Przejdź do zawartości
Pustynia, duże robale i wojna o życiodajną Przyprawę.

[KGM #1] Emperor: Battle for Dune

Czyli o trzech wspaniałych soundtrackach w cenie jednego słów kilkaset.

Westwood Studios proudly presents

Jest rok 2001. Za dwa lata upadnie studio Westwood (z którego część ludzi przejdzie do Petroglyph Games), twórcy takich hitów, jak seria Command & Conquer, Eye of the Beholder czy Lands of Lore. Nim to jednak nastąpi, chłopcy z Las Vegas pokażą światu, że potrafią tworzyć świetne RTS-y, wypuszczając na rynek jeden z lepszych tytułów tamtego czasu, czyli Emperor: Battle for Dune.

Emperor, ostatni (planowanego, niewydanego dodatku nie liczę) przedstawiciel strategicznej serii, którego praprzodek wylał fundamenty pod gatunek RTS-ów, oferował graczom mnóstwo dobrych rzeczy, począwszy od trzech długich, fabularyzowanych kampanii (jeden główny i sporo pobocznych wątków), których kolejne misje były przeplatane filmikami z żywymi aktorami, przez dynamiczny gameplay (sporo zróżnicowanych jednostek, wypełnione ciekawostkami mapy), a na zapierającej dech w piersiach grafice (zjadliwej nawet dziś) skończywszy. A także soundtrack, który każdy szanujący się fan muzyki growej (i muzyki jako takiej) znać powinien.

Co w nim takiego szczególnego? Widzicie, w większości przypadków za muzykę do tej czy innej gry odpowiada jedna, max dwie osoby (za wyjątkiem zawyżającego statystykę Blizzarda). Tutaj zaś kompozytorów jest trzech, czyli dokładnie tylu, ile grywalnych stron konfliktu. W efekcie ich wspólnych wysiłków powstał jeden, ale utrzymany w trzech bardzo się od siebie różniących stylach i brzmieniach soundtrack. Soundtrack, który przetrwał dwukrotną zmianę mojego odtwarzacza muzycznego i regularne przemeblowywanie jego zawartości, stając się jednym z kilku, które mam i zawsze będę mieć przy sobie ruszając w teren.

Honor Atrydy

Mieszkańcy Caladanu przypadli w udziale niejakiemu Frankowi Klepackiemu, nadwornemu muzykowi studia Westwood i jego następcy. To on jest twórcą takich znanych kawałków, jak trzy wersje Hellmarch (raz, dwa i trzy), Act on Instinct czy też motywu przewodniego dla gwiezdnowojennego Konsorcium Zanna. Zdarza mu się również nagrać coś dla filmu albo zagrać jakiś koncert.

Emperor powstał wkrótce po kolejnych odsłonach Red Alerta, gdzie Frank zaprezentował swój kunszt twórcy muzyki elektronicznej. Starczy zresztą przesłuchać kilku ścieżek do gier z serii C&C, by zorientować się, w jakie klimaty facet wtedy celował. Kto by się więc mógł spodziewać, że dla piasków Diuny zrezygnuje z gitar na rzecz orkiestry, instrumentów o orientalnym brzmieniu (albo też takie brzmienie skutecznie udających) i męskiego chórku (bardziej pokrzykującego niż śpiewającego)?

Dzięki połączeniu holyłudzkiej monumentalności oraz pustynnych klimatów powstał (z początku) spokojny, a zarazem niepokojący The War Begins, monumentalny Ride the Worm oraz zapowiadający niezłą rozróbę Assembling the Troops. Z innych interesujących utworów mamy tutaj Assassination Attempt, który mógłby z powodzeniem posłużyć jako oprawa sceny zabójstwa w dowolnym wysokobudżetowym filmie, bądź Overseer, mogący stanowić tło dla podróży imperialnych okrętów przez otchłanie Immaterium.

Jeśli czytając Diunę zastanawialiście się, jaka muzyka najlepiej pasowałaby do Paula i jego rodziny, to owoce pracy Klepackiego powinny wam pomóc odpowiedzieć na to pytanie. Nawet biorąc pod uwagę fakt, że gier (a także filmów i seriali) osadzonych w tym uniwersum jest dość mało, co znacznie ogranicza pulę materiału porównawczego. Bo może powstała lepsza ścieżka dla domu Atrydów, ale póki co nie dane było mi jej poznać.

Siła Harkonnena

Co kultywuje szlachta z Giedi Prime? Siłę i brutalność. Jaka jest najbardziej brutalna muzyka? Metal i pokrewne gatunki, gdzie podstawą jest gitara elektryczna. W Emperorze metalu (i morza) nie ma, ale są gitary. Bardzo dużo gitar.

Zaskoczenie może wzbudzać fakt, że za tę część soundtracku odpowiada David Arkenstone. Ten sam, który maczał palce przy Taverns of Azeroth i nagrywa głównie muzykę folkową, instrumentalną i celtycką (a przynajmniej tak twierdzi Last.fm). Zresztą starczy przyjrzeć się tytułom jego płyt, by wyrobić sobie jako takie pojęcie o jego twórczości. Harkonnenowie z folkiem mają niewiele wspólnego, więc można się zastanawiać, czy wybór akurat takiego kompozytora był sensowny? Jak się okazuje – jak najbardziej.

Arkenstone oferuje melomanom bardzo zróżnicowany zestaw utworów, począwszy od gitarowo-paradnego, nadajacego się w sam raz na oprawę rzymskiego tryumfu Victory is Inevitable, poprzez niezwykle dynamicznego, bitewnego Defenders of Arrakis, a skończywszy na, posiadającym interesujący początek i wpadające w ucho solówki, Harkonnen Force. Oprócz tego warto zwrócić uwagę na Dark Alliance (ponownie niezłe solówki), Tribute to Evil oraz najspokojniejsze w tym zestawieniu Unstoppable. Każdy z tych kawałków mógłby być z powodzeniem grany na koncertach metalowych (tych lżejszych, bardziej melodyjnych i spokojniejszych. Zwolennicy najcięższego brzmienia powiedzieliby, że David gra za cicho), a zaryzykuję stwierdzenie, że najczęściej biłby na łeb twórczość osób zajmujących się taką muzyką na co dzień.

Przebiegłość Ordosa

Ostatni z autorów stanowi dla mnie dużą zagadkę. Kojarzycie bowiem kogoś takiego, jak Jarrid Mendelson? Facet ponoć pomagał Klepackiemu przy ścieżce do Tiberian Sun oraz tworzył muzykę do Ultimate Fighting Championship, ale poza Last.fm oraz paroma losowymi stronami w Sieci nie ma o nim zbyt wiele informacji. Spośród całej trójki tylko on nie posiada swojej biografii na Wikipedii. A szkoda, bo twórca tak dobrej muzyki musi być ciekawą osobą.

Ordosi, niewystępujący w książkowym cyklu ród szlachecki, to dość specyficzna grupa. Rządzona przez Executrix, cztery połączone z sobą, przemawiające za pomocą Mówcy umysły, nastawiona na skryte, podstępne działania, jest najbardziej tajemnicza – by nie powiedzieć, że obca – w tym zestawieniu. Zwłaszcza gdy posłucha się ich wypowiedzi (przykłady dla Executrix i mentata z Emperora oraz Edrica O, również mentata, ale z Dune 2000). Jaka muzyka będzie najlepsza dla takiego domu? Oczywiście elektroniczna!

Na miłośników dobrego bitu czeka dużo dobroci, między innymi dynamiczny A Plan of Attack, rozkręcające się z każdą sekundą Not an Option, czy hipnotyzująca i kojarząca mi się ze słówkiem „mistyczna” (chociaż pod to pierwsze słowo lepiej pasuje House OrdosGhola. A w kolejce czekają jeszcze Infiltrators oraz Specimen. Całość wyjątkowo dobrze pasuje do stechnicyzowanego, myślącego i mówiącego jak maszyny domu Ordosów.

The spice must flow

Jedna gra, trzy różne ścieżki dźwiękowe, każda licząca po około dwanaście utworów. Łącznie kilka godzin naprawdę dobrej muzyki, zróżnicowanej w sposób, o który na współczesnym rynku growo-muzycznym dość trudno.

Ogłoszenia parafialne

Za namową Węglowego Szowinisty Cravena założyłem fanpage bloga na Facebooku. Wisi sobie o tutaj.

Kwisatz Haderach głosi, że grafiki dla tej notki znalezione zostały wśród świętych zasobów Internetu.