Przejdź do zawartości
Fragment okładki gry, której autorem jest mistrz pasteli Genzoman. Okładki soundtracku niet, bo nie znalazłem jej w żadnej sensownej rozdzielczości.

[KGM #9] Alpha Squad

Growa część internetu wciąż płonie za sprawą Zoe Quinn*, trawiąc kolejne serwisy i ekipy strażackie. Tymczasem ja nie mam ani czasu, ani ochoty zająć się tak tym, jak i jakimkolwiek innym Poważnym i Dołującym Tematem. Dlatego dziś ponownie pogadamy o czymś, co nie wzbudza we mnie chęci do skąpania Ziemi w atomowym ogniu, czyli growej muzyce.

Alpha Squad to wydana przed trzema laty strzelanka w starym stylu, z widokiem z góry, Męskim Bohaterem posiadającym wartość bojową małej armii, hordami wrogów na każdym poziomie i pięknymi kobietami o zbyt krótkich spódniczkach kredki mistrza pasteli Genzomana. Kto grał w Crimsonland, Alien Shooter i wszystkie pochodne praktycznie zapomnianego dziś Loaded (czy jak to się tam zwało), ten prędko załapie, o co biega. Z samą gra nie miałem okazji się zapoznać, gdyż odpowiedzialna za nią ekipa geniuszy postanowiła nie opuszczać przytulnego wnętrza Xklocka360, ale wnosząc po recenzjach i skromnym liczniku wyświetleń trailerów niewiele straciłem. Zresztą strona twórców ostatnią aktualizację zaliczyła w 2011, więc zakładam, że jakiś czas później zwinęli interes.

Za muzykę do gry odpowiada Grant „Stemage” Henry, operujący z północnej Kalifornii muzyk, którego fani serii Metroid mogą znać jako założyciela strony Metroid Metal. Maczał również palce w projektach OCRemix, między innymi albumie Spectrum of Mana. Jego ultranowoczesną stronę można znaleźć tutaj i jeśli zaufać jej zasobom, Alpha Squad jest dziewiętnastym albumem w karierze Granta. O co zresztą nietrudno, gdyż pierwsze efekty szarpania gitarowych strun upublicznił w roku 1997, a kilka z nich można przesłuchać na Spotify.

Liczący szesnaście utworów soundtrack do staroszkolnej strzelanki opisany został przez autora słowami „Catchy, high-energy space rock mixed with metal, pop, and prog”, co w praktyce oznacza gitary, gitary i jeszcze więcej gitar z dodatkiem perkusji. Gitar dynamicznych (City, Boss, Arena), ciutek wolniejszych (Alliance, Sewer) i takich całkiem spokojnych (Desert, Secret), nieco melancholijnych (Winter), radosnych (Overworld, New City) lub jasno dających do zrozumienia, że misja miała zakończyć się inaczej (Game Over), za każdym jednak razem przepełnionych energią i pasją twórcy, który postarał się, by każde jego dziecko brzmiało inaczej. Co zresztą udało się w stu procentach, bo każdy utwór jest wyjątkowy i trudny do pomylenia z pozostałymi. Szkoda, że zostały użyte przy tak niszowej produkcji.

Soundtrack można ściągnąć za „co łaska” z bandcampu autora.

 

* Obszerny opis po polsku można znaleźć tutaj, a po angielsku tutaj i do pewnego stopnia tutaj. Dalej nie szukałem, w trosce o swoje zdrowie psychiczne.