Przejdź do zawartości

Podwójna Tęcza

Czyli o fanowskim (z błogosławieństwem Hasbro) odcinku My Little Pony słów kilkaset.

Ten wpis jest o kucach. Masz ostatnią szansę na ratunek.

Historia Double Rainboom (na które, jako brony, czekałem z niecierpliwością) jest prosta i jakże inspirująca. Oto niejaki Zachary Rich z Savannah College of Art & Design otrzymał zadanie stworzenia swojego college curriculum (co wiele mi nie mówi, ale tłumaczę sobie jako pracę na zaliczenie). A że chłopak ma łeb na karku i lubi kuce, to uzyskał od Hasbro (i nie tylko) zgodę na wykorzystanie postaci, zorganizował liczący ponad 110 osób team i przystąpił do pracy. Po roku w świat puszczony został pierwszy fanowski epizod (nie filmik, to istotna różnica) kuców, który w momencie pisania tej notki obejrzano już ponad 80 tysięcy razy i który zgarnął 13 i pół tysiąca łapek w górę (plus zachwyt osób osób, które załapały się na premierowy livestream).

Zasłużenie, chociaż dzieło to idealnym nie jest.

Minister Zdrowia ostrzega: Ta notka zawiera spoilery oraz link do TvTropes.

Wspaniały początek

Pierwsze minuty odcinka dają nadzieję na wspaniałe widowisko. Twilight majstruje eliksir o nie do końca jasnych właściwościach, Rainbow Dash napala się, żeby go wypić, a to wszystko przedstawione z pomocą świetnej animacji i dwóch odmiennych stylów graficznych. Do tego mamy nieźle podrobione głosy bohaterek, przyjemną dla ucha muzykę w tle, słowem – poezja. Do momentu pojawienia się pierwszych nawiązań.

Nie mam nic przeciwko korzystaniu z dorobku innych wytworów kultury, pod warunkiem, że ma to sens. Pojawiająca się nad ubergroźną* miksturą chmura o kształcie trollface’a nie dość, że wygląda nieźle, to daje przedsmak tego, co się za chwilę stanie. Ale zrujnowane laboratorium Twilight, gdzie wśród śmieci leży Companion Cube już mi nie pasuje. No bo co to pudełko robi tam poza leżeniem, co by fani Portala drugiego mogli pokazać je palcem i powiedzieć: „Ej, ja to znam!”? No właśnie nic, a takich leżących tu i ówdzie pierdółek jest znacznie więcej.

Znasz ten pancerz? Wiemy, że znasz. No dalej, uśmiechnij
się i doceń naszą kreatywność.

Podobnie scena, w której Rarity w twórczym szale zaczyna tworzyć mnóstwo strojów. Co tam widzę? Las Vegas Parano, Harley Quinn, Człowieka z Blizną, Gwiazdkę z Młodych Tytanów i wiele więcej. Czystej wody fanserwis, obliczony na zgarnianie lajków od ludzi obeznanych z popkulturą. Sam w sobie niekoniecznie zły, ale na dłuższą metę nieco męczący, jeśli produkt nie jest w stanie zapewnić wiele więcej. Tak jak niesławny „W końcu zostanę ukończony!” Duke Nukem Forever.

Obiecujący środek

Rainbow wypija miksturkę, stając się nadkucykiem. Superprędkość, superzręczność i super kolorowa tęcza w pakiecie. W kolejnej sekwencji panna „20% cooler” głównie lata, mijając doktora Hoovesa, Derpy’ego czy Octavię (fanserwisu odsłona druga), czyniąc niemałe szkody w miasteczku, doprowadzając Fluttershy do zawału, by wreszcie wystrzelić na orbitę. Tam wpada na pomysł wykonania swojego popisowego numeru, czyli Sonic Rainboom, tylko w podwójnej odsłonie. W efekcie Ponyville obraca się w ruinę, a sama Rainbow znika w tunelu czasoprzestrzennym.

Animacyjnie ta część filmu wciąż daje radę, ale pojawiają się dłużyzny. Coś, co w „zwykłym” odcinku trwałoby parę chwil, tutaj ciągnie się przez pół minuty. Ja wiem, że fandom na widok Derpy’ego dostaje nerdgazmu i trzeba było znów puścić do niego oko, ale bez przesady. Ten sam zresztą zarzut mogę postawić dialogom, które zostały tak dziwnie zmontowane, że między kolejnymi wypowiedziami jest przynajmniej jedna długa chwila przerwy, czyniąc rozmowy z deka nienaturalnymi.

Za to podkładacze głosów się starają. Nie ma ich wielu, bo ledwo dziesiątka, z czego do tego momentu odzywała się głównie dwójka (albo czwórka, bo za główne kuce odpowiadają po dwie osoby), ale w paru miejscach brzmiały niemalże jak oryginały. Gdyby jeszcze Dash miała tę swoją delikatną, chłopięcą chrypę… Niestety, nie można mieć wszystkiego.

Twilight po wielokroć bardziej (może nieco za bardzo)
szalona niż w kreskówce.

Dziwaczne trzy czwarte

Wiecie, co to crossover, prawda? Wiecie? No nie mówcie, że nie wiecie… No dobra, krótkie wyjaśnienie dla niewtajemniczonych. Jeśli robicie komiks, film czy książkę, gdzie wrzucacie bohaterów z minimum dwóch różnych światów, to to jest crossover. Batman tłukący się z Wolverine, Kerrigan na kawce z komandor Shepard, major Motoko idąca na zakupy z Czarodziejką z Księżyca, cokolwiek. Załapali? No to już wiecie, co jest w końcówce Double Rainboom.

Oglądając ten fragment o godzinie trzeciej nad ranem czasem się śmiałem (chyba śmiechem troszkę wymuszonym), czasem unosiłem lekko brew, ale głównie oglądałem w milczeniu. Później, czekając na nadejście snu i korzystając z logiki lodówkowej doszedłem do wniosku, że nikt autorowi nie powiedział, jak bardzo ta konkretna część miała się nijak do reszty filmu, spełniając wszystkie warunki bycia Genialnym Pomysłem. Wiecie, takim, co to człowiek wpada na niego nagle i z miejsca uznaje za ósmy cud świata, a po zapoznaniu się z którym inni ludzie tylko nerwowo się uśmiechają. Taki, co to powinien przeleżeć przez pół roku w szafie, aż jego twórca zorientuje się, że to jednak nie to. Nawet udział Pinki, tradycyjnego burzyciela czwartej ściany, sprawiał wrażenie doklejonego nieco bez sensu, co by regule Deus Ex Machina stało się zadość.

Technicznie wciąż jest świetnie, co potwierdzić może chociażby Pan Rysownik, ale fabularnie… Powiem tak – mi się podobało w czasie seansu, po fakcie miałem i wciąż mam mieszane uczucia. Bronies są jednak bardziej przychylni w ocenach. Bo w końcu to fani zrobili, im wolno więcej (sensowne założenie, o ile podejdzie się do niego z głową). Niby tak, ale skoro jest to pełen odcinek fanowski, robiony za błogosławieństwem Hasbro, to teoretycznie wpisuje się w kanon trzeciego sezonu (bo na ten sezon wskazuje jedna ze scen). A jeśli nie, to po co te wszystkie górnolotne słowa i nakręcanie hype’u z pomocą kolejnych trailerów czy tekstów na Equestria Daily?

Myślę, że problemu by nie było (o ile jest, w końcu co znaczy marudzenie jednego promila fandomu?), gdyby autorzy nie aspirowali do profesjonalnego poziomu. Gdyby nie podkreślali, jak bardzo dbają o jakość i poszukują tylko najlepszych grafików i animatorów. To trochę zawyżyło oczekiwania, a jak powszechnie wiadomo, zbyt mocno windowane potrafią się srodze zemścić.

Kucowa bomba atomowa.

Akceptowalny koniec

Jednak póki co nie widać na horyzoncie żadnego kryzysu, bo, zgodnie z kulturą lajka, filmik oceniany jest bardzo pozytywnie. Słusznie zresztą, bo to nie jest zła animacja. Najbardziej pasujące mi do niego słowo brzmi „dziwna”, a i to tylko za sprawą warstwy fabularnej w drugiej połowie. Spełnia swoją rolę jako hołd dla Lauren Faust (na co zresztą wskazują komentarze pod filmikiem) i bronies, jako zbiór wszelkiej maści nawiązań, wreszcie jako fanowski twór na profesjonalnym poziomie, który z pewnością stanie się przykładem dla wielu innych twórców. Ale trzeba do niego odpowiednio podejść. Znaczy albo spojrzeć na scenariusz jak na hołd dla twórczyni nowej generacji kuców (i paru innych fajnych kreskówek) i zaakceptować fanserwis z dobrodziejstwem inwentarza, albo wzruszyć na to wszystko ramionami i po prostu cieszyć się kolejną dawką poniaczy.

I chyba to ostatnie podejście będzie najzdrowsze. W końcu to „tylko” dzieło fanów, pozwalające zaspokoić ich głód przed zaplanowaną na jesień premierą czwartego sezonu, nie aspirujące do bycia nie wiadomo jak wielkim dziełem sztuki, czy dorzucania swojej cegiełki do kanonu. Do tego dłuższe od typowego odcinka o dobrych kilka minut plus napisy. Dlatego mimo wszystko warto poświęcić te niecałe pół godziny i obejrzeć Double Rainboom na Jutube, zostawiając autorom łapkę w górę w ramach zachęty do dalszej pracy.

Dłuższy dopisek

Dzień po premierze Equestria Daily zapytała swoich czytelników o ich preferencje w sprawie odcinków fanowskich. W tekście pojawia się informacja o Studiu Silly Filly i ich niedawno puszczonym w Sieć, a zgarniającym bardzo dobre opinie filmiku Snowdrop, który do dnia dzisiejszego doczekał się imponującego zbioru fanowskich napisów (14, w tym po polsku), a nawet fanowskich dubbingów. Jeśli ktoś szuka nieco lepszej i działającej na emocje historii od tej zaprezentowanej w Double Rainboom, a przy okazji jest troszkę zmęczony hypem zawartym w haśle: „Pierwszy i Jedyny Fanowski odcinek ever!”, to powinien się z nim zapoznać. Nawet jeśli nie jest fanem kucyków, bo zaprezentowana w trwającym nieco ponad kwadrans filmiku historia ma uniwersalny i, wbrew pozorom, bardzo pozytywny wydźwięk.

* Wiem, że brakuje umlauta, ale wklejenie go powoduje atak padaczki edytora.

Imperator twierdzi, że grafiki do tej notki zostały wzięte z oficjalnej strony projektu, serwisu Equestria Daily oraz odmętów Sieci.