Przejdź do zawartości

[KGM #8] seria Homeworld

Reading Time: 4 minutes

Miałem zamiar wrzucić dziś Długą i Poważną notkę na Ważny Temat, ale napisanie jej nieco mnie przerosło. Dlatego w ramach odstresowania postanowiłem skrobnąć parę słów o czymś przyjemniejszym. Padło na muzykę z growego klasyka.

Hiigara. Our home. Homeworld

Wydany we wrześniu 1999 roku Homeworld upadłego studia Sierra* był pierwszą strategią czasu rzeczywistego w pełni wykorzystującą trójwymiarowość kosmosu, gdzie atak mógł nadejść z dosłownie każdej strony, a pojęcia „góry” i „dołu” stawały się trochę rozmyte. Oferowała olbrzymie plansze, okręty wojennej we wszystkich kształtach i rozmiarach, wciągającą rozgrywkę oraz fabułę czerpiącą pełnymi garściami z bliskowschodniej stylistyki i biblijnej opowieści o powrocie do Ziemi Obiecanej. Fakt bycia bardzo dobrą grą (którą zresztą wciąż jest) sprawił, że doczekała się samodzielnego dodatku o podtytule Cataclysm (niektórzy twierdzą, że najlepszej odsłony serii) oraz wydanej w 2003 części drugiej. W obu jedną z najważniejszych postaci było, opisane przeze mnie swego czasu, dowództwo floty Karan S’jet-sa.

Pierwszy powrót do domu i Kataklizm

Homeworld+SoundtrackNa soundtrack z Homeworlda I składa się trzynaście utworów autorstwa średnio znanego w branży Paula Ruskay’a, szefa firmy muzycznej Studio X Labs**. Wyjątek stanowi, puszczane w czasie ostatniej misji, Adagio for Strings Samuela Barbera w wersji Agnus Dei z roku 1967 i powiem Wam, że było to najlepsze – bo na chwilę obecną jedyne – wykorzystanie tego utworu w historii gier wideo. Podkreślające ciężką sytuację i osamotnienie towarzyszące finałowej bitwie o przetrwanie resztek wypędzonej z rodzinnej planety rasy.

Pozostałe dwanaście utworów to połączenie ambientu z dodatkiem bliskowschodnich brzmień. Bardzo spokojnego ambientu, warto dodać, nawet gdy przygrywa w czasie działań wojennych, jak w przypadku rytmicznego Turanic Battle Music, niepokojącego Imperial Battle Music (tytuły nie są mocną stroną Paula) albo Swarmer Battle Musicktóre mogłoby towarzyszyć pustynnej batalii między Żydami i Fenicjanami. Z pozostałych warto wymienić uspokajające Kharak System oraz Garden View, podkreślające pustkę kosmosu Great Wastelands, mające pełne prawo znaleźć się na ścieżce dźwiękowej kosmicznego horroru Whispering Ocean oraz Bridge of Sighs. Cały soundtrack jest bardzo nastrojowy, ale zarazem bardzo spokojny, balansując między „opuszcza cię cały stres” a „jeszcze chwila i zaśniesz”. Sprawdza się przy czytaniu albo pisaniu, ale lepiej nie słuchać go na leżąco, a i z zapamiętaniem niektórych kawałków może być problem. Całość jest do sprawdzenia tutaj.

O ścieżce do Cataclysm mógłbym w sumie napisać to samo, z tą drobną różnicą, że Paul, tym razem współpracujący z Gregiem Sabitzem, poszerzył swoją bibliotekę dźwięków i zmontował z nich kilka razy więcej utworów niż w przypadku pierwszej gry. Dłuższy i bardziej zróżnicowany soundtrack, od czasu do czasu kojarzący mi się ze współczesną muzyką filmową, tylko dużo spokojniejszą, można przesłuchać o tutaj. Od razu dodam, że tylko muzyka z jedynki doczekała się oficjalnego wydania płytowego, dołączanego do edycji Game of the Year. Kataklizmowa to rip z płyty z grą.

Drugi powrót do domu

Cover1Kolejne dzieło Paula było zarazem podobne i bardzo odmienne od poprzednich. Bliskowschodnie brzmienia dostały dla siebie więcej miejsca, muzyka stała się nieco bardziej żywa, a oprócz instrumentów tu i ówdzie da się usłyszeć również męski wokal w sam raz pasujący do jakiejś oazy albo wieży minaretu. Weźmy na ten przykład The Pride of Hiigara, które zaczyna się niczym utwory z pierwszej gry, by gdzieś koło 20 sekundy skręcić w dotąd niezbadane okolice. Albo posiadające rytm Bentusi Arrive i Vaygr Bombers, „pustynne” Battle for Sajuuk oraz Sajuuk-Khar, stopniowo nabierające mocy The Age of S’jet czy przepełnione smutkiem i brakiem nadziei Planetkillers. Owszem, także tutaj można znaleźć sporo Paulowego, spokojnego ambientu, patrz Balcora, ale w porównaniu do pierwszej gry widać wyraźny postęp.

Ten soundtrack również nigdy nie został oficjalnie wydany, więc fani gry postanowili zrobić to na własną rękę. Tak powstał Homeworld 2 Community Soundtrack 2.0. Zawierający muzykę z gry oraz cutscenek, więc w czasie słuchania można trafić na dźwięki okrętów wychodzących z nadprzestrzeni czy buczenie komputerów. Nic poważnego, ale dobrze o tym zawczasu wiedzieć. Nieoficjalna płyta do zassania tutaj.

Ale paczemu?

Jakby ktoś się zastanawiał, to muzykę z Homeworlda wziąłem na tapetę z trzech powodów. Raz, że jest bardzo nastrojowa i pozbawiona w sporej części wokalu, co dla mnie, osoby dużo piszącej, stanowi wielki plus. Dwa, że jest częścią jednej z najlepszych gier w historii, o której warto przypominać zawsze i wszędzie. Wreszcie trzy, że jak dzieje tej gałęzi rozrywki długie i bogate, tak muzyki zasługującej na określenie mianem „pustynnej” czy „arabskiej” próżno szukać w wysokobudżetowych produkcjach. Medieval: Total War miał tego trochę, podobnie jak Assassin’s Creed, chociaż tam wyraźniejsze były motywy z muzyki chrześcijańskiej. Prince of Persia skręcał w orientalne klimaty, Stronghold: Crusade pewnie też, ale poza paroma rodzynkami niciewo. Zwłaszcza gdy mówiąc o pustyni ma się na myśli starożytny Egipt, Fenicję, Jerozolimę, Babilon i okolice, na długo zanim Rzymianie wpadli z wizytą i postanowili zostać.

PS: Ludzie zaczynają zamawiać u mnie teksty. Żeby mi jeszcze za nie płacili…

* Upadłego, ale niedawno przywróconego do życia.
** Które będzie tworzyć muzykę do zapowiedzianej, kolejnej części serii. Yay!