi i tu-wpiszcie-swoje-propozycje, toteż wspominam.

Pandora (Devil May Cry 4)

Seria o synu Spardy słynie z dwóch rzeczy. Po pierwsze, tamtejsza broń zasięgowa jest zazwyczaj do luftu, nawet jeśli Dante wykonuje z jej udziałem akrobacje, które zawstydziłyby mistrzów olimpijskich. Po drugie, z części na część jest ona coraz bardziej odjechana. Już w trójce pojawiła się Kalina Ann, wyrzutnia rakiet z, pełniącym także funkcje chwytaka, bagnetem (!), ale czwórka przebija ją pod każdym względem dzięki Pandorze, walizce o 666 niszczycielskich formach. Przy czym Dante zna tylko 7: wyrzutnię rakiet, większą wyrzutnię rakietsferyczną wielolufową wyrzutnię rakietdziałko obrotowe, laser i bumerang z ostrzami, co czyni z Pandory demoniczną odmianę BFG. Oczywiście walizkę można też po prostu otworzyć, co jest jej najbardziej morderczym zastosowaniem i metaforycznym środkowym palcem pokazanym całemu światu.

Przy okazji (i w celu niepotrzebnego rozbudowania i tak dużego tekstu): w części trzeciej pojawia się Nevan. Jest to demonica pod postacią gitary (jeden wykrzyknik), która po zagraniu paru nut przywołuje naładowane piorunami nietoperze (dwa wykrzykniki), a w razie potrzeby zmienia się w stylową kosę (trzy wykrzykniki).

Syringe Gun (Team Fortress 2)

Broń sama w sobie niezbyt oryginalna, działająca według standardowej zasady „trzymaj palec na spuście i celuj we wroga, a ten prędzej czy później kopnie w kalendarz”, ale wspominam o niej ze względu na amunicję, jaką są strzykawki. I to niezależnie od tego, czy rzeczona broń będzie miała formę karabinu maszynowego z przeszklonym, bębenkowym magazynkiem, pistoletu, czy może wreszcie kuszy. W grze dzierżona jest przez medyka, który w swoim arsenale posiada również Medi Guna, giwerę służącą do leczenia rannych towarzyszy (a po naładowaniu dająca im czasową nieśmiertelność) oraz piłę do amputacji do walki kontaktowej.

Chciałem tu jeszcze wspomnieć o Demomanie i jego ręcznej wyrzutni min, ale zorientowałem się, że ta broń strzela nie minami, a przylepnymi bombami, więc się powstrzymam.

Warplock Jezzail (Warhammer)

Grafika wzięta stąd.

Jest to nic innego, jak wybudowany przez Skaveny i strzelający Spaczeniem ciężki muszkiet. Domyślam się, że dla większości czytelników to nic specjalnego, więc wyjaśniam, że Skaveny to żyjący pod ziemią szczuroludzie o wysokiej inteligencji i morderczych zapędach wobec reszty świata, konstruujący wspaniałe rzeczy ze Spaczenia, czystego Chaosu, który przybrał formę fizyczną. Chaos to demony, magia, okrutni bogowie, mutanci, szaleństwo i mnóstwo innych smakowitych, a złych do szpiku kości rzeczy (z grubsza, bo nie chcę wchodzić w głębsze dywagacje na ten temat), więc można się domyślać, jak potężna jest jego materialna forma. Ale Skaveny mają to gdzieś, jednego dnia wciągając go nosem jak zieloną odmianę kokainy, a innego przerabiając na niszczycielskie pociski. Albo źródła zasilania dla dział dużego kalibru.

Niosący światu Chaos i zniszczenie muszkiet skaveński jest długi niczym współczesna snajperka (czasem montuje się na nim stosowny celownik) i tak ciężki, że muszą obsługiwać go dwa szczury. Jeden celuje i strzela, drugi robi za tarczownika, ładowniczego i stabilizator.

Gunblade (Final Fantasy)

Broń, która w tym zestawieniu pojawić się po prostu musiała, czyli gnat z dołączonym do niego znacznych rozmiarów mieczem. Pierwotnie Gunblade pojawił się w ósmej części Ostatniej Fantazji i to od razu w ośmiu wersjach, oscylujących między rewolwero-mieczami i pistoleto-mieczami i od tamtego czasu stał się jednym z charakterystycznych elementów gier spod znaku FF, tuż obok Chocobosów i summonów w rodzaju Shivy i Ifryta. Pojawiła się też między innymi w Advent Children jako Velvet Nighmare, w Type-0 jako skrzyżowanie miecza i karabinu oraz w LoL-u, służąc jako przedmiot dla postaci walczących tak z pomocą umiejętności, jak i stawiających na bicie z pomocą podstawowego ataku. Do tego kradnie punkty życia, więc jest podwójnie dobry.

Shadow Gun (Shadowman)

Shadowman jest człowiekiem, który, w największym skrócie, dzięki mocy Voodoo oraz pewnej masce potrafi wędrować między krainą żywych i zmarłych. Po drugiej stronie jego zwykły pistolet zmienia się w broń, która co prawda nie wygląda zniewalająco, ale koncentruje czystą energię śmierci w niszczycielskie pociski (cokolwiek to znaczy). W grze była to jedyna rzecz zdolna zniszczyć fizyczną formę przeciwników i uwolnić uwięzione w nich dusze. Poza tym jej moc rosła w miarę postępów gracza, wraz ze zdobywanymi przez niego, kluczowymi dla fabuły Mrocznymi Duszami, więc od pewnego momentu żadna inna pukawka – których kolekcja i tak należała do skromnych – nie była potrzebna. Może poza Violatorem, czyli kolejną bronią z gatunku „mam wiele luf i strzelam ostrymi i zdolnymi przebić wszystko na swojej drodze szpikulcami z olbrzymią prędkością”, niezbędną do pokonania ostatniego bossa, Legionu. Poza tym Shadow Gun wydawał z siebie miłe dźwięki, a przynajmniej takimi je zapamiętałem.

AK-47 (druga połowa popkultury)

Kolejny gość honorowy, obecny tu z dwóch powodów. Przede wszystkim jest to bodaj najpopularniejszy karabin szturmowy współczesnego świata, który znaleźć można wszędzie, od ogarniętych wojną domową państw Afryki przez Bliski Wschód, Azję i kraje byłego ZSRR. W każdym post-apo ludzie po spadnięciu bomb jedną ręką łapią za zapasy wody, a drugą za kałachy. Można natrafić na niego w grach typu Jagged Alliance i Call of Duty (w dodatku do Red Alerta 2 dzierży go Borys, radziecki komandos, który kilkoma seriami jest w stanie skosić batalion piechoty albo czołg), komiksach, filmach, a nawet piosenkach. Strach otworzyć lodówkę, by nie ujrzeć jego lufy.

Po drugie, jest to bodaj jedyna znana mi broń, którą można zasypać piaskiem, utopić, przejechać ze dwa razy czołgiem i potraktować jak gitarę elektryczną bo wyjątkowo udanym koncercie, po czym starczy ją podnieść, otrzepać i można strzelać dalej. Swego czasu widziałem gifa, w którym krasnoarmiejec naprawiał jej lufę z pomocą kamienia. Skutecznie. Dostępna w wersji 47, 74 i wielu innych, których nie będę tu wymieniał.

Zorg ZF-1 (Piąty Element)

Kolejny zestaw gnatów połączonych taśmą klejącą, który znalazł się na tej liście, gdyż jego możliwości były prezentowane przez samego Gary’ego Oldmana. Do tego pochodzi z filmu, więc nieco wyrównuje dysproporcje między grami i innymi działami popkultury.

ZF-1 ma sześć trybów strzelania. Może być zwykłym karabinem maszynowym, wyrzutnią rakiet, wyrzutnią sieci, strzałkowcem, działkiem zamrażającym lub miotaczem ognia. Ma również ładny czerwony guziczek, który przekształca go w podręczną bombę jednorazowego użytku. Ustrojstwo jest całkiem sporych rozmiarów, ale na tyle lekkie, że może korzystać z niego nawet zwykły człowiek. Do tego konstrukcja zapewnia dodatkową ochronę ręki, a to zawsze liczone jest na plus.

Portal Gun (Portal)

Graczom nie muszę przedstawiać tego cacka. Nie-gracze zaś niech wiedzą, że broń ta nie strzela śmiercią w postaci metalowych pocisków, a zaginającymi czasoprzestrzeń niebieskimi i pomarańczowymi portalami. O ile pierwotnie wykorzystywany był do rozwiązywaniu zagadek, tak łatwo dostrzec jego spory potencjał bojowy. Można na przykład otworzyć jeden portal naprzeciw oddalonego o setki kilometrów od pola walki działa, a drugi tuż obok wrogich pozycji. Można posłać zwiadowcę z działkiem i postawić jeden portal na tyłach wroga, a drugi we własnej bazie. Można wreszcie postawić jeden portal na suficie, a drugi tuż pod stopami wrogiej piechoty, jeśli ta akurat się napatoczy. Poza tym to jedna z niewielu rzeczy ze słowem „gun” w nazwie, która służy do czegoś innego niż zabijania i wyszła z warsztatów Valve, za co ekipie należy się duże piwo albo dwa.

M56 Smartgun (Aliens)

Nie róbcie takich min. Żaden fan SF z Cravenem na czele nie wybaczyliby mi, gdybym nie wspomniał o broni, z pomocą której dzielni Colonial Marines odpędzali zastępy paskudnych xenomorfów (czy jak to się po polsku zapisuje). Gnat ten, na potrzeby filmu zmontowany z MG 42 oraz części z motocykla Kawasaki, stanowi komplet z noszoną przez strzelca uprzężą, pomagają przy dźwiganiu długiego (122 centymetry) i ciężkiego cholerstwa oraz pojedynczym okularem systemu celowniczego, wspomagającym namierzanie przeciwników i prowadzenie skutecznego ognia. Jak ktoś jest spragniony ciekawostek, to w filmie tę szybkostrzelną machinę zagłady nosiła Vasquez, która ozdobiła lufę słowem „ADIOS” oraz Drake, który zdecydował się na napis „My bitch”.

Skrink Ray (Duke Nukem 3D, Despicable Me )

Według Wikipedii, Skrink Ray to urządzenie używające energii do zmniejszania, bądź powiększania materii. Używali go między innymi Gru do pomniejszenia księżyca (co wyszło średnio, gdyż jego doradca do spraw naukowych nie przewidział pewnego istotnego szczegółu) oraz Atomowy Książę, który z jego pomocą zmniejszał przeciwników do rozmiaru myszy (zazwyczaj jeden strzał wystarczał), co by mogli z bliska zobaczyć obcasy jego Wielce Męskich Butów. Istniała zresztą szansa, że Duke przypadkiem, a z dużą pomocą luster i innych obiektów odbijających pociski, nadzieje się na jeden z nich i będzie przez pewien czas zmuszony do oglądania  świata z poziomu podłogi. Co, o ile dobrze pamiętam, łączyło się ze zmianą jego głosu z Niezwykle Męskiego na Wyjątkowo Piskliwy.

Solar Schorcher (Fallout 2)

W posiadanie tej giwery Wybraniec z małej, pustynnej wioski gdzieś na zadupiu USA mógł wejść poprzez przejście przez magiczny, przenoszący w czasie kamienny krąg, który przerzucał go z postapokaliptycznych pustkowi do wygodnego podziemnego schronu, opatrzonego numerkiem 13. Tam podróżnik w czasie przypadkowo psuł Chip Wodny, którego sprawnej kopii poszukiwał bohater jedynki i jeśli dobrze się rozejrzał mógł znaleźć eksperymentalny pistolet.

Sam Schorcher jest o tyle ciekawy, że w przeciwieństwie do swoich palnych kolegów nie potrzebuje amunicji. Znaczy potrzebuje, ale nie pocisków określonego kalibru, tylko światła słonecznego. Do tego jego przeładowanie nie zużywało punktów akcji, miał niskie wymagania względem siły posiadacza i zadawał niezgorsze obrażenia, jak przystało na broń energetyczną mocno rozstrzelane.

Teapot Cannon (Alice: Madness Returns)

Alicja w wersji książkowej była dziwna, więc w jeszcze dziwniejszej growej musiała iść do walki ze stosownym uzbrojeniem w dłoniach. W jedynce zwichrowana dziewczyna miała okazję eliminować wrogów z pomocą Laski Jabberwockiego (kostur plus oczko steampunkowej wersji tegoż smoka), strzelającej laserowymi promieniami śmierci o dużej mocy. W dwójce jej miejsce zajął młynek do pieprzu, strzelający płonącymi ziarenkami pieprzu z prędkością karabinu maszynowego oraz wyżej wymieniony Teapot Cannon, czyli, jak możecie się domyślać, imbryk posyłający w wybranym kierunku kule gorącej herbaty. Którą można chwilę potrzymać pod ciśnieniem, dzięki czemu zyska na zasięgu i sile ognia. Jak przystało na broń ciężką jest on trzymany oburącz, co w wykonaniu drobnej Alicji wygląda zabawnie i od czasu do czasu wymaga od właściciela przerwania ognia w celu schłodzenia systemu. Występuje również w wersji wyglądającej jak Kot z Cheshire.

Guardian Head (Shadow Warrior)

Zabytek ze stareńkiej gry studia 3D Realms, czyli strzelająca ogniem głowa. W zależności od tego, którym palcem poruszy bohater, a co za tym idzie które obszary mózgu zostaną pobudzone, głowa może puścić serię ognistych kul, zdolnych nawet przenikać przez ściany, albo ustawić ścianę zbudowaną z czystego napalmu.

I to by było na tyle

Bo broni wymieniłem mnóstwo, a to i tak ledwo wierzchołek góry lodowej, bo w kolejce czekają: ukryte w walizce na gitarę karabin maszynowy i wyrzutnia rakiet z Desperados, mający się pojawić w czwartej części Saints Row, a występujący także w innych miejscach Dubstep Gun, Gravity Gun z Half-Life 2 i wiele innych, które jakaś dobra dusza na pewno podsunie w komentarzach. A jak ktoś zainteresowany działami większego kalibru, to odsyłam do mojej starszej notki o czołgach.

PS: Na prośbę Orbitalnej Wiedźmy Aeth podbiłem wielkość czcionki. Wbrew pozorom ja też czasem słucham głosów krytyki i stosuję się do ich zaleceń. Czasem.

Chcesz pogadać o broni palnej? Może tutaj?

Poza podpisanymi wyjątkami grafiki wzięte z oficjalnych stron danych dzieł, ich wikii albo serwisów internetowych.