Przejdź do zawartości

Sposób myślenia Prawdziwego Gracza

Reading Time: 7 minutes

Na 21 punktów rozbity.

Ale tylko ci prawdziwi.

1) Świat dzieli się na true graczy i każuali. True gracze to ja i myślący podobnie jak ja, zwani też hardkorami. Każuale to cieniasy, które grają dla niezobowiązującej rozrywki i nie rozumieją piękna Prawdziwej Gry. Stany pośrednie to wymysł tworzących sztuczne podziały dziennikarzyn i osób, które nie potrafią opowiedzieć się po którejś ze stron. Ci ostatni często snującą jakieś dziwne, teoretyczne rozważania na niezrozumiałe tematy, takie jak immersja albo grywalizacja, zamiast po ludzku siąść i nawalać w Call of Duty jak na porządnych (true) graczy przystało.

2) Prawdziwy true gracz nie splami się poziomem trudności niższym, niż ultra hard, nie korzysta z solucji i kodów i tłucze tak długo, aż zaliczy grę w 100%. On już dawno temu zrozumiał, że gry to nie jest sposób na spędzanie wolnego czasu, tylko wyzwanie dla mistrzów klawiatury i jako takie musi posiadać mechanizmy karzące słabych (na przykład wysyłać rakietę z taktyczną głowicą atomową w dom każdego, kto nie zaliczył trudnego Quick Time Eventa). Każuale jeszcze tego nie rozumieją, a branża zdaje się zapominać o Prawdzie Objawionej, ale kiedyś powróci do zmysłów. W grach multi prawdziwy true gracz powinien bluzgać na każdego, kto gra odrobinę gorzej od niego (99% populacji). Jeśli taka osoba nie potrafi profesjonalnie rzezać nabów w LoLa na każdej linii i każdą postacią, a w czasie partyjki z botami na easy zginie minimum raz, to niech spada sadzić marchewki na Fejsie.

3) Definicja rynku według true gracza wygląda następująco:

Rynek = mainstream = tytuły AAA

Wszelkie próby odejścia, zmiany lub zignorowania definicji są zakazane i skutkują ostracyzmem. Definicji się nie wyjaśnia, ona jest oczywista, zajmująca doczesne miejsce w mózgu true gracza przy pierwszym odpaleniu Prawdziwej Gry. Minecraft przeszedł od indie do mainstreamu, więc jest mainstreamem, a jego indiasowe korzenie należy przemilczeć jako hańbiące.

4) Poza rynkiem nie ma dobrych gier. Indie to jakieś udziwnione i przeintelektualizowane zabawki dla hipsterów, Kickstarter i Good Old Games żerują na sentymentach i co chwila skaczą na kasę, social games w rodzaju Farmville albo tytuły na Androida i iPhone’a to durne klikadła dla głupich każuali, a flashówki są poranną rozrywką biurową i niczym więcej. Co lepsze tytuły w każdym z tych działów to wyjątki potwierdzające regułę.

5) Jakiekolwiek przyznanie się do grania na Facebooku (a nie dajcie bogowie do uznania tego rodzaju rozrywki za fajną) skutkuje wydaleniem z grona true graczy. Prawdziwy Gracz nie ma prawa postrzelać ptakami w Angry Birds albo pociachać owoców we Fruit Ninja i jedyną grą spoza rynku, po którą może sięgnąć będąc odciętym od Sieci i porządnego sprzętu, jest snake na poczciwej ceglanej Nokii. Bo wszyscy w to grali i to jest dobra gra (może nawet Prawdziwa).

6) Wszystkie dobre, a co za tym idzie także Prawdziwe Gry w obrębie rynku powstały kiedyś. W zależności od stażu granicą jest Baldur’s Gate, pierwszy/drugi Call of Duty, pierwszy Starcraft. Mass Effect, GTA (do San Andreas). Wszystko wydane później, niż Ostatnie Prawdziwe Gry, to gówno w lśniącym sreberku, kupowane tylko dlatego, że nie ma żadnej alternatywy. Torchlight to nie alternatywa dla Diablo, Sim City 4 to nie alternatywa dla nowego Sim City, a indie to nie rynek. Wszelkie próby skrytykowania Starych Dobrych Gier są traktowane jak pierdnięcie na balu u angielskiej królowej.

6.1) True gracz z Polski za Prawdziwą Grę uznaje oba Wiedźminy. Krytykowanie dowolnej części to przyznanie się do bycia ukrytą opcją niemiecką.

Nazywa się graczem, głupi każual.

7) Na rynku liczą się jedynie nowości, bo to one wyznaczają trendy. Gra starsza niż pół roku (za wyjątkiem Prawdziwych Gier) nie jest warta wzmianki. 4 miliony dolarów (z hakiem) zebrane na Tides of Numenera to skok na kasę i żerowanie na sentymentach (po co to komu, jak jest zmodowany Torment/Baldur’s Gate?), a tysiące klientów Good Old Games oraz fani ruchu retro to ludzie, którzy utknęli w przeszłości. Chyba, że grają w Ostatnie Prawdziwe Gry, wtedy są ok.

8) Gra oceniona na mniej, niż 8/10 jest niewartym wzmianki crapem, który szkoda kupić nawet za 5 ziko w przecenie na Steamie. Gra, która się podoba true gamerowi zasługuje na 10/10 i nie może być w żaden sposób krytykowana. Recenzent, który nie potrafi tego dostrzec, powinien wylecieć z redakcji na zbity pysk za nieobiektywną recenzję. Bioshock: Infinite to najlepsza gra, najlepsze zakończenie i najlepsze uzupełnij-sobie-sam w historii i kropka.

9) Journey i pokrewne to nie gra, tylko interaktywny film czy inne dziwne, pseudomądre badziewie dla hipsterów i fanów kina niezależnego, któremu poważne pisma słusznie wlepiają niskie oceny. W ogóle co to za gra, gdzie nie ma życia, punktów, zbierania przedmiotów i strzelania? Indiasowy rodowód tylko ten fakt potwierdza.

10) Jeśli w grze nie ma strzelania (czytaj nie jest to FPS, bo rynek FPS-ami stoi) i grafiki ultra HD, przy próbie udźwignięcia której nawet najbardziej wypasiony komputer zacznie błagać o litość, to się ona nie sprzeda. Należy zignorować fakt, że wyniki Call of Duty nabija taśmowe wypuszczanie gier z tej serii oraz poziom sprzedaży Diablo III, drugiego StarcraftaMass Effect 3 czy nowego Tomb Raidera (gdzie też się strzela, więc technicznie to FPS)3,4 miliony kopii to nie jest dobry wynik, Square-Enix potwierdzi, a Minecraft i jego 10 milionów kopii to mainstream. Indie, jak wykazano wyżej, to nie rynek.

11) Trendy na rynku wyznaczają młodzi Amerykanie kochający strzelanie (patrz punkt 10), zgodnie z zasadą, że większą jego część (rynku znaczy się) stanowią osoby poniżej 18 roku życia i mieszkający w USA. Europa skończyła się na II Wojnie Światowej, Japonia to niewarte wzmianki peryferia, a w Chinach graczy jest trzynastu i wszyscy mieszkają w Szanghaju. Facebook? No tak, dużo osób tam siedzi. Co z tego?

12) Rynek (współczesny, nie ten ze Starymi Dobrymi Grami) to tylko sequalizacja. Przykłady: Call of Duty, Battlefield, Assassin’s Creed, Diablo III oraz trzaskane jedne za drugą MMO oraz MOBY. Zero kreatywności, zero świeżych pomysłów i fajnych postaci, tylko produkowane rok rocznie identyczne gry z podrasowaną grafiką. Pytanie o zakup Beyond Good and Evil, Psychonauts, Spec Ops: The Line albo innego, świeżego w ten czy inny sposób tytułu należy zignorować. Indie, jak już wykazano, to nie rynek.

13) Główną częścią amerykańskich fanów FPS-ów poniżej osiemnastki  czyli rynku  są true gracze i to do nich powinny być dostosowane oferowane przed wydawców tytuły. Kto uważa inaczej, ten zdrajca i głupi każual. Miliony wchodzące na Facebooka dla gier albo pocinające na smartfonach to błąd statystyczny/propaganda/manipulacja ze strony głupich każuali.

14) Gry są teraz żałośnie proste, za co winę ponoszą każuale. Logicznym jest, że skoro stanowią ułamek grających, a rynek działa wbrew konsumentom (a współczesny tak właśnie działa, co widać na pierwszy rzut oka), to biedni true gracze nie dostają niczego dla siebie. Dark Souls sprzedał się słabo, więc jest indiasem, a DMC to popłuczyny po Prawdziwie Dobrej Grze. Dwarf Fortress to też indias, do tego ze słabą grafiką. No i co to za gra, która wymaga przeczytania instrukcji przed startem?

Nawet Luna jest bardziej tru od większości
tak zwanych graczy.

15) Rebooty, resety serii albo wersje HD to żerowanie na graczach/skok na kasę/brak pomysłów i dowód na upadek przemysłu growego. Prawdziwa Gra nie może być w żaden sposób odświeżana i odmładzana, zwłaszcza, jeśli odbywa się to w 10+ lat po premierze, a true gracz ma jeszcze na półce płytkę z pierwotną wersją. True gracz wie lepiej, na co inni ludzie powinni przeznaczać swoje pieniądze. Zresztą moderzy dawno temu zrobili to samo i to dziesięć razy lepiej, nie chcąc za to kasy, więc łapy precz od mojego dzieciństwa, złodzieje.

16) EA to największe zło, jakie mogło się przytrafić branży, Ubisoft jest na drugim miejscu, Blizzard jedynie odcinka kupony, a prawdziwie dobra firma to Valve. Reszta to jakieś przystawki, nie ma co na nie patrzeć.

17) Płatne DLC w każdej możliwej postaci i nie ważne jakiej zawartości to zło i koronny argument na komercjalizację. Kto je kupuje, ten ogłupiony lemming, nie rozumiejący, jak marnuje swoje pieniądze i nabija kabzę pazernym wydawcom. Psim obowiązkiem twórców jest dostarczać darmowych DLC wraz z łatkami, najlepiej w dziesięć lat po premierze gry.

18) Współczesny rynek to czysta komercjalizacja. Prawdziwe Gry to była forma sztuki, unikalny produkt, efekt ofiarnej pracy zapaleńców, a nie nastawione jedynie na kasę, tłuczone taśmowo tytuły dla głupich mas (Call of Duty koronnym przykładem, innego nie potrzeba. A jak trzeba, to jest jeszcze Battlefield).

19) Współczesne gry są za drogie. Nie ze względu na olbrzymie koszta tytułów AAA, w produkcję których zaangażowane są dziesiątki osób i wielka machina marketingowa, tylko z powodu pazerności wydawców, pragnących jedynie doić biednych graczy. Poczekanie na obniżki, przeceny i promocje jest dowodem słabości, bo każdy true gracz kupuje grę w dzień premiery albo składa zamówienie na miesiąc przed nią, co jednocześnie daje mu powód do krytykowania jej, gdy okaże się słaba. A nie okaże się, bo przecież za nią zapłacił.

20) Każdy duży koncern growy za punkt honoru stawia sobie blokowanie dostępu do rynku dla mniejszych twórców. Dlatego wszystkie tytuły wysyłane na Steam Greenlight i oferowane na Kickstarterze to produkcje AAA, bowiem niezależni albo początkujący autorzy są glanowani przez Valve do spółki z EA. Indie i social games to nie są Prawdziwe Gry. W sumie Kickstarter to też nie jest rynek, więc zostaje tylko Greenlight.

21) Obecnie nie ma w co grać, nie licząc Starych Dobrych Gier. Fakt stale rosnącej liczby wszelkiego rodzaju tytułów należy zignorować, gdyż większość z nich nie należy do rynku i nie zaspokaja potrzeb true gamerów. Jeśli należy, to jest po prostu słaba, czyli też nie zaspokaja potrzeb true gamerów, czyli nie jest Prawdziwą Grą. Za wyjątkiem pojedynczych tytułów, prawdziwych pereł wśród błota, duchowych spadkobierców Prawdziwych Gier, których blasku nie są w stanie dostrzec i docenić to stado farmerów z Facebooka nazywające się graczami.

PS: Powyższy tekst powstał na podstawie dyskusji, jaką nie tak dawno temu przeprowadziłem z pewnym graczem. Dziękuję mu za dostarczenie materiału na kilka punktów oraz umocnieniu mnie w przekonaniu, że najcięższymi chorobami współczesności są niewiedza i ignorancja.

 

Prawdziwy gracz potwierdzi, że powyższe grafiki zostały odnalezione w archiwach Sieci (za wyjątkiem Luny, autorstwa MyMiniatureEquine). Kto przeciw, ten fejsbukowy hodowca marchewek.