Przejdź do zawartości

Pozostaję wierny pecetowi

Nie wiem, czy pamiętacie, ale pi razy oko rok temu, bawiąc się z Xklockową wersją Assassin’s Creed: Black Flag  na pożyczonej od kumpla konsoli snułem wielce ambitne plany kupna własnej. Bo grało się miło, przyjemnie, wygodnie i w ogóle wypas, nawet jeśli robienie screenów wymagało mnóstwa technicznych akrobacji. Poza tym akurat wchodził next-gen z jego pakietem przydatnych opcji i nowych gier, więc dlaczego by nie? Przeszło mi po trzech tygodniach obcowania z PS4.

Śpieszę z wyjaśnieniem, że nigdy nie byłem uprzedzony do najnowszego dziecka Sony. Rozpakowując przesyłkę z lizingowaną Peesczwórką oczy świeciły mi się jak narkomanowi po kilogramie kokainy popitej Red Bullem i nie mogłem się doczekać, aż chwycę pada w łapki i zacznę asasynić w zrewolucjonizowanym Paryżu. Ale mijał wypełniony graniem w Unity czas, a ja zaczynałem rozumieć, że to jednak nie jest droid, którego szukałem. Głównie z powodu masy irytujących drobiazgów i poczucia, że w zasadzie to obcuję z pecetem, tylko mniejszym, głośniejszym (co za wyjąca bestia!) i zbyt mocno ograniczonym.

Poza samą konsolę wpis zainspirował również mój opuszczający pecetolandię imiennik. Szerokiej drogi, będziemy tęsknić!

Pan poczeka chwilkę, łatka się ściąga

Może to tylko kwestia beznadziejnie zrobionego Unity, ale średnio raz dziennie byłem bliski zaśnięcia z dłońmi na padzie. Odpalam grę. Najpierw czekało mnie kilka sekund patrzenia na kolorowych asasynów, potem niepomijalne, animowane logo, dziesięciosekundowe przypomnienie o ekipie wyznającej różne wierzenia i religie, dziesięciosekundowe przypomnienie o funkcji zapisu, a na samym końcu wczytanie gry. A potem kolejne, bo chociaż Unity przygotowało już całe miasto wraz z tysiącami mieszkańców, to przy szybkiej podróży z miejsca A do miejsca B musiało przygotować je jeszcze raz. W tym czasie na piecu pewnie bym odpalił jakąś muzykę albo szybko rzucił okiem na twarzoksiążkę. Albo pogmerał w plikach i wyłączył intro. Albo ściągnął odpowiedzialną za to fanowską łatkę.

Zdaję sobie sprawę, że to niewielki jest problem, który można rozwiązać z pomocą tabletu albo dwóch stron książki. Jednak przy Xklocku 360 i Black Flag proces uruchamiania gry trwał dużo krócej. Jeden klik, kilka krótkich przerywników i jedziemy, bo płytka już się grzeje w napędzie. A to przecież last-gen jest, tak zwana biedakonsola, która miała odejść do lamusa na rzecz nowych, ultrapotężnych maszyn, zdolnych obliczać parametry czarnych dziur i serwować espresso w międzyczasie. Tymczasem te ultrapotężne maszyny wyrzucają mi informacje o błędach i tną się, gdy na ekranie pojawia się za dużo cyfrowych Francuzów. Co na piecu mogę załatwić chociażby wymianą sprzętu albo zmianą ustawień graficznych, a na konsoli jedynie zaciskaniem zębów i czekaniem na łatkę, która może będzie, a może niekoniecznie (kaszl, Arkham Origins, kaszl). Owszem, zmiana tekstur z ultra na średnie to naprawianie błędów twórców za nich samych, ale z dwojga złego wolę mieć taką możliwość niż jej nie mieć.

USB 0.5

PCGAMING1
Wybaczcie, musiałem

A wolę ją mieć, bo jestem osobą lubiącą kontrolę. Dla mnie udostępnianie filmiku ze stoicką kapibarą nie może ograniczać się do jednego guzika, co to jeszcze samodzielnie wstawi komentarz i wszystkie potrzebne tagi. Znaczy może, ale tylko pod warunkiem, że wcześniej samodzielnie wszystko ustawiłem i w każdej chwili mogę dokonać poprawek. Dlatego zamiast udostępniać peesowe screenshoty z pomocą wbudowanej w konsolę funkcji wolałem – i musiałem, bo były mi potrzebne do jeszcze czegoś – przerzucać je na blaszaka za pośrednictwem pendrajwa (dysk zewnętrzny nie był rozpoznawany, czort wie czemu). Z czym wiązały się niemałe jaja.

Widzicie, oficjalnie PlayStation 4 posiada dwie wtyki USB 3.0, z czego jedną najczęściej zajmuje kabel od pada. Najwyraźniej jednak któryś z projektantów nie umie w cyferki i przypadkowo zamontował starszą wersję, bo prędkość zgrywania materiałów może konkurować z modemowym internetem. Przesłanie na pendrajwa jednego screena zajmuje około 3 sekundy. Dopiero po zgraniu pierwszego konsola bierze się za drugi, ustawiając je wszystkie w zgrabną kolejkę, ponieważ tak i koniec dyskusji. 200 screenów oznacza udupienie konsoli na 10 minut, bo w czasie tego bardzo ważnego procesu supernowoczesne urządzenie nie jest w stanie zrobić niczego więcej. Mogę najwyżej anulować zgrywanie.

Jeszcze gorzej jest z filmikami. Dziesięciominutową empeczwórkę konsola wydalała z siebie pół godziny (!), w tym czasie tnąc się (!!), jakby robiła to po raz pierwszy w życiu. I nie sądzę, by wina leżała po stronie pendrajwa, bo podłączony do blaszaka pracuje z zawrotną prędkością mimo dobrych paru latek na karku. Coś, co konsoli zajmuje długie minuty na stacjonarce zabiera najwyżej sekundy. Poza tym dlaczego empeczwórka, jeden z niewielu formatów, których VirtualDub nie jest w stanie obrobić? Dlaczego filmiki mogą trwać góra 15 minut, gdy praktyczniej byłoby nagrać dłuższe i najwyżej pociąć po fakcie? I wreszcie dlaczego zrobienie screena jest ogłaszane z pomocą wyskakującej na ekranie ikonki, którą mogę uchwycić robiąc natychmiast kolejnego? Very next gen indeed. Żeby było śmieszniej kasowanie danych trwa krócej niż mrugnięcie okiem.

Ekskluzywna gra po sieci

PCGAMING2

Unity posiada dużo opcji sieciowych. Na tyle dużo, że kolejny Asasyn chyba będzie MMO. Z czystej ciekawości chciałem z nich skorzystać, bo jedna orbitująca wiedźma szukała towarzystwa do mordowania Templariuszy. Jednak niedługo po zgłoszeniu swojej kandydatury przypomniałem sobie, że przecież nie posiadam abonamentu w PS+ i te wrota są dla mnie zamknięte. Dostęp do wybranych gier przez miesiąc – ok, to potrafię zrozumieć. Ale dopłacanie do już i tak drogiej gry tylko po to, by móc cieszyć się nią wspólnie ze znajomymi? To dla wieloletniego pecetowca mojego pokroju idea równie dziwna, co exclusive niewynikający z ograniczeń sprzętowych. Warcraft 3 tylko na pececie? Ma sens, bo granie w RTS-y z pomocą pada to katorga. Kolejny Tomb Raider Sunset Overdrive tylko na Xbonera, bo Microsoft wyłożył grubą kasę? Good, jedna gra mniej do zaliczenia.

Co nie znaczy, że nie chciałbym kiedyś pyknąć w God of War, ale kupowanie tylko dla niego konsoli, gdy na Steamie, GOG-u czy innych Humble Bundle czeka na mnie kilka(naście) tysięcy gier wydaje mi się z deka bezsensowne. Mniejsza nawet o kwestię cen i promocji, bo regularne mordowanie portfeli przez Valve na moje przynosi więcej złego, niż dobrego. Ja tylko nie mam ciśnienia, by zapoznać się z przygodami Kratosa albo Drake’a, a skoro nie mam ciśnienia na gry, to nie mam też na zakup konsoli.

I tak dalej i dalej

Nie chcę przywoływać standardowych argumentów przeciw konsolom, takich jak brak modów (Skyrim bez modów? Wolne żarty!), brak możliwości grzebania w plikach gry, problemy z funkcjami wymagającymi tekstu (wbijanie hasła do Uplay z pomocą pada – pyszności!), gorsze możliwości sprzętowe w porównaniu do nowych blakszaków (wada zamkniętej architektury) i tak dalej. To są problemy ogólnokonsolowe, których jestem świadom i gotów byłem je, chociaż z niemałymi trudnościami, zaakceptować. Problem polega na tym, że PS4 był do niedawna jedyną konsolą, której zakup brałem na serio, zniechęcony do XBonera i niezainteresowany WiiU, że o last genie nie wspomnę. Jednak widząc, że to w praktyce pecet, tylko znacznie gorszy, uznałem, że nie ma co marnować na niego kasy. Może kolejna generacja przekona mnie do zmiany zdania, ale obserwując przemianę konsol z maszynek do grania w upośledzone, wielofunkcyjne kombajny szczerze w to wątpię.