Przejdź do zawartości
Dzisiejszy wpis sponsorują drużynowe gry wieloosobowe i ludzie nieogarniający pojęcia "drużyny".

„Gram dla zabawy, nie zwycięstwa”

Wbrew pozorom to nie trolle są największym problemem gier sieciowych. Oszuści, ludzie ze słabymi łączami, Rosjanie uparcie zalewający czat cyrylicą, znawcy słów powszechnie uważanych za obelżywe, dwunastolatki z nadmiarem wolnego czasu i brakiem opieki rodzicielskiej czy samotni rolnicy szukający żony też nie. Przez kilka lat grania w League of Legends oraz World of Tanks najwięcej krwi napsuły mi osoby grające dla rozrywki.

Partyjka World of Tanks. Dwa pełne składy pędzą na wybrane pozycje ile fabryka dała. Lekkie czołgi zajmują się zwiadem, średnie kręcą się w pobliżu ciężkich, artyleria czeka na podświetlenie celów. Póki co spokój i leniwa wymiana ognia to tu, to tam, gdy każda ze stron próbuje sprowokować drugą do ataku. Nagle jakiś geniusz w dziale samobieżnym, co to zamiast pancerza ma kawał tektury, wychyla się zza osłony i z pieśnią na ustach wjeżdża na ziemię niczyją. Chwilę później dwa pociski od zamaskowanych snajperów przerabiają go na płonącą kupę złomu i martwych pancerniaków. Skrzyczany przez resztę za kretyńskie zachowanie gość (optymistycznie zakładam, że kobieta miałaby więcej rozumu we łbie) z rozbrajającą szczerością odpowiada, że on nie wiedział, zagapił się, a tak w ogóle, to gra nie dla wyniku, tylko zabawy.

Nie krzyczę na ludzi o niskich umiejętnościach gry. Każdy od czegoś zaczynał, każdy na początku był chodzącą beznadzieją i potrzebował czasu na wyrobienie się. Nie ochrzanię biedaka, który za późno spojrzał na mapę albo nie zdołał oddać na czas strzału i teraz płonie niczym Berlin w ’45. Zdarza się. Ponad trzydzieści osób na planszy, każdy gdzieś jedzie, co chwila ktoś obrywa przeciwpancernym, teren nierówny, a serwery kapryśne, więc istnieje sporo okazji do popełnienia błędów, nawet po tysiącu zmarnowanych wyrobionych godzin gry. Potrafię nawet zrozumieć kogoś spamującego na czacie „cyka blyat!”, bo go wraża ekipa brutalnie wgniotła w ziemię i zatańczyła na grobie, śpiewając pieśni ku chwale Guderiana. To wszystko miejscowy folklor, do którego trzeba przywyknąć, zmienić grę albo wyłączyć czat i ignorować istnienie Team Speak’a. Tylko niech posiadacz spalonego z powodu własnej głupoty Tygrysa nie gada, że on gra for fun, bo w ten sposób daje mi do zrozumienia jedną rzecz – ma mnie i resztę ekipy gdzieś w okolicach jelita grubego.

League of Legends

DOTA 2, League of Legends, World of Tanks, Team Fortress 2 i wiele podobnych pozycji nastawionych jest na współpracę. Określona liczba losowo wybranych małp wspiera się w szczęściu i chorobie, próbując skopać tyłki innej określonej liczbie losowo wybranych małp, korzystając przy tym z szerokiego asortymentu postaci, umiejętności i wyposażenia. Stąd nierzadka jest sytuacja, gdy osoba zakochana w grze snajperem wybierze – zazwyczaj pod presją innych – medyka. Można bowiem walczyć bez chodzącej apteczki za plecami, ale już pierwsza, zakończona masakrą ekipy strzelanina udowodni bezsens tego pomysłu. Jest to jeden z wielu powodów, dla których wielu grających uczy się przynajmniej dwóch, a nierzadko i trzech ról, co by lepiej dopasować się do ewentualnych potrzeb drużyny. Bo w czasie gry wieloosobowej to one stoją ponad potrzebami pojedynczego gracza i jak mu się to nie podoba, niech wraca do trybu single-player.

Biorąc to wszystko pod uwagę nie jestem w stanie potraktować argumentu „gram dla rozrywki” poważnie. Bo ja też przyszedłem tutaj dla zabawy, podobnie jak reszta naszej skromnej ekipy. Zabawy zgodnej z regułami, zakładającymi, że działać będziemy jak jeden organizm, a przynajmniej namiastka tegoż. Wspierać słowem, radą czy pomocą w razie zasadzki ze strony sił wroga, zamiast działać samodzielnie, wyzywać towarzyszy broni i pędzić przed siebie bez planu i instynktu samozachowawczego, dając się bezsensownie zabić za pierwszym zakrętem. Kretyni stosujący taktykę kamikaze albo nawet nie próbujący się starać też zazwyczaj tłumaczą się „rozrywką”. Nie szkodzi, że kierują najmocniejszą maszyną na planszy, która ustawiona w strategicznym miejscu przeważyłaby szalę zwycięstwa na korzyść całej ekipy. Granie po swojemu i dla siebie jest dla nich ważniejsze, a reszta może pocałować ich w odwłok.

DOTA 2

Wpienia mnie to podwójnie, bo taki samolub jęczy później na resztę współgraczy, że ci mieli czelność pożegnać go paroma komentarzami na temat życia seksualnego jego matki. I prawidłowo, wiadro kudosów i słoik Nutelli w nagrodę dla porządnych obywateli. Powtórzę – jeśli ktoś chce się bawić po swojemu, to niech gra z komputerem. Ewentualnie w Hearthstone czy inne sieciówki nastawione na pojedynki jeden na jednego, gdzie zwycięzca nie da złamanego faka z powodu popełnionych przez jego rywala błędów, a nawet się na ich widok ucieszy. Przeciwnik chciał przegrać i nie patrzy na statystyki? Jego sprawa, jedynym cierpiącym jest on sam, a i to nie do końca jest pewne. W innym wypadku trzeba i powinno się dostosować do reszty ekipy, nawet za cenę kierowania znienawidzoną postacią albo nie szarżowania tam, gdzie szarżować się nie powinno bądź nie trzeba. Ta sama reguła tyczy się zresztą planszówek, karcianek czy sportu. Fajnie, że nie potrafisz porządnie odbić piłki i wolisz serwować. Bądź jednak dobry i włóż chociaż minimum wysiłku w grę. Pokaż, że ci zależy, a przede wszystkim nie mów, że masz wylane na wynik. Nie jesteś tu sam.

Żebyśmy mieli jasność – jeśli ktoś chce kręcić się czołgiem za liniami wroga i polować na artylerię, proszę bardzo. Niech jedzie i niszczy, Ojczyzna będzie z niego dumna. Ale niech w takim wypadku wybierze odpowiedni pojazd, manewruje, kieruje się mniej uczęszczanymi ścieżkami i nie pakuje pod sam ogień wroga, a nie wyciąga z garażu Myszkę i jedzie środkiem planszy, wychodząc z założenia, że jak on nie widzi wrogów, to oni go tym bardziej. Jeśli nie potrafi, to niech powtórzy trening, poćwiczy na mniejszych maszynach, obejrzy tutoriale na YouTube. Bo jego eksperymenty będą kosztowały resztę ekipy zmarnowany czas i zasoby, których nikt im nie zwróci. Jazda na przysłowiową pałę i nie skupianie się na tym, co dzieje się na planszy nie jest grą „dla zabawy”. To jest gra w „jak mocno wkurzę innych wykonując bezsensowne manewry”, co niektórzy – słusznie zresztą – nazwą pospolitym trollingiem albo głupotą.

Team Fortress 2

Żeby jednak zachować uczciwość – odnoszę wrażenie, że całe to gadanie o „graniu dla zabawy” jest tylko zasłoną dymną. Mając wybór między „jestem pierdoła i nie znam podstawowych reguł gry, przez co jestem bezużyteczny dla reszty ekipy”, a „gram dla rozrywki”, rozsądnie myśląca osoba raczej wybierze to drugie. Inaczej musiałaby przyznać się do popełniania błędów albo niedostatecznego przygotowania, co zostanie z pewnością źle odebrane przez weteranów z tysiącem ubitych czołgów na koncie i krzyżem rycerskim z liśćmi dębu pod szyją, podchodzących do gry z powagą godną miłośników nekrologów. W takim wypadku ciężko mi ich winić, gdyż zdaję sobie sprawę ze słów, jakimi zadeklarowani gracze gotowi są skomentować błędy słabszych od siebie. Sam mam na koncie kilka mało przyjemnych epizodów, napędzanych adrenaliną oraz czystą irytacją na tych „po trzykroć w rzyć chędożonych noobów”, co to natrafili na przeszkodę przekraczającą ich możliwości i – niespodzianka! – polegli. I weź się potem tłumacz, że przeciwnik dysponował lepszą maszyną, refleksem i wsparciem, w pierwszej minucie zajął lepszą pozycję, a potem było z górki. Nikt cię nie słucha, idź wywalić grę i wracaj do Pasjansa, słabiaku. Plus wiem, jak trudne może być przyznanie, że partię przegraliśmy z mojej winy, gdy łatwiej jest zwalić na innych albo znaleźć jakąś wymówkę. Ciężar odpowiedzialności źle wpływa na kształt kręgosłupa.

Dlatego ładnie proszę – jeśli nie dajesz sobie rady, grasz od niedawna, wróg jest za mocny albo czegoś nie wiesz, to napisz o tym wprost. Nawet jeśli masz na sumieniu katastrofalny błąd albo zwykłą głupotę, napisz „sorry, my bad, first time” albo coś w tym stylu. Ktoś z tego powodu ponarzeka, ktoś inny rzuci mięsem, ale większość zrozumie, bo nierzadko znajdowała się dokładnie w tej samej sytuacji. Może nawet gorszej, bo nie ma takiej dziury, której nie da się pogłębić. Nie pisz jednak, że masz gdzieś wynik. Nie w momencie, gdy zależy on również od twojego udziału, a pozostałym na nim zależy. W innym wypadku lepiej nie pisz nic, zrób, co jesteś w stanie zrobić i wyjdź z gry bez słowa. Tak będzie lepiej dla wszystkich. Ewentualnie skorzystaj z oferowanych przez gry możliwości.

Druzyna5

Pisząc o możliwościach mam na myśli tryby gry przeznaczone dla osób początkujących albo pragnących pograć „niedbale”, bez patrzenia na wyniki. W League of Legends będą to partyjki z botami albo tak zwany ARAM, czyli dwie drużyny losowych postaci i wielka naparzanka na dużym moście, w DOTA 2 ponownie boty o różnym stopniu zaawansowania (te najlepsze potrafią zaleźć za skórę), dla Team Fortress 2 tryb Mann vs Machine i serwery dla początkujących, dla World of Tanks bitwy czołgami niższych poziomów i tak dalej. Mało kto będzie na ciebie zły, kiedy w wyniku brawurowej jazdy twój Panzer II skończy na dwie Wołgi. W powietrzu wisieć będzie założenie, że dopiero zaczynasz, ćwiczysz albo masz ochotę na partyjkę bez zobowiązań. Jeśli ci to odpowiada, świetnie, miłej zabawy. Jeśli jednak chcesz kierować lepszymi maszynami, to niestety, ale trzeba będzie nauczyć się gry drużynowej i włożyć chociaż minimum wysiłku w mecz. W końcu nie jesteś na boisku sam, prawda?