Przejdź do zawartości

[KGM #5] Rayman: Origins

Czyli o etnicznym chórku wiewiórek kowboi mariachi słów kilkaset.

Rayman, człekopodobna istota pozbawiona nóg, rąk oraz karku, zadebiutował w roku 1995 w dwuwymiarowej platformówce o jakże oryginalnym tytule Rayman. Od tamtej pory zdołał zmienić środowisko pracy z 2D na 3D, stłuc po gębie jednego wrednego pirata o ostrym jak brzytwa zaroście, oraz wdać się w romans z Szalonymi Kórlikami, które niczym Tom Hiddleston w Thorze przyćmiły głównego aktora. Raymana wsadzono więc do lodówki, gdzie przesiedział pięć kolejnych lat (nie liczę Raving Rabbids 2, a tym bardziej TV Party), nim Ubi zdecydowało się go stamtąd wyciągnąć. Z niezłym zresztą efektem.

Za muzykę do obu nowych przygód blondyna bez rąk odpowiadają dwaj panowie, Christophe Héral (24 utwory z 36) oraz Billy Martin (pozostałe 12). Pierwszy z nich w branży rozrywkowej siedzi od roku 1993, współpracuje z Ubisoft od 1999, a ma na koncie między innymi ścieżkę do obu części Beyond Good & Evil (znaczy jedną gotową, a drugą w produkcji) oraz licznych, z francuska nazwanych szortów. Z kolei o panu Martinie (nie mylić z innym Martinem, do którego odsyłają Gogle) można przeczytać na jego oficjalnej stronie.

Co zaś tyczy się samego soundtracku, to chyba jest to pierwszy od bardzo dawna przypadek, gdy mogę z czystym sumieniem użyć słowa „różnorodny”. Nawet moi faworyci w tej kategorii, czyli Emperor: Battle for Dune oraz Universe at War nie prezentują tak szerokiego wachlarza brzmień jak dzieło Francuzów, którzy sięgali po motywy i instrumenty z całego świata. Weźmy na przykład takie The Lum King, który jeden z komentatorów podsumował słowami „SO FUCKING CATCHY!”. Ten świetnie nadający się na rozpoczęcie dnia utwór brzmi jak made in Havaii, ma melodię kojarzącą się z motywem przewodnim z Super Mario Bros i chórek piskliwych kreskówkowych wiewiórek śpiewających „pam pam pararam!”. Znaczy niektórzy uznają je za małe dzieci, ale ja (i nie tylko ja) obstaję przy wiewiórkach. Albo Shooting me Softly gdzie piskliwie, aczkolwiek melodyjnie przygrywa wuwuzela mirliton, zwany także fletem rzezańców, a po chwili przyłącza się gitara oraz chórek czasem zawodzący niczym mnisi, a czasem pokrzykujący dopingujące „olé!”. Albo The Tricky Treasure, gdzie po kowbojsku przygrywają banjo oraz skrzypce. Albo meksykańskie Waiting for the Waiter, z wiewiórkami mariachi śpiewającymi „ajajajaj!”, bliżej nieokreślonym osobnikiem o basowym głosie oraz dźwiękami tłuczonych w tle talerzy. Albo również meksykańskie (chociaż mi się kojarzy z oprawą korridy) The Dragon Chef’s Belly. Albo niepokojące The Abyss, przełamujące monopol wesołych i chwytliwych kawałków. Albo Lums of the Water oraz The Lums’ Dream, gdzie wiewiórkom wreszcie dano do łapek tekst (inna rzecz jak go zaśpiewały). Albo dynamiczne The Darktoon Chase. Albo wygwizdywane w akompaniamencie gitary akustycznej World map  Sea of Serendipity. Albo Nowhere to Run, z rytmami niczym z Dzikiego Zachodu (trąbka i ukulele), ponoć nawiązujący do Django, ale tego nie potwierdzę. Albo imprezowe Breaking the Ice z trąbkami oraz dźwiękami otwieranego i spijanego szampana. Albo First Staffs z instrumentami etnicznymi, których nazw nie podam, bo się nie znam. Albo… No dobra, wystarczy.

Soundtrack występuje w dwóch wersjach. Tej dostępnej chociażby na Amazonie radzę nie brać, bo pod względem liczby utworów oraz ich tytułów jest wybrakowana. Lepiej rozejrzeć się za Original Soundtrack, zawierającym nawet kawałki niewystępujące w grze, jak chociażby niezwykle klimatyczne, gitarowo-perkusyjne The Final Showdown. Znaczy tak twierdzi stosowna Wiki, a ja nie mam powodów, co by jej nie wierzyć. Chociaż wróć, tam też wstawiono dziwne nazwy utworów. Hm… No mniejsza. Tak czy siak nowe (bo te najnowsze miały premierę w ostatnich dniach) przygody Raymana otrzymały muzykę, której grzechem jest nie znać. Staram się nie używać tego typu zwrotów, ale w tym przypadku po prostu muszę, będąc pod wielkim wrażeniem pracy Francuzów, której słucham już któryś dzień z rzędu i nie mogę przestać. Uzależniająca rzecz.

O muzyce z Raymana można pogadać także tutaj.