Przejdź do zawartości

Jeśli niska rozdzielczość tego loga wypaliła wam oczy, to przepraszam, ale większego w sieci zwyczajnie nie ma.

[Inp #8] Dominions 3

Studio Illwinter Games to Nintendo rynku niezależnego. Od roku 1990 tworzy tę samą, w miarę regularnie aktualizowaną grę, dla niepoznaki zmieniając tytuł albo dodając numerek do już istniejącego. Prawie jak z Zeldą czy Mario, tylko w obrębie jednej platformy – komputerów osobistych – oraz gatunku – strategii turowych.

Podejrzewam, że bohater dzisiejszej notki jest Wam nieznany. Może nawet być powinien, bo mówimy o produkcie firmy tak niszowej, że jej oficjalna strona jest so 1990’s (serio, zwróćcie uwagę na jej prostotę. Nawet podstawowe skórki bloggera są ładniejsze), a do zamówionej gry można dokupić również drukowaną wersję liczącej 300 stron instrukcji. Kiedy ostatnio widzieliście tak gruby podręcznik do czegoś nie będącego papierowym erpegiem, do tego wyglądający jak goły eksport z Worda? Mówimy o ludziach wzorem Spiderwebu (nie mylić ze Spider’s Webem) plwających na oprawę i koncentrujących się na treści i to w zasadzie podsumowuje wszystko, co musicie wiedzieć na temat Dominions. Koniec notki, można się rozejść.

Co, chcecie konkretów? Dużo? No niech Wam będzie.

Dominions[1] gracz wciela się w boga. Technicznie rzecz biorąc pretendenta do boskiego tronu, ale większość kandydatów to rozmaite mityczne kreatury i herosi dysponujący mocami daleko przekraczającymi możliwości śmiertelników i arcymagów, więc w praktyce chodzi o zmianę politeizmu na monoteizm. Droga do celu jest prosta i prowadzi po trupach wszystkich konkurentów. Dyplomacja? Nie istnieje. Handel? Brak. Zakulisowe działania? Jeśli nie liczyć skrytobójstw oraz podburzania ludności do buntów, to ich również nie ma. Zwycięstwo gospodarcze? Jeśli pod nim rozumie się skarbiec zdolny opłacić największą armię świata, to tak. Deatchmatch, tylko w wersji strategicznej.

Dominions2Rozgrywka w swej istocie jest banalnie prosta i sprowadza się do trzech rzeczy: budowy armii, zajmowania prowincji i działań magicznych. Z pomocą pierwszego wykonuje się drugie, w razie potrzeby sięgając po trzecie i tak tura za turą. Rozwijać można co najwyżej pulę dostępnych zaklęć i rytuałów oraz zapas potrzebnych do ich rzucania magicznych kamieni, lista budynków do postawienia na podbitych ziemiach wynosi astronomiczne trzy i nawet wojskiem w bitwie nie ma jak dowodzić, bo wszystkim kieruje komputer według wydanych mu zawczasu rozkazów. A mimo to ciężko się oderwać. Dlaczego?

Po pierwsze – różnorodność. Na armie pretendentów składają się pospolici żołdacy, potwory, jednostki magiczne i najemnicy wywodzący się z praktycznie wszystkich ziemskich kultur. Są tutaj jaszczuroludzie z dusznych dżungli, łaknące krwi demony z indyjskich wierzeń, walkirie i zakute w stal lodowe olbrzymy, cesarstwo i jego nieumarłe legiony, pomioty Cthulhu ściągające sojuszników z innych wymiarów, uskrzydleni pseudogrecy, amazonki, trytony, dalekowschodni wojownicy żywiołów, golemy, automaty i wiele innych, zróżnicowanych i wymuszających stosowanie odmiennych taktyk nacji. Inaczej gra się bowiem rasą operującą niemal w całości pod wodą, stosującą ciężkie pancerze albo zdolną poruszać się tak ze dwa razy szybciej od innych. Co chcecie, znajdziecie, a jeśli nie, to zawsze możecie skorzystać z modów, których gracze natrzaskali i wciąż trzaskają dziesiątki.

Dominions3Po drugie – strona fabularna. Co prawda nie ma kampanii, zadań, dialogów i cutscenek, ale każda rasa, jednostka, pretendent, bohater oraz przedmiot posiadają dłuższe opisy, rysujące obraz bardzo bogatego, liczącego tysiące lat historii świata. Niby nic, ale dzięki temu łatwiej wczuć się w klimat wojny na apokaliptyczną skalę (serio, przy większej liczbie przeciwników straty w bitwach idą w setki tysięcy), toczoną przez nadistoty zdolne manipulować czasem i przestrzenią, naginać demony do swej woli i zbudować dodatkowe słońce. Nawet jeśli ich fizyczną formą jest fontanna krwi. Albo kamienny posąg. Albo pustelnik. Albo ucieleśnienie cnoty, dosłownie. Albo dysk solarny. Albo dostępny w kilku kolorach smok. Albo…

A skoro mowa o dodatkowym słońcu – powód trzeci, magia. W Dominions zaklęcia wyższych poziomów w dowolnej innej grze uznane byłyby za przegięte. Co powiecie na ustanowienie globalnego, permanentnego zaciemnienia? Wiecznej zimy na obszarze całego świata? Sprowadzenie z Tartaru bezmózgich, antycznych bóstw? Wyrzucanie ludzi poza kontinuum czasowe, skąd zresztą mogą się wydostać przy odrobinie starań? Zwiększeniu wytrzymałości żołnierzy przez zmianę ich skóry w ołów? Ustanowienie wiru zasysającego energią magiczną z całego świata? A to wszystko tylko czary i rytuały, podczas gdy w kolejce czekają jeszcze artefakty w stylu Pogromcy Słońc, na widok których Steven Erikson chyba by się ze szczęścia rozpłakał.

Dominions4Powód czwarty, bitwy. Rozgrywane automatycznie, ale według zaleceń gracza, zmuszonego do dzielenia wojska na oddziały, rozstawiania ich względem siebie i wydania prostych rozkazów („stój z tyłu i strzelaj”, „rzucaj zaklęcia”, „szarżuj na wrogie flanki” i podobne). Każda jednostka opisana jest mnóstwem statystyk i cech specjalnych, broń posiada różną skuteczność w zależności od posiadacza i celu, magowie mają dostęp do szerokiego wachlarza zaklęć bojowych, a dowódcy magicznych przedmiotów (łuki strzelające błyskawicami, płaszcze niewidzialności i takie tam), więc albo gracz zadba o odpowiednie wykorzystanie wszystkich swoich atutów, albo przerżnie nawet mając przewagę liczebną tysiąc do stu. Co prawda jednostek na mapie jest dużo mniej, niż, dajmy na to, w serii Total War, ale ucięte zera wynagradzane są przez latające we wszystkie strony błyskawice, ogniste deszcze, szarże konnicy, błyskawiczne wypady uskrzydlonych wojowników i pojawiające się jak spod ziemi (get it?) hordy umarlaków. Znaczy dużo się tu dzieje, zwłaszcza przy dłuższej grze i odblokowaniu większości czarów.

Po piąte wreszcie, skala. Mapy na tysiąc prowincji, każda z wyjątkową, zapewniającą rozmaite bonusy zabudową, innym poziomem zadowolenia ludności i populacją? Są. Dziesiątki wymagających doglądania armii po tysiąc żołdaków każda? Są. Setki odprawiających rytuały albo toczących bitwy magów, którym ręcznie trzeba wydać rozkaz prowadzenia badań albo szukania dziewic na ofiary? Są. Przy największych planszach wczytanie kolejnej tury może trwać i pół godziny, bo trzeba każdą bitwę i zysk z prowincji przeliczyć z osobna, a mikrozarządzanie imperium potrafi stać się wybitnie męczące. Poprawka – staje się wybitnie męczące. Z drugiej jednak strony to jeden z tych tytułów, w których nie trzeba się spieszyć, więc można posiedzieć godzinkę i wrócić dopiero następnego dnia, albo odklikać turę i pójść zająć się czymś bardziej pożytecznym, gdy komputer będzie mielił ją w tle.

Dominions5Jeśli coś może od tej gry odrzucić, poza wysokim poziomem trudności oraz mrowiem zasad szczegółowych, to jest to oprawa. Dominions jest brzydkie. Wygląda brzydko i brzmi brzydko. Grafiki jednostek to zwykłe bitmapy, efekty rzucania zaklęć wyglądają jak wynik godzinnej pracy w Fotoszopie dla ubogich, animacja składa się z maksimum dwóch klatek i to nie na sekundę, muzyka to jeden (albo dwa…?) powtarzany do znudzenia kawałek, a dźwięki… są. Ten tytuł nie jest ładny nawet według dość niskich standardów sektora indie, więc albo oprawa zostanie w pełni i bez uwag przyjęta (chociaż lepszym słowem byłoby „zaakceptowana i nie roztrząsana ponownie”), albo z miejsca odrzucona. Zwyczajnie nie ma tu czego lubić, nawet przy najszczerszych chęciach. Nie jest to co prawda poziom Dwarf Fortress, ale mówimy tu o piwnicy drapacza chmur i różnicy piętra, góra dwóch.

To w zasadzie tyle. Duża, brzydka i męcząca gra dla wytrwałych miłośników rozbudowanych, wymagających czasu i zapału strategii. Do kupienia za 19 ojro na Steamie lub oficjalnej stronie gry, ewentualnie za połowę tej kwoty w którejś promocji. Osoby wstępnie zainteresowane mogą też zagrać w demo.

O tym niszowym (chociaż Gry-Online twierdzą, że słynnym) tworze można pogadać również tutaj.

 

[1] Tak po prawdzie w tytule nie powinno być żadnej cyferki, bo zmian między ostatnimi dwiema częściami jest dość mało. Miałem jednak do czynienia tylko z trójką i chciałem być uczciwy. Doceńcie to.