Przejdź do zawartości
Wszystkie grafiki pochodzą ze średniowiecznych bestiariuszy. Można je znaleźć o tutaj.

Historio, zostaw fantasy w spokoju

W przedmowie do pierwszego tomu Opowieści o Wiedźminie Andrzej Sapkowski napisał „fantasy nie dzieje się w żadnym „podówczasie” i bezsensowne są zarówno archaizacja języka, jak i jakiekolwiek języka stylizowanie”. Szkoda, że nie wszyscy podzielają ten punkt widzenia, również w nieco szerszym zakresie.

„Niech cię licho porwie”

Przeszukując niedawno sieć pod kątem historii bluzgów natrafiłem na jedno z licznych for poświęconych PBF[1]. Tam to, w pewnym wiekowym już wątku, znalazłem wytyczne, jak winno się na sesjach przeklinać, wraz z przykładami „poprawnych dla fantasy wulgaryzmów”. Pomijając trochę z tyłka wzięte propozycje w stylu „motyla noga” (wyobraźcie sobie twardego najemnika reagującego tymi słowy na widok lecącego w jego stronę fireballa), moją uwagę przykuł naczelny argument za podziałem przekleństw na odpowiednie i niewłaściwe, na który regularnie natykam się w dyskusjach poświęconych erpegowaniu i fantasy jako takiemu. Bo średniowiecze.

Ta postać nie może używać słowa „intelektualista” i winna wstawiać orzeczenie na koniec zdania, bo średniowiecze. Na stole nie mają prawa pojawić się lody w ośmiu smakach i gofry, bo średniowiecze (ps: mają). Rycerz nie mógł przepłynąć rzeki, bo w średniowieczu mało kto potrafił pływać. Stary Świat winien być brudny i jesienny i pełen chorób i cierpienia, bo przecie takie było średniowiecze (ps: wcale nie). Cokolwiek by się nie znalazło w tekście albo na sesji, historycznie rzecz się miała trochę inaczej i tego trzeba się trzymać, bo to przecież jeden z fundamentów fantasy. Dla niektórych w praktyce jedyny.

Przyznaję, sam kiedyś wykazywałem podobne podejście. Jako buszujący po sieci miszczu gry potrafiłem się dopierdzielić do nazw, jeśli tylko zalatywały mi w jakiś sposób współczesnością. Podobnie krytyczny (kretyniczny?) byłem wobec imion[2], sposobu myślenia bohaterów, strojów i czego tam jeszcze chcecie. Dziś też zdarzają mi się napady tego typu myślenia, ale w zupełnie innym kontekście. Interesuje mnie, jak dane zjawisko wyglądało, by na jego podstawie zrobić coś swojego. Ewolucja poglądów. Chyba.

Historia ograniczająca

Mój problem z argumentem o historyczności jest w głównej mierze fundamentalny. Ładnie wyłożył go Yahtzee w recenzji Kingdom of Amalur, stwierdzając, że:

This is precisely my point – the word „fantasy” is supposed to evoke any wondrous scenario the imagination can conjure, but for some reason we keep coming back to the elves and dwarves! Elves and dwarves, elves and dwarves, elves and motherfucking dwarves. Also wizards.

Ocenianie fantaziaka na podstawie liczby obecnych w środku elfów jest w moim odczuciu dokładnie tym samym, co argument o historyczności – zamykaniem w klatce. Pakowaniem pobudzającego wyobraźnię terminu w ustalone odgórnie ramy, chociaż wcale nie trzeba, a może nawet nie powinno się tego robić. Bo i dlaczego? Dlaczego wywalać z Legendy 5 Kręgów wszystkie kobiety na wysokich stanowiskach? Bo historycznie takowych było mało/wcale? I co z tego? Co stoi na przeszkodzie, by rozwój technologiczny wyglądał inaczej, niż u nas i pierwszy pasażerski balon powstał na długo przed opracowaniem prochu? Czy nie na tym polega fantastyka, by tworzyć nowe światy, miast brać nasz i jedynie przebierać go w inne ciuszki?

Historia nieznana

Średniowiecze liczy mniej więcej tysiąc lat, w zależności od tego, jakie przyjmiemy daty graniczne. O tymże tysiącu lat napisano hałdy książek. Czasem koncentrujących się na pojedynczych wioskach, przedmiotach albo bitwach, a mimo to liczących solidną liczbę stron, pełnych faktów i interpretacji. Można nad tym siedzieć latami, a i tak ogarnąć ledwo ułamek.

Biorąc pod uwagę ilość materiału ile jest osób obeznanych z tematem na tyle, by móc określić, co jest historyczne? Ile osób wie, że zbroje płytowe nie ważyły pół tony i dało się w niej chodzić i walczyć, nawet pieszo? Że przez tysiąc lat wieków średnich Europa nie stała w miejscu, trzymana za twarz żelazną łapą Kościoła? Że średniowiecze w Polsce, we Francji oraz na Bałkanach wyglądało troszkę inaczej? Że wreszcie przekazywana w podręcznikach wiedza nie daje pełnego obrazu życia w tamtym czasie, bo żaden nie jest w stanie zrobić to dobrze?

Skoro zatem tak wiele trzeba wiedzieć, by móc ocenić promil rzeczywistości w fantasy, to jaki jest sens się do niej odwoływać? Bo autor twierdzi, że konno się walczyło dwurakami, ale tak naprawdę wcale nie? To nie jest wiedza historyczna, tylko zdrowy rozsądek, którym wykazywali się również nasi przodkowie (jak to rzekł pewien komiksowy łucznik walczący pod Crécy: „jesteśmy prymitywni, ale nie głupi”). Wątpliwości można mieć przy kwestiach technicznych, na przykład metodach obróbki metalu, ale wychodzę z założenia, że jak do gry wchodzą krasnoludzcy mistrzowie płatnerstwa ze swoimi sekretnymi metodami kucia albo ogrza piechota zdolna wyrywać drzewa z korzeniami, to wiedzę podręcznikową należy zacząć traktować ze sporym przymrużeniem oka.

Historia uogólniona

Zwróćcie uwagę, jak wyglądają dyskusje na temat mentalności. Zakłada się, że wieki średnie to czas głębokiej, fanatycznej wręcz religijności, patrz chociażby krucjaty, ze szczególnym wskazaniem na dziecięcą. Ale ilu z rycerzy Chrystusa pojechało na Bliski Wschód z powodów religijnych, a ilu liczyło tylko na łatwy zarobek, chwałę albo odpuszczenie win? Jedna osoba powie, że wszyscy rycerze byli wzorami cnót, inna, że całkiem odwrotnie, a jeszcze inna, że pół na pół. I każda z nich będzie miała rację, bo mówiąc o historii nie rozmawiamy o ludziach. Rozmawiamy o archetypach, stworzonych na bazie faktów i wyobrażeń, a nie osobach z krwi i kości, mających swoje poglądy, doświadczenia i bagaż emocjonalny. Inaczej w dobrych biografiach, ale ilu rycerzy doczekało się ich?

Z tego to powodu odwoływanie się do tychże archetypów czyni dyskusję bezsensowną. Bo nie wszyscy ludzie patrzyli na świat w ten sam sposób, nie wszyscy traktowali świętości jako nietykalne, nie każdy król cieszył się szacunkiem z samej racji bycia królem. To wciąż byli ludzie. Takowych nie da się ująć w sztywne ramy, a co za tym idzie oceniać przez ich pryzmat postaci fantastycznych. Tymczasem w podręcznikach, zwłaszcza dla niższych szczebli edukacji, zdania w stylu „najbardziej wesołą grupą społeczną byli studenci” (biję się w pierś, sam napisałem coś podobnego). Nie byli. Nie wszyscy, nie zawsze, nie wszędzie.

Zresztą jak można patrzeć na chłopa ze Starego Świata i myśleć sobie „o matko, jaki on mało historyczny”, gdy żyje on w świecie opartym na zupełnie innych fundamentach? Samo istnienie dość powszechnej magii wymaga innego spojrzenia, a tu jeszcze mamy orków, elfy, Chaos czy boskie interwencje. Mnóstwo ahistorycznych, a bardzo ważnych elementów.

Historia bardziej uogólniona

Podobnie jak w przypadku osób, tak i fakty proste są tylko na pozór. Wszędzie czają się niuanse, drobiazgi i wyjątki, które wypadałoby wziąć pod uwagę w czasie dyskusji, zwłaszcza jeśli stanowią główny i najważniejszy argument. Król istotą świętą? Zasztyletowany Henryk Walezy potwierdzi. Koronę w Europie dziedziczy tylko mężczyzna? Elżbieta approves. Kobieta na okręcie przynosi pecha? Zapewne dlatego wiele statków nosiło damskie imiona. Naziści wierzący z całego serca w rasę panów? Prawda, Hitler do spółki z Goebbelsem i Himmlerem przykładem. Teoria jedno, praktyka drugie, podręczniki trzecie.

Swoją drogą tak piszę o tym średniowieczu i piszę, ale zapomniałem o najważniejszym pytaniu – które średniowiecze? Wczesne, dojrzałe, jesień? Korzystające ze wspólnych fundamentów, ale różniące się nadbudowami? Przyznaję, sam na prelekcjach posługiwałem się tym terminem bardzo ogólnikowo, ale zdaję sobie sprawę, że ksiądz z wieku X, XIII i XV to trzy różne osoby, żyjące w podobnej, ale jednak innej rzeczywistości. Ten pierwszy mógł jeszcze mieć legalnie żonę, przynajmniej w Polsce, podczas gdy ten ostatni już tylko gospodynię na plebanii. Stąd argument „bo średniowiecze” staje się cholernie nieprecyzyjny. „W wieku tym a tym” również, bo to, co w roku 1310 było normalne w 1320 normalne mogło już nie być.

Historia fantastyczna

Nie postuluję, by całkowicie zrezygnować z oceniania fantasy przez pryzmat dziejów. Historie alternatywne czy powieści stylizowane na historyczne wręcz domagają się takiego traktowania. Ale twórczość Tolkiena, Eriksona, Le Guin albo Martina? Stary Świat albo Zapomniane Królestwa? To miło, że czerpią z naszej przeszłości, może nawet bawią się w jej krytykę, ale ahistoryczność nie powinna być ich wadą. A przynajmniej nie najpoważniejszą.

Podyskutować można również tutaj.

 

[1] Play By Forum. Fora do tekstowego grania w RPG przez sieć. Zakładam, że wiecie, czym jest RPG. Rodzynki zapraszam tutaj.

[2] Interesujące jest to, że te same osoby, które tak powoływały się na historię miały problem z wykorzystaniem imion germańskich czy romańskich. No chyba, że się przestawiło w nich literkę albo dwie, wtedy ok.