Przejdź do zawartości
EA, robisz to źle. Znowu!

To nie jest miasto dla ludzi biznesu

Po czym poznać, że gra stworzona została przede wszystkim z myślą o portfelu twórcy, a zadowolenie gracza zepchnięto gdzieś na dół listy? Po przydatności i banalności opcji objętych pakietem premium.

Podejrzewam, że większość moich czytelników wie, czym są gry Free to Play, do której to niesławnej rodziny SimCity BuildIt bez wątpienia należy. Pozostałych informuję, że są to produkcje oparte na regule „chcąc grać musisz zapłacić czasem albo pieniędzmi”. Chcecie mieć w swoim mieście przepiękny zamek dający chore bonusy do wszystkiego? Możecie albo zaczekać siedem dni i ani trochę nie zubożeć, albo zapłacić dwa złote i mieć go od razu. Gry tego typu są więc teoretycznie darmowe, ale bez płacenia prawdziwymi pieniędzmi – czyli korzystania z opcji premium – obcowanie ze znaczną częścią z nich szybko robi się męczące. Wymaga bowiem czekania. Wielogodzinnego, a w skrajnych przypadkach nawet wielodniowego, w czasie którego można tylko tępo gapić się na ekran. Plus, oczywiście, wszystkie najfajniejsze i najprzydatniejsze opcje, budowle i przedmioty wymagają sięgnięcia do portfela. Na czymś wydawca musi przecież zarabiać.

Jak zapewne się domyślacie grę opartą o taki model płatności da się zrobić dobrze lub źle. Dobrze jest wtedy, gdy gracz nie płaci, ale mimo to ma poczucie, że jego działania coś wnoszą. Progres może być niewielki, gorszy nawet od osiągów Andy’ego Dufresne, ale istotne, by był. Źle jest wtedy, gdy gracz mimo miesiąca klikania czuje się jak rolnik na ugorze uzbrojony jedynie w pogiętą łyżkę i worek karłowatych sadzonek. Zgodnie z pielęgnowaną od paru lat tradycją, Electronic Arts zrobiło źle, a żeby było śmieszniej najmocniej spieprzyło ten element gry, który teoretycznie spieprzyć jest najtrudniej.

BuildIt3
Sklepik „U Bobera” i najtańsze drewno w okolicy!

Powyższy obrazek pochodzi z mojego centrum handlowego, które inni gracze mogą odwiedzać w celach zakupowych. Jak widać domyślnie dostępnych jest tylko sześć półek na towary, a kolejne można dokupić za SimCash, czyli walutę premium. Najtańszy pakiet 250 SimCash kosztuje 20.66 złotych, więc za niemalże jeden bilet do kina można kupić 25 dodatkowych półek. Brzmi sensownie, póki człowiek nie zorientuje się, jak bardzo cały system handlu jest skaszaniony.

Przede wszystkim towar wystawiony podlega ograniczeniom. Może go być maksimum 10 sztuk i posiada nieprzekraczalne wartości ceny minimalnej oraz maksymalnej. Brzmi to sensownie w przypadku rzeczy cennych lub rzadko spotykanych, na przykład pozwalających na powiększenie dostępnego pod zabudowę terenu, ale sens dostaje kopniak w słabiznę w przypadku produkowanego hurtowo metalu albo drewna. Wymusza bowiem wystawianie ich w małych paczkach, nawet jeśli w magazynie zalega ich dużo więcej. Bez sypnięcia pieniądzem zabawa w eksportera-hurtownika pozbawiona jest więc sensu, bo całe dostępne miejsce zostaje zajęte w tempie błyskawicznym.

„Ale co to za problem wycofać niepotrzebny towar i zrobić miejsce na inny?”, spytałby ktoś. Jak się okazuje wielki, bo towaru z półki nie można przesunąć z powrotem do magazynu. Nie można też zmniejszyć jego ceny albo manipulować przy ilości. Można go tylko wyrzucić. Wystawiłeś na sprzedaż cenny i rzadki przedmiot, który akurat by ci się przydał do ulepszenia jednego z budynków? Strasznie mi przykro, ale zużyliśmy dziś wszystkie faki, proszę użyć kosza albo się odczepić. Zaś najśmieszniejsze w tym wszystkim jest to, że opcja wyrzucenia jest płatna. Trzeba wybulić 1 sztukę SimCash, by półka na towar stała się pusta. Innymi słowy nie dość, że płacę za miejsce do handlu, nie dość, że towar zostaje tam zablokowany, póki ktoś go nie kupi, nie dość, że żadnym sposobem nie mogę go odzyskać, to jeszcze muszę bulić za jego utylizację. To już Empik stawia uczciwsze warunki.

BuildIt4
Mimo reklamy nikt nie chciał kupić. Do wyrzucenia!

A wiecie, co w tym wszystkim jest najnajgorsze? To, że prawdopodobnie nikt wystawionych przeze mnie rzeczy nie kupi. Nie kupi, ponieważ ich nie zobaczy. Dostęp do cudzych towarów można uzyskać tylko poprzez odwiedzenie jego miasta. Odwiedzić cudze miasto można za pośrednictwem listy znajomych albo Global Trade HQ, budynek, gdzie trafia góra kilkanaście towarów reklamowanych przez ich posiadaczy. Reklama każdego towaru trwa tylko kilka minut i może zostać przeprowadzona tylko raz. Nie „raz na godzinę” czy „raz za darmo i potem nieskończenie wiele, złotówka za sztukę”. Nie, raz jeden na wieczność, po którym to fakcie znika on z rejestrów. Albo więc posiada się mnóstwo znajomych, którzy będą cię regularnie odwiedzać i kupować, co im potrzeba, albo wystawione w sklepie towary będą leżeć i czekać końca świata. A będą, ponieważ w grze nie ma opcji „odwiedź losowe miasto”, nie ma listy miast uszeregowanych alfabetycznie, nie ma żadnej sensownie działającej metody na odwiedzenie miast spoza listy przyjaciół.

Mogę więc albo połączyć grę z Facebookiem, sięgnąć po portfel, albo zignorować istnienie całkiem dochodowego handlu między graczami. A że ceny w grze są wzięte z kosmosu, zaś pieniądze zdobywa się rzadko i bardzo mało, jest niczym więcej, jak testem cierpliwości. Testem, który pewnie sporo graczy obleje i zapłaci tych kilka dolarów, byle móc cieszyć się wszystkimi możliwościami gry, chamsko przez nią blokowanymi. Jak to mawiał klasyk: „EA. EA never changes„.