Przejdź do zawartości
Orzeł imperialny autorstwa hank9Y.  

[KGM #7] Warhammer 40K

Jeśli wierzyć Wikipedii, gier wideo spod znaku Wojennego Młota model 40000 do tej pory wydano (albo przynajmniej planowano wydać) dwadzieścia. Gdybym co tydzień pisał tekst o jednej z nich, skończyłbym prawdopodobnie dopiero w grudniu. Dlatego dziś przedstawię Wam zbiorczo sześciu przedstawicieli tej serii, których znam i z rozmaitych powodów bardzo cenię. Dla porządku będzie chronologicznie, po datach wydania.

In the grim darkness of the far future, there is only war

Dla nieobeznanych z tematem króciutkie wyjaśnienie. Warhammer 40K to wydawana przez Games Workshop figurkowa gra bitewna (i erpegi, ale głównie bitewniak), osadzona w tytułowym czterdziestym tysiącleciu, gdzie fanatycznie religijni superżołnierze w pancerzach wspomaganych tłuką się z demonami Chaosu, psionicy toczą pojedynki z czarownikami, kosmiczne elfy knują przeciw równie kosmicznym elfom, a umarlaki zbudowane są z metalu. Miszmasz elementów fantasy i sf, epicka skala (kampanie obejmujące całe systemy gwiezdne, niszczenie planet, eksterminacje ras), mnóstwo religijnych motywów (statki wyglądające jak latające katedry, wszechobecne zwoje ze świętymi tekstami, łacińskie imiona i zwroty, czaszki jako symbole modlitewne, zakony rycerskie, inkwizycja) oraz pesymistyczny nastrój (nawet teoretycznie dobrzy są tylko lżejszego kalibru sukinkotami, a wojna trwa i trwać będzie w nieskończoność) to główne elementy składowe tego świata. Spragnionych dodatkowych informacji zapraszam na nieoficjalną wiki gry, Lexicanum.

Final Liberation

Warhammer 40K Final Liberation okladkaNiemal zapomniana strategia turowa z roku 1997, jako pierwsza dająca możliwość mielenia orków z pomocą Gwardii Imperialnej i w zasadzie jedyna oparta o reguły Epic. Jeśli kiedykolwiek marzyliście o deptaniu czołgów zielonoskórych z pomocą nieślubnego dziecka mecha i katedry oraz oglądaniu filmików z aktorami ubranymi w pancerze space marines, to Final jest właśnie dla nas. Jeśli czegoś próżno tu szukać, to charakterystycznych dla gier spod szyldu Warhammera orkiestr, organów i łacińskich chórów. Znaczy te ostatnie występują, ale jedynie jako wsparcie dla gitar elektrycznych i perkusji. Pasujących jak pięść do nosa jako tło bitew dzielnych synów Imperatora i pomiotów Chaosu, ale sprawdzających się znakomicie jako podkład dla wysiłków ginących tysiącami z rąk wroga i komisarzy gwardzistów.

Na soundtrack składa się szesnaście brzmiących dość oldskulowo utworów o różnej dynamice i łącznej długości prawie 40 minut i choćbym stanął na rzęsach, nie jestem w stanie podać ich tytułów. Podobnie jak powiedzieć czegoś więcej o autorach, według Last.fm zwących się The Samsara Project, co, jak podejrzewam, jest nazwą nadaną przez fanów. Kupić go też nie za bardzo jest gdzie, bowiem Games Workshop nigdy nie pokusił się o wydanie oficjalnego krążka, zaś sama gra stanowi dziś rzadki towar, niedostępny ani na Steamie, ani na GOG-u. Na całe jednak szczęście wszystkie szesnaście nienazwanych utworów można znaleźć w sieci, między innymi na YouTube oraz Groovesharku. Nie spodziewajcie się jednak nie wiadomo jak wysokiej jakości. Nie te czasy i tym bardziej budżet.

Rites of War

Warhammer2Kolejna zapomniana strategia turowa, tym razem z roku 1999 i z Eldarami w roli głównej. W praktyce Panzer General 2, tylko z kosmicznymi elfami w roli protagonistów i tchórzliwymi żołnierzami Imperium po drugiej stronie karabinów. Nie powiem, całkiem przyjemny tytuł, jeśli pominąć wysoki poziom trudności kolejnych misji oraz oszukujące AI. Znaczy nigdy nie złapałem go za rękę, ale drań miał zbyt duże szczęście w kościach.

W porównaniu do osobnika z pierwszego miejsca Google jest w stanie określić tytuły utworów – zapewne znów fanowskie, bo który kompozytor nazwałby osiem kawałków pod rząd „Conan”? – ale na pytanie o autora milczy jak zaklęte. Co prawda Last.fm sugeruje, że zna odpowiedź na trapiące mnie pytania, ale jest ostatnim serwisem, któremu zaufałbym w tej kwestii. Całość składa się z dziesięciu instrumentalnych utworów trwających prawie 35 minut. Ciężko mi napisać na ich temat coś więcej, może poza tym, że czuć drzemiącą w nich moc i energię, więc tylko zachęcę do przesłuchania. Na przykład na YouTube, gdyż ponownie mówimy o białym kruku, którego raczej nie znajdziecie na półkach sklepów czy w cyfrowej dystrybucji.

Chaos Gate

Warhammer 40K Chaos Gate okladkaPonownie rok 1999 i ponownie strategia turowa (tak, kiedyś był to bardzo popularny gatunek) od firmy SSI, od 13 lat składowej Ubisoftu. Tym razem opowiadająca o dzielnych space marines spuszczających srogie baty chaosyckim heretykom. Jeden z tych tytułów, które z nieznanych mi bliżej przyczyn trafiły na śmietnik historii, chociaż oferowały przyjemną rozgrywkę oraz kilka wartych uwagi rozwiązań. W przypadku Chaos Gate między innymi konieczność dbania o ograniczone zasady ludzkie czy możliwość korzystania z pojazdów na polu walki.

Sam soundtrack jest chyba najbardziej młotkowym ze wszystkich stworzonych do dnia dzisiejszego. Tyle wydanych gier, tyle firm zaangażowanych w ich stworzenie i tylko jeden Jim Crew (yep, tym razem Gugiel był w stanie pomóc) wpadł na pomysł nagrania pełnokrwistych, łacińskich pieśni. W dziesięciu z trzynastu utworów można usłyszeć mieszany chór, przy wsparciu orkiestry wysławiający imię Imperatora oraz walczących ku jego chwale dzielnych Ultramarines. Zwróćcie zresztą uwagę na bardzo klimatyczne tytuły utworów (w tym przypadku prawdopodobnie oryginalne): Dominus pugnae, Liturgia, Ultramarines chant, Praeparatio Bellica czy Rebus mortis felix mortis. Coś, czego bardzo mi brakowało w takim Dawn of War, czyli muzyki łączącej w sobie motywy wojenne oraz kościelne, znalazłem właśnie tutaj. Soundtrack do przesłuchania w serwisie Grooveshark, a do dostania, znowu, w otchłani internetów albo na trudno dostępnej płycie z grą.

Dawn of War

Warhammer 40K Dawn of War okladka

Wydany w 2004 roku, wzbogacony o trzy dodatki klasyk i dowód na to, że Warhammer potrafi w gry wideo i strategie czasu rzeczywistego. Tytuł na tyle dobrze znany, że rozwijanie się na jego temat mija się z celem. Przejdźmy więc do muzyki.

Za soundtrack do Świtu Wojny odpowiadają dwie osoby. Podstawkę wziął na siebie weteran branży Jeremy Soule, twórca muzyki między innymi do Total Annihilatio, Supreme Commander czy pierwszego Icewind Dale. Z kolei za dodatki odpowiada Inon Zur, również specjalista od growych soundtracków, między innymi drugiego Icewind Dale. Widać lubi dokańczać po koledze. Ocena ich pracy w głównej mierze zależy od tego, na jaką wersję się trafi, gdyż w sieci można znaleźć zarówno oficjalną dla podstawki, godzinną na 23 utwory, oficjalną dla Winter Assault na 19 utworów i 35 minut, jak i zdecydowanie dłuższy rip. Dość rzec, że jeśli ktoś zna dorobek obu panów to raczej wie, czego się spodziewać, zaś na całą resztę czekać będą marszowe melodie, orkiestry symfoniczne oraz chórki. Którym bliżej do standardowych efektów pracy kompozytorów filmowych, z kilkoma jaśniejszymi fragmentami to tu to tam, patrz chociażby motyw przewodni Sióstr Bitwy, aniżeli katedralnych klimatów Chaos Gate, wciąż jednak wartych przesłuchania. Konkretnych utworów wskazywać nie będę, bo i kapkę ich dużo, zaś z całością można zapoznać się standardowo na YouTube (tu dla podstawki, tu dla Winter Assault i tu dla mieszanego). Opcji zakupu szukałem, niestety nie znalazłem.

Dawn of War II

Warhammer3Rok wydania: 2009. Gra bardziej taktyczna od swojej poprzedniczki, podobnie jak ona otoczona wianuszkiem dodatków (wersja ze wszystkimi DLC kosztuje na Steamie ponad sto euro) oraz ciepło przyjęta przez graczy, wciąż regularnie tłukących w nią po sieci. Jeśli idzie o soundtrack, to tym razem mamy jednego autora – Doyle’a W. Donehoo, twórcę muzyki do World of Warplanes, World of Warships oraz posiadacza bardzo, bardzo brzydkiej strony internetowej. Pan Doyle oferuje słuchaczom to samo, co pan Soule, tylko z większą i głośniejszą orkiestrą oraz bardziej wyrównanym tempem. There Is Only War, Primarch’s Honour czy For The Craftworld to w moim odczuciu modelowe przykłady epickich (jak ja nie lubię tego słowa…) melodii marszowych, wprowadzających w nastrój kosmicznej wojny totalnej, ale puszczone jeden po drugim prawdopodobnie łatwo zleją się ze sobą. Ze schematu wyłamuje się chociażby There Will be Retribution czy nad wyraz spokojne Judgement, ale żeby do nich dotrzeć należy zakupić – pomińmy nielegalne źródła i YouTube – wersję Complete Edition, zawierającą muzykę z podstawki i obu dodatków. Utwory z samej tylko podstawki zostały udostępnione w sieci za darmo i dostępne są między innymi pod tą linką.

Space Marine

Warhammer4Strzelanka – czy raczej siekanina – z widokiem trzeciosobowym z roku 2011, stosunkowo dobrze oceniana, chociaż niewybijająca się jakoś szczególnie. Tym razem zadanie stworzenia soundtracka przekazano dwóm panom – Crisowi Velasco oraz Saschy Dikiciyanowi, znanym światu jako Sonic Mayhem, autorom muzyki do Borderlands II, God of War II czy Quake II. Efekty ich pracy w porównaniu z Dawn of War II są zdecydowanie spokojniejsze i z łatwo dostrzegalnym motywem przewodnim, którego brakowało we wcześniejszych tytułach. Pierwsze skrzypce wciąż gra orkiestra (ba dum tysz), ale zdecydowanie „lżejsza”, jeśli takie stwierdzenie brzmi sensownie. Weźmy na ten przykład nastrojowe Against All Odds, po odsłuchaniu którego moje uszy nie domagają się natychmiastowej przerwy z racji przepracowania. Ewentualnie nabierające z każdą sekundą mocy No Man’s Land, dynamiczne Valkyrie Run czy nieco chaotyczne, w sam raz do walki z orczym psionikiem The Weirdboy. Jedyne, czego mi w tym konkretnym soundtracku zabrakło, to nieco więcej chórków, ale jak wiadomo nie można mieć wszystkiego. Płyta do kupienia między innymi na Amazonie.

To tyle, jeśli idzie o Warhammera 40K. W następnym odcinku wersja fantasy. Znaczy jeśli mi się nie odwidzi. A o bohaterach dzisiejszej notki można pogadać między innymi tutaj.