Przejdź do zawartości
Wpis sponsoruje bober. Bo tak.

Miałkość nad miałkościami i wszystko miałkość

Czyli odpowiedzi na dużego kalibru zarzut słów kilkaset.

Z góry ostrzegam, że jeśli za miesiąc zostaniemy uraczeni podobnie miałkim, niezmuszającym do kombinowania i ciekawych przemyśleń tematem, wypisuję się z tej zabawy.

Takie oto słowa napisał Michał w ramach wstępu do swojej notki na drugą edycję KGB (których w sumie mogłem się spodziewać jako wielomiesięczny czytelnik jego bloga). Pomijam kwestię „wypisania się z zabawy”, gdyż inicjatywa nie jest przymusowa i jak ktoś nie chce, to nie bierze udziału i nikt go z tego powodu nie będzie rozliczał ani po sądach ciągał, co zresztą można wyczytać w „regulaminie” inicjatywy. Kojarzy mi się to z homoseksualistą, który wszedł do pubu, odłączył muzykę, wspiął się na środkowy stolik i krzyknął przez megafon: „Tak, jestem gejem i jestem z tego dumny, a jeśli ktoś z was [tu wstaw wulgaryzmy] ma z tym problem, to niech mi to powie w twarz!”, nie zauważając, że zrobił to w największym klubie gejowskim w tej części kuli ziemskiej. Bardziej zainteresowały mnie oskarżenia o tworzenie „miałkich, niezmuszających do kombinowania i ciekawych przemyśleń temat”.

Och really… (tu wyobraźcie sobie zdziwionego bobera lekko unoszącego brew)?

Nie będę zaprzeczał, że „moja growa edukacja” została wybrana z myślą o zachęceniu jak największej grupy ludzi do udziału w Karnawale. Każdy gamer jest w stanie powiedzieć, kiedy zaczął się jego romans z piecem/konsolą i co z tego wynikło, więc dla młodej inicjatywy wydał mi się on idealny, co zresztą w jakimś tam stopniu potwierdziła liczba uczestników. Podobnie każdy jest w stanie skreślić kilka słów na temat ukochanej przez niego muzyki lecącej w słuchawkach w czasie masakrowania kolejnej hordy worków XP-ów, dla niepoznaki nazwanych zombiakami. Jak dla mnie problem „listy soundtracków” leży zupełnie gdzie indziej, niż w tytule otwierającej daną edycję Karnawału notki.

Widzicie, ja nie jestem fanem zrzucania odpowiedzialności za czyny ludzkie na martwe obiekty. To nie broń zabija, tylko ludzie pociągający za spust, ergo zakaz dostępu do spluw i lotne patrole konfiskujące narzędzia zbrodni (oraz zsyłające posiadaczy na Sybir czy gdzieś tam) nie spowoduje automatycznie obniżenia poziomu przestępczości. Z tego to powodu daleki jestem od uznawania tematu dowolnej inicjatywy blogerskiej za miałki. To nie temat jest miałki. To uczestnicy idą po najmniejszej linii oporu (co, wbrew pozorom, nie jest pociskiem, ale do tego jeszcze dojdziemy).

Temat jedynki brzmiał, przypominam, „moja growa edukacja”. Pierwsza myśl przychodząca do głowy to, oczywiście, jak dana osoba zaczęła grać i dlaczego. Pierwsza, a co za tym idzie najprostsza i najbardziej leniwa, bowiem tuż za rogiem czekają zdecydowanie oryginalniejsze, a przez to ciekawsze. Można było napisać o kursie level designerów organizowanym swego czasu przez TechlandO serwisie gamedev. O aktualnie zawieszonej inicjatywie Adamantytowa wieżaktórya przez X lat zrzeszała polskich twórców modów do Morrowinda. Można było pokusić się o tekst na temat, czy i jaką wiedzę można wynieść z rozgrywki w Europa Universalis, albo dowolną inną, historyczną grę Paradox Interactive. Jak granie wpływa na wiedzę i umiejętności językowe gamerów. Jak można przemycić elementy edukacyjne do gier. W jaki sposób bycie raid leaderem pozwala nauczyć się zarządzania zespołem. Jasne, w takim wypadku odpadnie nam z tematu głównego słówko „moja”, ale jak napisane jest w „regulaminie”, temat Karnawału może być potraktowany luźnie. „Growa edukacja” wciąż tyczy się edukacji i jest związana z grami, więc wszystko gra (You see what I did there?).

Oczywiście można się spierać o to, czy takie podejście nie jest już luźne i nie stawia idei tematu Karnawału pod znakiem zapytania wielkości K2, ale właśnie dlatego rzeczone tematy z założenia mają być jak najbardziej ogólne i możliwe do rozpatrywania na wiele sposobów. Dlatego w poście otwierającym pierwszą edycję KGB zamieściłem mnóstwo pytań pomocniczych i miast pisać o swoich growych początkach w ogóle, skupiłem się na pierwszych latach tłuczenia w multi. Gdzie jasne, pozwoliłem sobie na mnóstwo wspominek, ale przy okazji – a przynajmniej mam taką nadzieję – przemyciłem parę ciekawostek na temat tamtych lat oraz nieco innego niż współczesne spojrzenia na gry video. Co nie zmienia faktu, że mogłem nieco inaczej ująć temat, więc wszelką krytykę pierwszej edycji biorę na klatę. Co mnie nie zabije, to spowoduje trwałe kalectwo.

O ile rozumiem, że pierwsze KGB mogło nie przypaść wszystkim do gustu, tak nie chwytam problemu, jaki Michał ma z tematem drugiej edycji. „Dźwięki pikseli”. Muzyka w grach, gry muzyczne (może te starsze od Guitar Hero?), kompozytorzy, technologie, standardy, przenikanie się medium growego i filmowego, kolekcjonerstwo, nurt wschodni i zachodni, remixy, covery, fanowskie soundtracki i dużo, dużo więcej. To nie jest temat ze słówkiem „mój”, nakierowujący myśl uczestnika na pewne określone tory. To jest temat tak bardzo ogólny, jak to tylko możliwe, wręcz zachęcający do szerszego spojrzenia. Niezmuszający do kombinowania? Miałki? Może mój słownik podaje inne definicje tych słów, albo też zwyczajnie nie patrzę na całą akcję przez pryzmat najczęściej wybieranych przez uczestników tematów.

Ujmę sprawę inaczej. Destructoid był w stanie przeprowadzić głęboką analizę utworu Dancing Mad, masterpiece Nobue Uematsu, z punktu widzenia tak muzyki, jak i umieszczając go w kontekście samej gry. Tekst w sam raz na tę edycję KGB. Ktoś inny mógł pokusić się o rozpracowanie One Winged Angel, do którego Uematsu wykorzystał słowa ze średniowiecznego zbioru poetyckiego Carmina Burana (tak, w środku jest nie tylko O Fortuna), przyjrzeć się warsztatowi Jeremy’ego Soula, efektom współpracy Zimmera z twórcami Modern Warfare albo chociażby twórczości Lindsey Stirling. Oczywiście zakładając, że mamy gdzieś pod ręką osobę tak mocno zainteresowaną muzyką, że czytanie nut jest dla niej równie proste, co zmontowanie kanapki, a do nastrajania gitary nie potrzebuje niczego poza sprawną parą uszu. Łatwiej jest jednak przyjąć, że takowego kogoś nie mamy. Mamy za to Rankina, który napisał coś niecoś na temat komponowania muzyki do gier w dobie Amigi i Atari. Tak, jego notka wygląda jak zbiór ulubionych soundtracków, ale przykłady przeplatane są wartym uwagi tekstem. Ja z kolei pozwoliłem sobie napisać kilka słów o inicjatywie OverClocked Remix, do której zresztą Michał wrzucił linka w swojej notce. Zresztą bądźmy szczerzy, opisanie ostatnich muzycznych dokonań Riotu (współpraca z Crystal Method albo Djerv, Daylight’s EndHere Comes Vi i tak dalej) nie wymaga dyplomu doktora habilitowanego muzykologii, a nie musi się też sprowadzać do wypisania najlepszych kawałków.

Z troszkę innej parafii. Szósta edycja Karnawału Blogowego RPG miała za temat „śmierć w RPG”. Co napisała jedna z uczestniczek? O tym, jak to sesje PBF umierają i dlaczego tak się dzieje (linka nie dam, bo już nieaktywny, #smuteczek). W pozostałych również można natrafić na teksty bardzo luźno odnoszące się do tematu, wybierającego z niego czasem ledwo jedno słówko, co w żaden sposób nie umniejsza ich wartości.

Więc gdzie jest problem: w „miałkim i nie dającym pola manewru” temacie akcji, czy jego „ograniczonych i patrzących jednotorowo uczestnikach”? Powiedziałbym, że i tu i tu (nie brać mi tego do siebie, ok?), ale nie jestem zwolennikiem słowa „problem”, gdyż nie uznaję KGB za inicjatywy, która ma otwierać komuś oczy albo zmienić odbiór rzeczywistości (dlatego argument o „temacie niezmuszającym do myślenia” uważam za śmieszny, a wręcz szkodliwy). Wymiana myśli, zachęcanie do dyskusji, aktywizacja blogerów, takie cele wymieniam w „regulaminie”. Ktoś zechce napisać coś mało głębokiego, opartego na kwadransie myślenia i pisania? Jego wola, jego prawo. Może mi się nie spodobać, ale nie będę z tego powodu negatywnie oceniał reszty. Idąc tym tokiem rozumowania nie kupię trzeciego Laga, bo (uwaga, szpila) tekst Michała z numeru drugiego był dla mnie średniawy (bo troszkę był, o czym zresztą pisałem). Ale nawet, gdyby połowa z nich taka była (a nie była. O oryginalności czy „głębi” można spekulować), to i tak sięgnę po trójkę. Z ciekawości chociażby, chociaż wiedząc, że tematem przewodnim będzie „bój się”, oczyma wyobraźni widzę kilka tekstów na temat horrorów, istoty straszenia i tak dalej.

Czy to źle, że blogerzy wypisują listy ulubionych soundtracków? Jeśli szukam w ich pisaninie czegoś nowego i zaskakującego, to i owszem, jest. Z drugiej strony nie każdy zna się dobrze na muzyce (Borys napisał o tym kilka mądrych słów), nie każdy wychodzi poza jej słuchanie, ma czas, pomysł albo zdolności, by myśleć poza pudełkiem. Co nie przeszkodziło takiej Aeth (która sama stwierdziła, że ciężko jej pisać o muzyce) przemycić kilka wartych rozważenia myśli w opisie swojego ulubionego soundtrackuDevi napisała o gwiazdach jrocka współpracujących z branżą gier, który to wpis ma dla mnie taką samą wartość, jak artykuły z Laga opisujące wschodnią gałąź gamingu. Jasne, przydałoby się go troszkę pogłębić, ale w obecnej formie daje radę. No i nie zapominajmy o tym, że minimum jedna osoba zaczęła blogować dzięki inicjatywie. Mówcie, co chcecie, ale to dla mnie najlepszy dowód na to, że pomysł chwycił i ma sens. Hell, nawet listy ulubionych utworów są wartościowe, bo przypominają o wartościowych tytułach ukrytych w przepastnych archiwach mego zapchanego umysłu. Nie mówiąc już o tym, że rzeczy wybitnie dobrych zawsze jest mało, a na dodatek otacza je morze przeciętności. To norma, trzeba z nią żyć.

Wychodzi więc na to, że to kwestia wymagań. Albo oceniania idei nieodpowiednią miarą, co wychodzi na to samo. Albo niezrozumienia z mej strony. Albo… No dobra, już nie będę. Tak czy siak zasugerowałem Michałowi, by zajrzał do Noobirusa i zgłosił się do prowadzenia trzeciej edycji Karnawału Graczy Blogerów. Liczę na to, że podejmie wyzwanie i pokaże mi, co rozumie pod pojęciem „głęboki, zmuszający do kombinowania i ciekawych przemyśleń temat”. Mam nadzieję (i tylko nadzieję, jakby ktoś się chciał bawić w nadinterpretację), że nie przegnie, inaczej może wyjść jak z 47 edycją Karnawału Blogowego RPG, która zebrała rekordowo niską liczbę notek.

Chceca o tym pogadać? Może tutaj?