Przejdź do zawartości

[KGM #4] Freedom Fighters

Czyli o muzyce przygrywającej amerykańskiej partyzantce słów kilkaset.

Tytułowa gra to dość stara, bo pochodząca z roku 2003 strzelanka, opowiadająca o losach Christophera Stone(‚a?), działającego w Nowym Jorku członka ruchu oporu przeciw sowieckiej okupacji. ZSRR zrzuciło bombę atomową na Berlin w czasie II Wojny Światowej, w kolejnych latach powiększało swoje wpływy i jakoś tak dotarli aż do USA. Za wiele więcej powiedzieć nie jestem w stanie, bo jeszcze nie miałem okazji bliżej się z nią zapoznać, ale po wysokich notach wnoszę, że nie byłby to czas stracony. Zwłaszcza przy takiej muzyce.

Za soundtrack do FF odpowiada niejaki Jesper Kyd, ten sam osobnik, który stworzył muzykę dla serii Assassin’s Creed, Hitman, pierwszej części Borderlands, drugiej Darksiders i paru innych projektów. Dla tych, którzy go nie znają – a warto zmienić ten stan rzeczy, bo to naprawdę utalentowany gość – powiedziałbym, że jest jak Zimmer z dawniejszych lat swojej kariery, gdy komponował ścieżkę do Króla Lwa, Gladiatora czy Helikoptera w Ogniu i potrafił tworzyć dźwięki nie tylko miłe dla ucha, ale również unikalne i zapadające w pamięć. Bo o ile muzykę do takiego Mrocznego Rycerza lubię, tak do jego starszych dzieł ma się nijak.

Jak twierdzi sam Kyd, przed przystąpieniem do pracy zrobił długi risercz na temat muzyki i historii czerwonej strony konfliktu z czasów Zimnej Wojny i starał się dopasować do niego. No i jeszcze grał, co by jak najlepiej dopasować swoją pracę do finalnego dzieła. Dzięki temu na ścieżce znaleźć można sporo partii chóralnych (w wykonaniu śpiewającego po rosyjsku Hungarian Radio Choir, czyli… Węgierskiego Chóru Radiowego?) i orkiestralnych, przywodzących na myśl co lepsze występy Chóru imienia Aleksandrowa, tylko z solidnym dodatkiem syntezatorów. Jeden z recenzentów porównywał nawet ten miks klasyki i nowoczesności do Vangelisa na sterydach (wiecie, tego od Rydwanów Ognia i Blade Runnera) i widać coś w tym jest, bo soundtrack zgarnął dwie nagrody dla najlepszej muzyki growej za rok 2003.

Na ścieżkę składa się osiemnaście utworów. Z czego jeden jest bonusowy, a inny w dwóch wersjach, więc w praktyce szesnaście. Z chórkowych warto z pewnością przesłuchać pięciominutowy, a rozkręcający się tak od trzydziestej sekundy Main Title, Invasion of the Empire, czyli niemal minutowe preludium dla znacznie dłuższego March of the Empire, tytułowe, marszowe Freedom Fighters, Snow Battle oraz bardzo żywe Final Battle. Z pozostałych na uwagę zasługują spokojny, niemal melancholijny Isabella – Leader of the Resistance, odrobinę szybszy Nightfall, dynamiczne The Battle for Freedom i ponownie (nie do końca) spokojne Sabotage. Więcej nie podam, bo musiałbym wymienić po kolei wszystko, a to raczej mija się z celem.

Gdzie tego cuda można posłuchać? Poza standardowymi internetowymi źródłami muzyki natrafiłem na nią również podczas obczajania możliwości Spotify. Gdzie zresztą leży troszkę więcej muzyki autorstwa Kyda, z którą naprawdę warto się zapoznać.

Chcesz porozmawiać o twórczości Duńczyka? Może tutaj?