Przejdź do zawartości

Razem przeciw Obcym

Czy zauważyliście, jak często w dyskusjach o reprezentacji płci, seksualności, narodowości albo rasy w tym czy innym medium rozmówcy koncentrują się na przykładach negatywnych, ignorując mnóstwo ich mniejszych i większych kolegów z drugiej strony barykady? Ja też i fakt ten wcale mnie nie cieszy. Dlatego dziś pogadamy sobie o grze, którą krytycy i gracze polubili, ale mało kto zwrócił uwagę na jej jak najbardziej pozytywne przesłanie.

Na początku było UFO…

W roku 1994 nieistniejąca już firma MicroProse dała światu UFO: Enemy Unknown, grę opowiadającą o walce międzynarodowej organizacji X-COM z atakującymi Ziemię kosmitami. Tytuł oferował zarządzanie bazami organizacji, prowadzenie badań naukowych, wytwarzanie sprzętu, rekrutowanie żołnierzy, wreszcie starcia z latającymi spodkami i uzbrojonymi po zęby i macki oddziałami wroga. Jedynka uznawana jest do dziś za absolutną klasykę gatunku, dwójka i trójka mniej, eksperymenty znane jako Interceptor Enforcer przez większość graczy zostały wymazane z pamięci, a seria oficjalnie umarła w okolicach roku 2001. Trwała w tym stanie do 2012, gdy firma Firaxis (goście od Alpha Centauri i piątej Cywilizacji, weterani branży) wypuściła XCOM: Enemy Unknown, niezwykle udany remake pierwszej gry z serii, rok później wzbogacony o dodatek, Enemy Within. O tych dwóch ostatnich dżentelmenach będzie dzisiejszy tekst.

Vigilo, confido

XCOMEU2Podobnie jak PPDC, XCOM jest organizacją międzynarodową, finansowaną przez szesnaście[1] najważniejszych państw świata[2] zrzeszonych w tak zwanej Radzie, reprezentowaną przez zawsze skrytego w cieniu mówcę (World Security Council anyone?). O ile jednak Program Jaeger dotyczył tylko obszaru Pacyfiku, Projekt XCOM obejmuje swym zasięgiem całą kulę ziemską oraz jej przestrzeń powietrzną. Organizacja operuje z tajnej, podziemnej bazy ulokowanej na dowolnym kontynencie[3], skąd napuszcza myśliwce na niewinne latające spodki oraz śle ekipy komandosów w celu eliminacji błąkających się po miastach i wsiach kosmitów.

O Radę trzeba dbać. Nie tyle z pobudek czysto humanitarnych, jak zrobiłaby to część imiennej kadry XCOM, ale z powodów finansowych. Rada co miesiąc otrzymuje raport na temat walk z kosmitami i na jego podstawie określa ewentualne zmiany budżetowe organizacji. Obrońcy Ziemi regularnie olewają buszujących po Afryce i Azji kosmitów? Zatem Azja i Afryka wpierw ucina, a potem całkowicie wycofuje wsparcie. Jeśli zrobi to łącznie osiem państw, decydenci poddadzą się agresorom, a organizacja zostanie rozwiązana. Podejście wielce pragmatyczne, ale zawierające w sobie proste przesłanie – dbaj o tych, którzy ci pomagają, albo obudzisz się z ręką w nocniku. Nieistotne, kim oni są i który kawałek planety okupują, skoro razem walczycie przeciw wspólnemu wrogowi.

A skoro o tym mowa – w DLC Slingshot pojawia się Shaojie Zhang, były członek Triady, przekazujący na ręce XCOMU transponder powiązany z pewnym dużym okrętem wojennych obcych (który potem gracz ma okazję przejąć, spoiler alert). Jak sam wyjaśnia w czasie przebijania się przez okupowany przez obcych chiński cmentarz, jego szefowie chcieli sprzedać urządzenie temu, kto zaoferuje najwięcej, ale on doszedł do wniosku, że tak nie można. Nie w obliczu wspólnego wroga, jak sam mówi. Z tego też zresztą powodu przyłącza się do organizacji, służąc jako całkiem dobry operator broni ciężkiej.

Fortiores una

XCOMEU3Główną siłą uderzeniową XCOMU są niewielkie, liczące maksymalnie sześciu ludzi oddziały szturmowe. Ich członkowie mogą wywodzić się z jednego z trzydziestu państw świata, między innymi Izraela, Korei Południowej, Szkocji oraz Polski, przemawiać w jednym z siedmiu języków (tak, po polsku też), posiadać dowolną płeć (oficjalnie do wyboru są dwie, w komunikatach z bazy można trafić na zwrot „boys and girls”, ale nie sądzę, by odrzucano transseksualistów) oraz kolor skóry. Generalnie nie ważne kim jesteś, skąd pochodzisz, jak wyglądasz i kogo pragniesz widzieć co noc w swoim wyrku. Jeśli chcesz kopać tyłki obcym i wiesz, w jaki sposób trzymać karabin – ewentualnie masz chęć nauczyć się w boju – organizacja chętnie przyjmie cię w swoje szeregi. Możesz nawet nie mieć nogi, to żaden problem (o czym dalej). Żywi dostaną dla siebie miejsce w koszarach oraz szkole oficerskiej, ranni w szpitalu, zaś zdjęcia zabitych trafią na ścianę pamięci wraz z listą osiągnięć[4].

Gra bardzo się stara, by głównodowodzący zwracał uwagę na narodowość swoich podkomendnych. Każdy żołnierz posiada stosowne do miejsca urodzenia imię oraz nazwisko, jak również barwy narodowe na pancerzu, a dokładniej na osłonie karku, doskonale widoczne w czasie zbliżeń kamery. Na polu bitwy wszyscy podkomendni nieustannie raportują w wybranym języku, komentując udane strzały, oflankowania albo właśnie zauważonych przeciwników (bez napisów. W razie pudła Francuzi rzucają „Merde”, Polacy „Chybiłem gnoja”, a Niemcy bodaj coś na temat gówna). Istnieje nawet odznaczenie, International Service Cross, oferujące +2 do siły woli za każde reprezentowane na misji państwo. Biorąc zaś pod uwagę, że statystyki żołnierzy różnią się tylko w obrębie klas, ewentualnie są całkowicie losowe dla wszystkich bez wyjątku, nie ma żadnego mechanicznego powodu do faworyzowania jednej nacji albo płci ponad inne.

Wracając na moment do ozdób mundurów – order Council Medal of Honor zachęca do ograniczania strat, zapewniając bonusy do siły woli za misje bez strat w ludziach. Z kolei wśród odblokowywanych przez grających osiągnięć znajduje się „Flight of the Valkyries”, wymagające zaliczenia misji stuprocentowo kobiecym składem. Brak wersji męskiej.

Bellator in machina

Jak wspomniałem wcześniej niedobór kończyn nie jest jakimś wielkim problemem dla rekruta, gdyż XCOM posiada technologię pozwalają obejść tę niedogodność. Wystarczy pozbyć się pozostałych rąk i nóg i dzięki operacji zastąpić je mechanicznymi. Co prawda tak stworzony MEC Trooper rozwija się wolniej, nie może korzystać z osłon terenowych, przejść treningu psionicznego bądź otrzymać genetycznych modyfikacji, ale za to na polu walki wymiata dzięki ciężkiemu pancerzowi wspomaganemu z jeszcze cięższą bronią. Jest na tyle twardy, że pozwala na rzezanie napakowanych obcych w walce wręcz, czynność dla zwykłych żołnierzy zazwyczaj śmiertelna.

Metalowy szkielet żołnierzy MEC wygląda co prawda niezbyt seksownie, a sama operacja powoduje między innymi zniekształcenie głosu, czyniąc go bardziej mechanicznym, jednak został on zaprojektowany w taki sposób, by w razie zakończenia wojny nie stanowić ciężaru dla posiadacza. Inżynierowie podczas projektowania pamiętali o tym, że obcy pewnego dnia mogą zostać wykopani w kosmos, a członkowie XCOM wrócą do cywila i dobrze by było im tego w żaden sposób nie utrudniać. Tym bardziej, że proces to nieodwracalny, bo niby w jaki sposób?

„We will be watching”

XCOMEU4
Od lewej: Shen, Bradford, Vahlen.

W bazie wsparcia udzielają grającemu trzy osoby: przesiadujący w centrum dowodzenia ze słuchawką przy uchu oficer Bradford, szef inżynierów, podstarzały doktor Raymond Shen oraz szefowa zespołu naukowego doktor Vahlen. Te dwie ostatnie osoby mają w zwyczaju komentować sytuację na polu walki – wyjaśniać, czego lepiej nie niszczyć, tylko przytaszczyć do laboratorium, jakimi możliwościami może dysponować świeżo poznany obcy i tak dalej – oraz taktykę wroga. Jak przystało na porządnych ludzi szczerze dziwią się kosmitom, wykorzystującym zaawansowaną technologię do porywania albo masowego zabijania ludzi. O ile jednak pani doktor najchętniej użyłaby ich możliwości do udoskonalenia ludzkości, tak obserwujący genetycznie zmodyfikowanych albo niemal całkowicie mechanicznych żołnierzy pan inżynier jest zdecydowanie bardziej powściągliwy w swych ocenach.

Co ciekawe, zarówno szczerze zainteresowana pokojowym wykorzystaniem technologii obcych doktor Vahlen, jak i jej kolega z warsztatu troszczą się o stan żołnierzy. Jeśli wszyscy zginą w czasie misji, ekipa będzie się zastanawiać, czy możliwe było niedopuszczenie do takiej tragedii, wytworzenie lepszego ekwipunku i tak dalej. Jeśli wszyscy wrócą bez choćby zadrapania, pierwsi wyrazi swą radość dla tego faktu.

United we stand

Międzynarodowa ekipa specjalistów od eliminowania zagrożenia pozaziemskiego.
Międzynarodowa ekipa specjalistów od eliminowania zagrożenia pozaziemskiego.

Ktoś mógłby powiedzieć, że wszystko ładnie i pięknie, ale skoro gra niemal nigdy nie punktuje indywidualnych cech żołnierzy oraz traktuje każdy kraj identycznie, to po co się tym wszystkim w ogóle przejmować? Odpowiadam – dokładnie z tych samych powodów, dla których w Saints Row IV można sterować kim się chce, a gra nawet się nie zająknie na ten temat. Bo zasadniczo nie ma różnicy, czy z obcymi będzie się tłuc czarny facet czy Azjatka. Nie ma różnicy, czy pieniądze na ich sprzęt będzie podsuwać RPA, USA czy może Zimbabwe. Nie ma różnicy, skąd ci ludzie pochodzą, kim są i dlaczego walczą. W ostatecznym rozrachunku liczyć się będą jedynie efekty tejże walki, a fakt, że gra nie przekazuje tego w sposób łopatologiczny, w moim odczuciu tylko wzmacnia pozytywny przekaz.

O XCOMIE można pogadać również tutaj.

 

Przypisy:

[1] Jak donosi Wiki gry pierwotnie miało ich być 36, ale z punktu widzenia mechaniki rozgrywki liczba ta okazała się zbyt duża. Co ciekawe, na liście znalazły się Ukraina, Irlandia czy Pakistan, ale Polska już nie.

[2] Może poza Argentyną czy Nigerią.

[3] Ale Afryka i tak najlepsza, bo zwiększa finansowanie projektu.

[4] Spoiler – w ostatniej misji jeden z członków ekipy, uprzednio wyznaczony przez gracza do wykonania Ważnego Zadania (dlatego nazywa się go Ochotnikiem, rozumiecie?), poświęca życie dla uratowania planety. Ponownie z punktu widzenia gry nie ma znaczenia, skąd pochodził i jaki miał kolor skóry.