Przejdź do zawartości

Fragment genderbenderowego szkicu autorstwa theartofshade.

Mario była kobietą

Wpis inspirowany ostatnim odcinkiem The Big Picture. Dla osób, które obejrzały i nie wiedzą, o co chodzi albo oglądać nie mają zamiaru: zadałem sobie pytanie „czy wiele by się zmieniło, gdyby odgórnie męski bohater gry X był kobietą, podczas gdy cała reszta pozostałaby niezmieniona?” i zabrałem się za spisywanie odpowiedzi. Spoiler – pierwszy, ale prawdopodobnie nie ostatni w tym tekście, bądźcie świadomi zagrożenia – w większości przypadków bardzo dużo.

Assassin’s Creed IV

Edward Kenway wersja żeńska autorstwa Cytanin.

Żeńska wersja Edwarda (brak stosownego imienia) stawiałaby pod znakiem zapytania sporą część historii postaci, począwszy od nieudanego związku (kobieta z kobietą, córką zamożnego kupca, oficjalnie, w XVIII wieku?) i motywacji do ruszenia na Karaiby, a skończywszy na posiadaniu dziecka. Z drugiej jednak strony zmiana płci pozwoliłaby na urozmaicenie męskiego w dużym procencie świata piratów i zagranie kobietą posiadającą przez większość czasu zdecydowanie więcej cech negatywnych, niż pozytywnych i powolutku się z nich otrząsających. Plus otrzymalibyśmy w ten sposób drugą (albo trzecią) imienną asasynkę w grze, a to zawsze rzecz warta poparcia.

Batman: Arkham City

Żeńską wersją Batmana mogłaby być zarówno Batgirl, jak i Batwoman w osobie femme fatale (playgirl?) Bruce (brak odpowiednika żeńskiego) Wayne. Z punktu widzenia fabuły zmiana byłaby o tyle istotna, że nagle Catwoman i Talia al Ghul zmieniłyby orientację seksualną, w drużynie „tych dobrych” stosunek płci stałby się bardziej wyrównany (Batwoman i Batgirl z jednej strony, a Robin, Alfred i okazjonalnie Nightwing do spółki z Gordonem z drugiej), a Mroczny Rycerz Gotham byłby jedną z niewielu kobiet – drugą obok Catwoman – nie będących przestępcami, a zamkniętych w kompleksie Arkham City. Plus dostalibyśmy grę z superbohaterką w roli głównej wcześniej, niż film i/lub grę z Wonder Woman w roli protagonisty. Shame on You, DC.

Ewentualnie możemy po prostu uznać, że rolę Batmana w Arkham City przejęła oficjalnie istniejąca Batwoman i szlus.

Bioshock: Infinite

Booker deWitt AngeliBermudez.

Tutaj robi się niezły hardkor, biorąc pod uwagę, że Booker (nie znalazłem wersji żeńskiej tego imienia) był w grze zarówno detektywem z problemami, jak również religijnym przywódcą Columbii (alternatywne rzeczywistości i takie tam). Pani deWitt byłaby zatem zarówno matką (?) Comstock, co w religii zazwyczaj niedopuszczającej kobiet do stanu kapłańskiego i twardo obstającej przy tradycjach stanowiłoby krok niemalże rewolucyjny, jak i panią detektyw, która z powodu długów hazardowych oddała własne dziecko i teraz próbuje je uratować, zabijając po drodze setki żołnierzy i policjantów z podniebnego miasta. Miasta, gdzie przywódcą rewolucji robotniczej również jest kobieta, Daisy Fitzroy, zaś Comstock posiada partnerkę, domniemaną matkę Elizabeth, co czyni całą władzę w Columbii i okolicy jednopłciową. Skoro zaś nie zmieniamy nic poza płcią protagonisty, to wychodzi na to, że Jagnię z Columbii posiadałoby dwie matki, umacniając jej status cudownego dziecka. Pani deWitt byłaby również praktycznie jedyną kobietą-żołnierzem walczącą pod Wounded Knee, co stanowiłoby interesującą historię samą w sobie.

Brütal Legend

Edwina (ewentualnie Edwena) Riggs, mistrzyni gitary i mechaniki samochodowej, przeniesiona w czasie i przestrzeni do Krainy Metalu(TM), walcząca toporem o wielce wymownej nazwie Separator i próbująca obalić tyranię okrutnego cesarza. W warstwie fabularnej zmieniłoby to w sumie niewiele, jeśli nie liczyć – znów – wątku romansowego (chociaż epilog trudno nazwać klasycznym happy endem, więc…), za to dałoby okazję do pobiegania cyfrową wersją Joan Jett. No bo skoro męski oryginał wzorowano na Jacku Blacku, tylko trochę w barach szerszym, to głosu i ciała dla wersji żeńskiej mogłaby użyczyć wokalistka nieistniejącego już (dobrze mówię?) Blackhearts.

Darksiders

Pani Wojna autorstwa Hoodsuna.

Wojna (w sumie żeńskie imię) i bez zmiany płci jest cegłą na dwóch nogach, mówiącą pełnym agresji głosem przez stale zaciśnięte zęby, więc dodanie biustu niewiele by jej dodało bądź ujęło. Znaczy poza faktem, że wielka wojowniczka o białych włosach wywijająca dwuręcznym mieczem i dosiadająca ognistego konia wyglądałaby znacznie lepiej od swej męskiej wersji. Plus dzięki takiej zmianie stosunek płci wśród Jeźdźców wyniósłby 2:2, zamiast 3:1.

Devil May Cry

O ile samo istnienie żeńskiego Dantego (ponownie brak odpowiedniego imienia) nie wniosłoby wiele, jeśli nie liczyć innego wydźwięku paru cutscenek z udziałem żeńskich bossów, na przykład tej, tak sprawiłoby, że praktycznie aż do 4 części ekipa szeroko pojętych „dobrych” byłaby stuprocentowo żeńska. Jedynym wyjątkiem chłopięco wyglądający Nero, ale to raczej dodatek, niż stały element składu. Poza tym najfajniejszą częścią zmiany płci byłoby obserwowanie ubranej na czerwono, aroganckiej, białowłosej córy potężnego demona, z radością wywijającej mieczem wielkości drapacza chmur i od czasu do czasu surfującej na rakiecie.

God of War

Bogini Wojny od LadyLemonCosplay.

Kipiąca testosteronem i warcząca na wszystko i wszystkich Kratos (a? e?), ubrana jedynie w przepaskę biodrową i malunki na całym ciele (stanik? A po co?), setkami wycinająca potwory z greckiej mitologii i brutalnie mordująca bogów. Co jakiś czas również grzmocąca się z przynajmniej dwiema Greczynkami, co biorąc pod uwagę jej atletyczny wygląd z pewnością wyglądałoby interesująco. Nawet historia z utraconą rodziną nie straciłaby zbyt wiele sensu (za wyjątkiem kawałka o dziecku), skoro jej bohaterką byłaby córa Sparty, ucinający łby hydrze „baba z jajami”, która niekoniecznie musiała gustować w mężczyznach. Nie w antycznej Grecji. Gra zyskałaby zresztą dodatkowego smaczku, biorąc pod uwagę, że po ubiciu Aresa w pierwszej części Kratos zajmuje jego tron. Dwie boginie wojny na Olimpie?

Grand Theft Auto: Vice City

Kobieta z blizną byłaby o tyle ciekawa, że tak w filmie de Palmy, jak i w wielu podobnych dziełach panie stanowiły raczej dodatek do świata gangsterów, aniżeli wiodącą siłę. A tutaj proszę, Tamsin (żeńska wersja imienia Tommy. Ewentualnie Thomasina) Vercetti, która zaczyna swoje życie w Vice City jako spłukana dziewczynka na posyłki, a kończy jako nieoficjalna władczyni całego miasta, trzymająca policję głęboko w kieszeni i zarabiająca na prostytutkach, handlu narkotykami, filmach porno i przemycie broni. W hawajskiej koszuli i z karabinem w łapie czyszcząca miasto z konkurencji i zarządzająca swoim imperium z wielgachnej, prywatnej rezydencji. Regularni mafiozi? Faceci. Bliscy współpracownicy oraz zaufani ludzie? Również faceci, ale wszystkie sznurki trzyma kobieta.

Jeszcze ciekawiej zamiana wypadłaby w przypadku San Andreas i Carli „CJ” Johnson, (prawie) jedynej czarnoskórej na dzielni. Zwłaszcza biorąc pod uwagę, że wszyscy ziomale traktowaliby ją jak swoją i zupełnie nie zwracaliby uwagi na płeć, tak jak czynią to w przypadku oryginału.

Just Cause 2

Nie znalazłem żeńskiej wersji Rico, więc wrzucam fotę jego koleżanki po fachu, agentki Jade Tan.
Nie znalazłem żeńskiej wersji Rico, więc wrzucam fotę jego koleżanki po fachu, agentki Jade Tan.

Rico Rodriguez zmieniłby się w Ricardę Rodriguez, agentkę CIA latynoskiego pochodzenia, która w pojedynkę wysadzałaby bazy wojskowe oraz platformy wiertnicze, niszczyła pomniki, zestrzeliwała rakiety kosmiczne w locie, wspomagała trzy różne organizacje przestępczo-rewolucyjny i generalnie destabilizowała sytuację w pewnym południowo-azjatyckim, wyspiarskim państewku. A to wszystko z pomocą szerokiego arsenału broni palnej, ukradzionych pojazdów wojskowych (byłaby zdolna porwać atakujący ją helikopter szturmowy. Serio serio) oraz zarąbistego grappling hookaumożliwiającego błyskawiczne przemieszczanie się na krótkie dystanse i stuprocentowy ratunek w razie upadków z dużej wysokości. Plus jej model mógłby być wzorowany na Michelle Rodriguez (nawet nazwisko się zgadza!), a głos podkładany przez nią samą, co podbiłoby ocenę gry w branżowych pismach i serwisach przynajmniej o pół punktu.

Mario

Włoska pani hydraulik (z wąsem. Bo dlaczego nie?) Maria ratująca księżniczkę Peach z pomocą brata Luigiego przed krzyżówką żółwia i smoka. I tak rok za rokiem i na każdej możliwej platformie, zgodnie z nieśmiertelną wolą Nintendo. Gra obwiniana o używanie jednej z najstarszych klisz fabularnych świata byłaby przez tę dość prostą zmianę uznawana dziś za awangardę postępu, a biorąc pod uwagę, że większość Mario to praktycznie ta sama gra, pozytywny trend trwałby praktycznie w nieskończoność.

Monkey Island

Aspirująca piratka (nie znalazłem żeńskiej wersji imienia Guybrush. Męskiej zresztą również brak w oficjalnych zestawieniach), życiowa pierdoła, która dzięki determinacji, sprytowi oraz odrobinie szczęścia zdobywa upragnioną profesję. A jak już zdobędzie, to zaraz wpakuje się w kolejne kłopoty. Zmiana płci rzuciłaby nowe światło na historię jako całość – kobieta aspirująca do męskiej roli i tak dalej – to jeszcze dodałaby pikanterii trójkątowi Guybrush-Elaine-LeChuck, w którym do tej pory dwaj panowie, w tym jeden umarlak, walczyli o serce jednej damy z charakterem.

Painkiller

Danielle wyglądałaby prawdopodobnie tak (minus czaszka na koszulce). Zdjęcie autorstwa weirdtakoyaki.

Danielle (tutaj odmian jest dużo, więc nie będę wszystkich wymieniał) Garner ratująca swoją żonę (w roku 2004) z łap zamieszkujących Piekło demonów z pomocą bogatej kolekcji broni palnej, w tym wyrzutni kołków (a w zasadzie całych pni) oraz miotaczy szurikenów (i piorunów). Sama postać raczej niewiele by się zmieniła, gdyż stanowi przykład kolejnego maczo w skórzanej kurtce, z kwadratową szczęką i dwudniowym zarostem – patrz okładka – więc dostalibyśmy pewnie równie ponuro wyglądającą panią w stylu Punishera.

Planescape: Torment

Zmiana Bezimiennego na Bezimienną nie tylko pozwoliłaby na poszerzenie skromnego asortymentu gier koncentrujących się na protagonistce, miast traktujących jej historię jedynie jako dodatek do opowieści o ratowaniu świata czy czymś w ten deseń (patrzę na ciebie, Mass Effect!), ale jeszcze dałaby branży brzydką postać kobiecą. Nawet bardzo, bo oryginał jest zwyczajnie paskudny. Pamiętając zaś o tym, że Torment uznawany jest za masterpiece w dziedzinie growego opowiadania historii, a wydany został w roku 1999, podejrzewam, że wydawcy traktowaliby gry z kobietą w roli głównej nieco łagodniej, niż mają to obecnie w zwyczaju.

Prince of Persia (trylogia Piasków Czasu)

Księżniczka Persii aurostwa Styoo.

Biorąc pod uwagę, że praktycznie w każdej części pojawiał się zarówno bohater, książę, jak i towarzysząca mu bohaterka sztuk minimum jeden, tak zamiana następcy na następczynię tronu z deka zaburzyłaby proporcje. Za to pozwoliłoby na obserwowanie zakutej w pancerz (lekki, stosowny do temperatury) księżniczki (odpada problem z wyszukaniem żeńskiego imienia) szatkującej potwory w slow motion i wykonującej dzikie akrobacje nad śmiertelnie groźnymi pułapkami. Sama fabuła na zmianie niewiele by ucierpiała. Podejrzewam nawet, że wcale, jeśli nie liczyć wątków romansowych. Jeśli bowiem pamięć mnie nie myli płeć księcia nie grała w jego perypetiach żadnej istotnej roli.

Serious Sam

Ubrana w podkoszulek, dżinsy i przeciwsłoneczne okulary Sam (nawet imienia nie trzeba zmieniać) tłukąca w Egipcie setki wrogów z pomocą bogatego arsenału broni palnej. Stereotypowy, nieco ironicznie przedstawiony archetyp macho w damskim wydaniu. Do samej fabuły zmiana nie wniosłaby zbyt wiele, ale z pewnością zostałaby zauważona przez krytyków jako przykład próby odwrócenia schematu. A że gra była swego czasu hitem, to i próbę uznano by pewnie za udaną.

Inna możliwość – Atomowa Księżna (czy tam Diuszesa, zależy jak tłumaczyć). Internet podpowiada, że wyglądałaby tak. Ewentualnie tak.

Spec Ops: The Line

Przypadek dość szczególny. Nie dość, że byłaby to pierwsza (albo jedna z pierwszych) gier poruszających tematykę PTSD wśród żołnierzy, to jeszcze jej bohaterką byłaby Martina, kobieta z Delta Force (nie znalazłem informacji, by panie mogły doń należeć), dowódca trzyosobowego oddziału oraz zbrodniarz wojenny (słynna scena z białym fosforem) w jednym. Duża ilość trudnych i niepopularnych tematów upakowana w jednym tytule i jednej postaci. Oryginał wywołał sporo szumu, wersja z Walkerem kobietą wywołałaby go prawdopodobnie z pewnością jeszcze więcej.

The Last of Us

Grać nie grałem, ale tak jak koncept ojcostwa jest w wysokobudżetowych tytułach poruszanych rzadko – zbyt rzadko – tak macierzyństwa jeszcze rzadziej. Zwłaszcza macierzyństwa przybranego (chyba tylko Amy próbowała coś z nim zrobić, a i to przy okazji uciekania z miasta pełnego zombiaków), zmuszonego do stawiania czoła zagrożeniom świata po apokalipsie. Gra zebrała masę pozytywnych ocen, toteż jej zmieniona wersja z dwiema kobietami w rolach głównych miałaby zapewne pozytywny wpływ na dystrybutorów.

Warhammer 40K: Dawn of War 2

Kanoniczka Cór Imperatora. Zdjęcie autorstwa użyszkodnika dry850610.

Przypadek problematyczny. Zarówno w podstawce, jak i Chaos Rising obecność kobiety jako głównej bohaterki byłaby niemożliwa. Space Marines to zakony czysto męskie, panie służą gdzie indziej – w Inkwizycji, Adepta Sororitas i tak dalej. Z drugiej jednak strony gdyby wykopać Krwawe Kruki, a w ich miejsce wstawić któryś z odłamów Sióstr Bitwy, do tej pory obecnych jedynie w Soulstormie, dodatku do pierwszej części i skupić fabułę tylko na nich… Nie twierdzę, że stanowią ciekawszy materiał od zakutych w pancerze wspomagane rycerzy przyszłości, ale Sororitki to na tyle rzadko wykorzystywany materiał, że sięgnięcie po niego wywołałoby co najmniej zaciekawienie fanów.

Warhammer: Dark Omen

Morgana Bernhardt, sarkastyczny, ale honorowy i waleczny dowódca słynnej kompanii najemników. Nieugięcie walcząca ze skavenami, orkami i umarlakami, dzierżąca ognisty miecz zdolny ciskać kulami ognia i osobiście prowadząca natarcia na czele oddziału ciężkiej kawalerii. Bohaterka Imperium (to druga gra z serii, w pierwszej sporo się działo), której udało się zyskać przyjaźń, a przynajmniej szacunek władcy państwa, samego Karla Franza. Stanowiłaby przy tym właściwie jedyną kobietę wojującą, gdyż kilka innych, spotykanych po drodze pań to albo czarodziejki, na przykład Lodowa Królowa, władczyni Kisleva, albo szlachcianki.

Wiedźmin

Wiedźminka oczyma Roberta Adlera. Większa wersja do obejrzenia tutaj.

Ho ho, to byłaby dopiero zmiana! Oficjalnie potwierdzono by istnienie wiedźminek (Ciri wyjątkiem, a o serialu/filmie nie rozmawiamy), uczyniono z jednej z nich przyjaciółkę i ochroniarza królów i przy okazji stworzono chyba pierwszego wysokobudżetowego erpega z masą postaci i wątków lesbijskich. Powaga, pomyślcie o zbieranych w pierwszej części kartach w liczbie 26, w tym między innymi Triss, księżniczki Addy czy wampirzycy znanej jako Królowa Nocy, bądź też regularnych scenach chędożenia z dziwkami i Triss w części drugiej. A nadchodzący wielkimi krokami Dziki Gon i trójkąt miłosny Geralt(a?)-Triss-Yennefer? Niejednego komentatora na samą myśl chyba szlag by trafił (albo dopadła erekcja). Co prawda niejako przy okazji oficjalny ośmioksiąg wiedźminowski należałoby wyrzucić do kosza, ale bądźmy szczerzy – jak wiele osób naprawdę przejmuje się Geraltem z powieści, zwłaszcza wśród graczy spoza Polski?

 

A wy co byście dodały (bądź dodali) do listy? Propozycje można składać w komentarzach oraz tutaj.