Przejdź do zawartości

[Inp #2] Atom Zombie Smasher

Czyli o taktycznym wybijaniu zombiaków słów kilkaset. 

Rozpoznajecie pana po lewej? To dobrze.

Zdaję sobie sprawę z faktu, że popkulturowa inwazja zombie dotarła niemalże wszędzie i kiedy wreszcie z jakiegoś tajnego laboratorium wydostanie się śmiercionośny wirus nikogo ten fakt nie zdziwi. Potrafię sobie nawet wyobrazić sytuację, w której ta mniej ogarnięta część społeczeństwa spróbuje odmienionych ludzi udomowić, Weyland-Yutani nie takie głupoty robiła w przypadku Obcych. Czuję się jednak rozgrzeszony z pisania o kolejnej grze z chodzącymi trupami w rolach głównych, gdyż raz, że jest to strategia, co w morzu strzelanek i modów do strzelanek z zombiakami jest przyjemną odmianą. Dwa, że strategia ta jest naprawdę dobra.

W tym miejscu powinienem napisać coś na temat fabuły, ale do grania wystarczy wiedzieć tyle: gdzieś w hiszpańskojęzycznym kraju jest zaraza, co zmienia ludzi w zombiaki istoty znane jako Zed. Trzeba ją powstrzymać. Albo przetrwać, zależy od podejścia. W obu przypadkach celem jest uratowanie jak największej liczby ludzi i odpieranie zainfekowanych tak długo, aż zdobędzie się stosowną liczbę punktów zwycięstwa. Pojawiające się po drodze cut scenki można zignorować, bo chociaż ładne, to ich wpływ na samą grę jest zerowy.

W czasach, gdy tytuły z mainstreamu głaszczą graczy po główce i nagradzają acziwmentami za nabranie dziesięciu porządnych oddechów pod rząd dobrze wiedzieć, że nie wszystkie indiasy podzielają ten pogląd. Dlatego fanów wyzwań na pewno ucieszy fakt, że Atom jest trudny, przy czym owa trudność wynika głównie z konieczności dopasowania się do wyników wypluwanych przez generator. Losowe są mapy ewakuowanych miast, warunki pogodowe, liczba wymaganych do uratowania ludzi, nawet dostępny sprzęt. Raz można więc cieszyć się wsparciem marines i ciężkiej artylerii, a innym razem trafić do skazanej na zagładę stolicy regionu jedynie z garścią min, barykad i grupą snajperów, co to potrzebuje minimum kilku sekund na zmianę pozycji strzeleckich. A że środków do tępienia zombiaków jest sporo i zmieniają się każdego dnia, to poziom trudności mogę określić w najlepszym razie jako płynny.

Zombie Smasher w akcji.

Zestaw narzędzi przymusu bezpośredniego, jakimi Atom karze niegrzecznych graczy na tym się nie kończy. Grając kampanię do dyspozycji jest tylko jeden save, na którym znajduje się wszystko, każdy sukces i porażka. Nie można cofnąć się w czasie, jeśli wypadki potoczyły się w niewłaściwym kierunku. Nie można zapisać gry i sprawdzić, czy aby inna decyzja nie byłaby lepsza. Zaraza jest zbyt silna? Trudno, zaczynamy od nowa. Co gorsza, o ile daną misję można powtarzać aż do osiągnięcia sukcesu, tak wycofanie się z niej jest równoznaczne z ominięciem tury. Dlaczego jest to istotne? Bo na koniec każdego dnia gra podlicza punkty za uratowanych/zarażonych ludzi oraz opanowane przez obie strony tereny. Które można wyzwalać, ale pojedynczo, podczas gdy zombiaki pojawiają się w minimum dwóch miastach, zaś gdy ich populacja zacznie przekraczać masę krytyczną, automatycznie skierują się do sąsiednich. Jeden losowo generowany wybuch epidemii i nagle pół mapy zostaje opanowane przez potwory. Tak więc wycofanie się z misji oznacza nie tylko utratę punktów za uratowanych ludzi, ale również potężny ich zastrzyk dla strony przeciwnej.

Także same misje nie należą do łatwych ze względu na całkowitą głupotę sterowanych przez AI cywilów. Znaczy od razu głupotę… Oni się zachowują, jak przystało na spanikowany tłum, idąc w kierunku nadawanego przez helikopter sygnału po najkrótszej możliwej ścieżce. Czają się na niej zombiaki? Jest nam strasznie przykro, ale swoim misternie układanym planem ewakuacji możesz się już tylko podetrzeć. Trudno powiedzieć ile razy waliłem łbem o biurko, kiedy to pojedynczy, niezauważony wcześniej Zed dostawał się do miejsca lądowania helikoptera i za jednym zamachem zarażał sto czekających cierpliwie na ewakuację osób. A potem wciskałem restart mission, bo nie mogłem pozwolić, by mnie jakiś nieznający pojęcia „uczciwy poziom trudności” indianiec pokonał.

Taki oto jest Atom Zombie Smasher. Wymaga, ale i nagradza, bo oczyszczeniu miasta z zombiaków przy pomocy losowo przydzielanych środków towarzyszy niemała satysfakcja, podobnie jak widokowi budynków i kręcących się w pobliżu stworów znikających w chmurach eksplozji pocisków moździerzowych. Jasne, jej grafika jest bardzo prosta, a szybko powtarzająca się muzyka sama się prosi o użycie przycisku mute, ale to są drobiazgi, które w niczym nie potrafią zepsuć przyjemności czerpanej z gry. Zwłaszcza, że po jednokrotnym przejściu można się pobawić kampanią+ i zmienić liczbę punktów wymagają do zwycięstwa czy reguły przydzielania sprzętu, bądź zainteresować się modami. Cena tego frustrującego, ale sycącego indyka na patyku jedyne dziesięć dolarów na Steamie, bądź piętnaście na oficjalnej stronie restauracji.

Chcesz pogadać o indykach? Może tutaj?

 

Pierwsza grafika wyszperana z sieci, druga zabrana ze strony twórców.