Przejdź do zawartości

DLC oczami przeciętnego gracza.

Nie takie DLC straszne #2

Ciąg dalszy o tym, dlaczego DLC mają sens.

Ten DLC nic nie robi!

Więc dlaczego się pieklisz? Przeszkadza ci fakt, że ktoś zechce skorzystać z nowych skórek albo broni w trybie single? Co z tego, że ta nowa giwera jest przegięta w każdą stronę i biję wszystko inne na głowę, czyniąc grę banalnie prostą do przejścia? Graj bez tego. Nie jest niezbędna do ukończenia gry? Więc w czym problem? Ja nie wkurzam się na osoby kupujące skórki do League of Legends. Sam mam zamiar pozwolić sobie na kilka, jak będzie okazja. Ale nie wyzywam ich od noobów tylko dlatego, że postanowili zapłacić za garść graficznych fajerwerków. Dla nich taka odmiana robi różnicę i nawet jeśli leczą w ten sposób jakieś kompleksy, to jest to wciąż ich sprawa.

Coś bezużytecznego dla ciebie może być skarbem dla kogoś innego. W obu przypadkach – gdzie jest problem?

Bez tego DLC nie da się grać!

Powiedz mi, w jaki sposób większe mapy do nowego SimCity są niezbędne do dobrej gry? Total Biscuit wyjaśnił, że się mylisz (a niektórzy gracze z pewnością dodadzą, że tereny są nawet zbyt wielkie). Bez nich gra w swoim obecnym kształcie nabiera sensu. Przeszkadza ci to? Chcesz mieć więcej miejsca? Poczekaj, aż twórcy uznają to za zasadne i nie rozwalające balansu tak skrupulatnie przygotowanej przez nich gry. Powinno być go więcej od razu, bo tak ci się uwidziło? Nie powinno, w tym jest cały pic.

Uważasz, że to nie fair, że musisz płacić za lepszy komfort gry? W takim razie zrozum, że SimCity nie jest dla ciebie. Nie do końca wpasowuje się w twoją wizję budowy miasta. Konieczność bycia stale online służy nie tylko tępieniu piratów. To esencja rozgrywki. Multiplayer, gra dla całej rodziny, z kumplami i randomami z Sieci. Jeśli tego nie rozumiesz, jeśli zbudowana na tych regułach gra ci nie odpowiada, to wróć do czwórki. Wersja deluxe za 10 euro na Steamie. I tak, mnie też trochę martwi mały garaż w World of Tanks, ale radzę sobie z tym, co mam. I tak nie gram wszystkimi czołgami, niektóre stoją tam tylko dla ozdoby i pompowania mojego ego, więc po co go powiększać?

A tak w ogóle, to wiesz, jaki jest najlepszy środek na „DLC niezbędne do gry”? Nie kupowanie ich oraz olewanie innych produktów danej firmy. Jeśli sądzisz, że oferuje ci wybrakowany produkt, to korzystasz z prawa do głosowania portfelem. Działa lepiej od najgłośniejszego nawet protestu na forum. Owszem, w pojedynkę niewiele zmienisz, ale wystarczy, że takich jak ty będzie więcej. Firma w końcu to odczuje.

Ten DLC to wycięte elementy z gry!

Czemu ludzie nie chcą DLC? Znalezione w serwisie Wired.

Powiedzmy sobie szczerze – nie wiemy. Nikt nie wie, poza twórcami, czy coś z pierwotnej gry zostało wycięte i jest teraz sprzedawane za dodatkową kasę. Może tak było, wywalono do kosza jakiś quest, ale po fakcie zorientowano się w błędzie i próbowano go naprawić? Może odkopano inne ciekawe rzeczy, wyszlifowano je i w kiepskim momencie wystawiono na straganie? Bez twardych dowodów możemy tylko gdybać, a żyjemy w świecie uznającym domniemanie niewinności. Pewność (względną) można mieć tylko w sytuacji, gdy w wersji 1.0 gry jeden z dialogów zawiera opcję: „Połącz się z netem, by za cenę 30 dolarów otrzymać dostęp do questa”.

Więc nie, nie wycięli, chociaż mogli. I nie, te DLC w wersjach przedpremierowych nie musi być pierwotnie umieszczonym w grze contentem. Może być czymś, nad czym pracowano po godzinach, siłami ekipy akurat zwolnionej z innych obowiązków, mającej czas, pozbawionej zadań. Patrz zresztą na  bardzo pouczającą grafikę. Jak sądzisz, czy scenarzysta jest zawsze zatrudniony przy projekcie? Czy nadzorując produkcję jest cały czas zarobiony? Nie zawsze. Nie wszędzie. Mógł zrobić swoje i oddać się lenistwu. Albo zabrać za DLC.

Załóżmy jednak, że tak, przedpremierowe DLC pierwotnie stanowiło element gry i na polecenie wydawcy zostało osobno wycenione, podbijając cenę wersji kolekcjonerskiej bądź przedpremierowej o 20 złotych. Czy to dobra praktyka? Niezbyt (co znów wyjaśnia Totalbiscuit). Czy jest to oszustwo? Trudno powiedzieć, bo powiedz mi, czy wiedziałeś o zawartości gry przed jej premierą? Wszystkich jej elementach? Czy możesz powiedzieć z całkowitą pewnością, że te dwa dodatkowe budynki tam były i zostały wycięte? Skoro tak nie było, skoro nie obiecywano ci niczego, to gdzie tu jest oszustwo? W sztucznym zawyżaniu ceny produktu? Że tak spytam – jak chcesz to ocenić? Na ile wycenisz assety albo pracę muzyków? Na podstawie ich pensji, zużytego prądu czy przepracowanych godzin?

O oszustwie mógłbym powiedzieć w momencie, gdy po otrzymaniu gry dowiaduję się, że co prawda zapłaciłem za nią, ale w środku jest parę rzeczy, za które muszę dopłacić. Gra je wycina czy dezaktywuje i da się przekonać do zmiany zdania jedynie dzięki walucie. Trochę jak w przypadku preorderów nowego Tomb Raidera, oferujących dodatkowy poziom w zamian za wcześniejsze zamówienie i póki co niedostępnych w formie DLC. Chociaż w tym przypadku też ciężko mówić o oszustwie, prędzej o bonusie dla osób wykazujących się brakami w cierpliwości. Wartość tego bonusu to kwestia dyskusyjna.

Ten DLC powinien być dostępny za darmo!

Ponieważ? Fakt kupienia gry nie upoważnia nikogo do wysuwania roszczeń i domagania się więcej. Można wymagać wypuszczania łatek i poprawek. To jest ok, twórca musi dbać o swoje dziecko i uszczelniać dziury, których nie zdążył załatać w czasie produkcji. Jest to jego psi obowiązek, skoro nie zrobił tego przed premierą i oddał w moje ręce produkt wadliwy. Dlatego za łatki nigdy nie powinny i prawdopodobnie nie będą pobierane pieniądze, bo to całkiem inna kategoria. Ale łatki to nie paczki z nową bronią i strojami. Tych nie ma obowiązku rozdawania za darmo.

W zasadzie to niczego twórca nie musi oddawać za free. Internet przyzwyczaił konsumentów do darmochy, gier kosztujących jedynie kilka kliknięć. Model F2P tylko to podejście wzmocnił. Wybaczcie ludzie, w życiu nie ma tak dobrze. Jeśli ktoś zechce, to dostaniecie efekty jego pracy za darmo albo bezcen. Jeśli nie, to trzeba sięgnąć do portfela.

Dziś płatne mapki, jutro płatne zapisywanie gry!

Przeciwnicy związków homoseksualnych tłumaczą, że od legalizacji par gejowskich tylko krok do legalizacji pedo, zoo i nekrofilii. Argumentum ad capram, jak to mawiają na CZPPDB. Każdą sprawę, przy odrobinie złej woli, można sprowadzić do absurdu. Widziałem już niejedną dyskusję, która padła tylko dlatego, że ktoś postanowił wyciągnąć argument z czapy. I co ja na to mam odpowiedzieć? Że nie, nie będzie? Że istnieje granica, której przekraczać nie należy? Że gracze musieliby być na wielkim głodzie albo nie mieć innego wyboru, by kupować magazynki do trybu multi?

Pokażcie mi firmę, która z kamienną twarzą zdecyduje się na wprowadzanie płatnego zapisu gry (poza EA, bo z ich reputacją nigdy nic nie wiadomo). Udowodnijcie mi, że gracze nie będą mieli żadnego wyboru i zapłacą, a dystrybutor nie zostanie zjedzony przez rzeszę niezadowolonych. Uwierzę, jeśli na świecie zostanie ostatni FPS, który większość graczy uzna za swój narkotyk albo ósmy cud świata. Nastanie monopol, a wraz z nim różne cuda, łącznie z magazynkami do kałacha za 2 dolary od sztuki. Jednak do tego czasu mogę zapewnić, że w branży nie siedzą kretyni. W innym wypadku nie mielibyście w co grać.