Przejdź do zawartości

Lag #2

Reading Time: 4 minutes

Czyli o papierowej publicystyce od graczy dla graczy słów kilkaset.

Okładka drugiego numeru magazynu LAG.

Chodzą słuchy, że Wielkie Imperium Papieru, jednoczące pod swym sztandarem nacje Pism, Gazet i Książek chwieje się w posadach, gdyż u jego granic stoją Cyfrowi Barbarzyńcy z wymalowanymi czytnikami ebooków na tarczach. Wielu wieszczy nadchodzącą inwazję, grabieże, palenie i zmierzch starego modelu wydawniczego. Widać te mrożące krew w żyłach prognozy nie dotarły do twórców LAG’a, skoro wydali swoje dzieło na papierze. I to już drugie z kolei.

Na początku muszę napisać, że bardzo cieszy mnie idea pisma zawierającego tylko i wyłącznie publicystykę. O ile recenzje lubię i sam je od czasu do czasu pisuję, tak czytując CD-Action (zdarza mi się, a sensowniejszej konkurencji nie widzę) czasem wzdycham za czymś więcej, niż kolejnym wypisem wad i zalet jakiejś nowości. Ok, cykl o gamedevie daje radę, ale poza tym za wiele na tych dziesiątkach kolorowych stron dla siebie nie znajduję. Dlatego LAG otrzymuje na starcie bonusowe punkty za sam fakt posiadania ambicji i próbę wprowadzenia ich w czyn.

A jak z realizacją? Różnie, aczkolwiek powodem nie jest typowa dla antologii nierówność tekstów. Jako osoba, która troszkę w tematach growych już siedzi, oceniam wyżej materiały w jakiś sposób dla mnie świeże, nawet jeśli napisane są typowo akademickim językiem, na widok którego mam ochotę wydłubać sobie oczy śrubokrętem. Stąd otwierająca drugi numer pisma Klatka z pikseli Michała Ochnika byłaby dla mnie z pewnością ciekawsza, gdyby nie poruszała jako tako znanego mi tematu. I miała tak ze dwie strony więcej, co jest generalnym zarzutem do większości tekstów, nawet tych najdłuższych. Z drugiej strony ja jestem dość wymagający klient, o ile sam nie opuszczę swoich standardów i jeśli widzę zgrabnie napisany i ciekawy (bo dla mnie świeży) artykuł, taki jak My life for Aiur! Aleksandra Borszowskiego na temat koreańskiej e-sceny Starcrafta, to podświadomie pragnę, by ostatnia strona nadeszła jak najpóźniej, a najlepiej nigdy.

Tak, drugi Lag jest za krótki i piszę to nie tylko dlatego, że pochłonąłem go w kilka godzin. Sporo tekstów porusza zagadnienia, które zasługują na minimum cykl artykułów, a nie tylko jeden parostronicowy tekst opatrzony dużą czcionką i paroma ilustracjami. Takie (bardzo dobre) Tabu czterech palców Bartłomieja Nagórskiego w zasadzie wyczerpało temat (chociaż można by dopisać jedno zdanko to tu, to tam), podczas gdy Opowiadać czy symulować?  oto jest pytanie Bartosza Kłody-Stanieckiego wyruszyło na wielką wyprawę badawczą w nieznane, by powrócić do domu po odkryciu i opisaniu pierwszej napotkanej po drodze wyspy. Samo w sobie nie jest to złe, wszak Lag to zbiór artykułów, a nie cegłowata monografia opatrzona tytułem zbudowanym z trzydziestu słów, jednak wolałbym, gdyby tykano mniej rozbudowanych zagadnień i opisywano je od A do Z. Przynajmniej potem zostaje w człowieku wrażenie, że stał się odrobinę mądrzejszy.

Reszcie tekstów w większości nie mam nic do zarzucenia, będąc zadowolonym z szerokiego wachlarza poruszanych w nich tematów. W Levelujących narkomanach Michał Puczyński podchodzi do zagadnienia uzależnienia od MMO w sposób naukowy, Michał R. Wiśniewski w Zakładnikach nostalgii oraz Marceli Szpak w Wyjściu z U. ruszają na wędrówkę po krainie wspomnień, a Bit ludzie Bartłomieja Kluski to interesujące spojrzenie na początki gamingu w naszym jakże pięknym kraju. Doceniam również tekst Pawła Schreibera o zakładnikach (pod jakże oryginalnym tytułem Z.a.k.ł.a.d.n.i.c.y. Za dużo S.t.a.l.k.e.r.a.?) oraz spojrzenie na produkcje wojenne okiem Piotra Sterczewskiego w Kto się boi gier wojennych?, które ładnie pokazuje, że pewne tematy, nawet w tak, wydawałoby się, tolerancyjnych i luźnych jak współczesne czasach, wciąż są tabu. Złota klatka Michała Ostasza jest ok, chociaż ponownie prosiłoby się o więcej przykładów, tekst Soni Fizek o Philu Fishu sprawił, ze za czorta nie mam ochoty sięgać po jego produkcje (oraz uświadomił mi, że pewnych ludzi po prostu nie da się lubić), zaś dwustronicowy Growy kac Adama Ugowskiego mógłby być zjadliwy, gdyby nie to, że porusza temat doskonale mi znany. Znaczy jako osoba masowo słuchająca soundtracków i czytająca czasem literaturę grową znam sporo sposobów na wypełnienie pustki po ukończonym tytule, dlatego ten jeden tekst uznaję za zbędny zapychacz. No i może jeszcze Zakładnika samotnej kanapy Adama Wieczorka, ale to tylko dlatego, że od dłuższego czasu procentowo więcej siedzę przy multi niż singlu i problem autora jest mi tak bliski, co kłopoty gospodarcze Mozambiku.

Z drobnostek – skład. Tu i ówdzie trafiłem na sierotkę, wdowę albo zdanie, z którego pierwsze słowo wisi sobie na końcu wiersza A, a cała długa reszta jest równo rozłożona w kolejnych. Wygląda to mało estetycznie, podobnie jak nierówne kolumny. Znaczy rozumiem, że nie każdy tekst był identycznie długi, ale jak kolumna lewa ma trochę wolnego miejsca na dole, a kolumna prawa u góry, to… to w sumie nic, ale znalazłem tylko jeden taki przypadek, więc domyślam się, że to zwykły pospolity error składu.

Chcecie podsumowania? Proszę bardzo: drugi Lag kosztuje 16 złotych i jest wysyłany za darmo, więc jak ktoś szuka zbiorku interesujących tekstów okołogrowych to powinien go koniecznie zamówić, bo stosunek ceny do jakości prezentuje się nadzwyczaj korzystnie. A jak kto ma co ciekawego do napisania, to niech wyśle do redakcji stosownego maila, bo prawie sto stron tekstów to dużo, ale wciąż za mało. Przynajmniej dla mnie.

 

Focie zgarnięte ze strony pisma.