Przejdź do zawartości

Minimalistyczne logo Statica autorstwa Kalangozilli.

Spider-Man Animowanego Uniwersum DC

Static Shock oficjalnie stanowi część DCAU, mimo że pod wieloma względami nijak do niego nie pasuje.

Czytających uprasza się o uważanie na nisko latające spoilery.

Powód pierwszy – historia. Superman na kartach komiksów zadebiutował w 1938 roku, Batman rok później. Do 1992, startu DC Animated Universe, obie postacie nie tylko dorobiły się olbrzymiej liczby historii, towarzyszy i przeciwników idealnie nadających się do wykorzystania w animacjach, ale również zdobyły znaczącą pozycję w (pop)kulturze. Nie bez powodu obaj herosi pojawili się w Daicon IV Opening Animation jako przedstawiciele zachodnich komiksów superbohaterskich (wrzucam bez timestampa, bo warto obejrzeć całość. Niecierpliwi mogą przewinąć do 3:57). Powstanie Batman: TAS i dalszych seriali – zresztą niepierwszych opowiadających o losach Gacka i Supka – nie było kwestią „czy?”, tylko „kiedy?”.

Tymczasem Static to świeżynka przez olbrzymie Ś. Seria komiksowa z jego udziałem zadebiutowała w 1993 i mimo sporej popularności została wstrzymana w 1997. Na dwa lata przed tym, jak niewiele młodsza Harley dostała własną serię. W chwili premiery animacji marce brakowało czterech miesięcy do siódmych urodzin, co na tle reszty DCAU (poza The Zeta Project. Batman Beyond nie liczę, bo Batman) było ewenementem. Serial o tak mało znanym bohaterze w teorii nie powinien powstać, zwłaszcza że rok wcześniej zamknięto The New Batman Adventures i kontynuowano emisję Beyond, dwóch animacji ciągniętych przez najsilniejszego konia pociągowego ze stajni DC. Tymczasem Static Shock nie tylko otrzymał zielone światło, ale i prędko zdobył serca milionów, w ciągu czterech lat dobijając do 52 odcinków – tylko dwóch mniej, niż Superman: TAS – rozbitych na cztery sezony, z czego drugi został zamówiony ledwo na miesiąc po premierze pierwszego. Do tego całość była wielokrotnie powtarzana, między innymi na Cartoon Network oraz Disney XD.

Static Shock grafika z Virgilem zadziornie uśmiechającym się do swojego odbicia w lustrze

Powód drugi – postać. Virgil Ovid Hawkins nie jest kosmitą czerpiącym energię z promieniowania słonecznego, bądź superbogatym i superwyszkolonym playboyem nocą przebierającym się za nietoperza, tylko licealistą, któremu zdarzyło się pojawić w złym miejscu o złym czasie. Dokładniej to w dokach Dakota City, gdzie w czasie tłumionego przez policję starcia gangów doszło do wycieku tajemniczej substancji (nie pytajcie o nazwę. W serialu nazywana jest po prostu gazem). Ze względu na skalę i doniosłość wydarzenie to nazwano Bing Bang, a jego obdarzone supermocami i nierzadko zmutowane (skrzydła, kamienna skóra, przerośnięte części ciała etc) ofiary Bang Babies. Większość z nich stara się nie afiszować ze swoim wyglądem i możliwościami, gdyż reszta społeczeństwa nie bez powodu się ich obawia, mała część zeszła na drogę zbrodni, a Virgil postanowił, że zostanie superbohaterem o pseudonimie Static. Bo może, chce, jest wielkim fanem komiksów i kipi entuzjazmem, więc właściwie dlaczego nie? Serio, wielki moment narodzin bohatera można zamknąć w dwóch zdaniach:

Richie [najlepszy przyjaciel Virgila]: Man, you could so be a superhero!

Virgil: I could, couldn’t I?

Oraz krótkiej scenie wyboru stroju. Tyle. Żadnego zastanawiania się nad potencjalnymi zagrożeniami, trudnościami z opanowaniem mocy czy łączenia życia prywatnego z obowiązkami superbohatera. Batmanowi odpowiedź na pytanie „czy powinienem?” zajęła cały film i co jakiś czas wracała w serialach, Supermana na początku gryzły wątpliwości, a Virgil natychmiast beztrosko skoczył na głęboką wodę. Podejrzewam, że każdy inny nastoletni komiksowy nerd (geek?) na jego miejscu postąpiłby identycznie.

Spider-Man w tytule tego wpisu nie pojawił się przypadkowo. Opowiadając o swoich inspiracjach jeden z twórców postaci, Dwayne McDuffie, wprost stwierdził, że chciał stworzyć czarnoskórego superbohatera w typie człowieka-pająka. W serialu widać to na każdym kroku. Podobnie jak Peter, Virgil zdobył swoje moce przypadkiem i postanowił wykorzystał je do walki z przestępczością. Musi godzić obowiązki przeciętnego nastolatka z regularnym patrolowaniem miasta, inaczej zachowując się na co dzień, a inaczej w masce. Żyje w niepełnej rodzinie (matka została zastrzelona w czasie walk gangów)*, co chwila rzuca żartami, rzadko kiedy potrafi zamknąć jadaczkę, nie nadaje się do bijatyk oraz nie śmierdzi groszem, o czym głośno przypomina ilekroć jest zmuszony do wymiany części kostiumu. Do tego zdarza mu się podróżować przed czas i przestrzeń oraz spotykać z superbohaterami przez duże S, o czym później. W przeciwieństwie jednak do Pajęczaka (upraszczam. Znawcy komiksów proszeni są o zachowanie spokoju) sekret Statica zna jego najlepszy przyjaciel, obdarzony równie niewyparzoną gębą Richie Foley. Który zresztą w dalszych sezonach również zostanie superherosem, ale w typie mniej destrukcyjnego Iron Mana z ograniczonym budżetem.

Static Shock grafika przedstawiająca Statica oraz jego partnera, Gear'a, patrolujących Dakota City. Static ubrany jest w swój charakterystyczny złoto-błękitno-fioletowy strój i lata na naładowanym elektrycznością dysku. Ubrany w zielony strój rolkarza Gear do latania używa odrzutowych rolek. W tle znajdują się budynki Dakota City oraz nocne niebo z przysłoniętym przez chmury księżycem w pełni
To nie jest screen z serialu, ale dobrze go udaje.

McDuffie chciał stworzyć swoją wersję Spider-Mana i na moje osiągnął sukces. Do serialu podszedłem bowiem wiedząc tylko tyle, że stanowi część DCAU, a odpowiednie skojarzenia naszły mnie już w pierwszej scenie pierwszego odcinka. Młody człowiek w masce walczący z przestępcami z pomocą supermocy, dowcipkujący przy każdej okazji, posiadający solidny kręgosłup moralny oraz zestaw umiejętności wymagających regularnego ładowania (prąd kiedyś się kończy, podobnie jak materiał na pajęczyny)? Jak nic Pajęczak, nawet jeśli wzór cnót w postaci zmarłego wujka zastąpiła zmarła matka, a białe sieci kontrolowanie elektryczności (w każdej postaci, więc magnetyzm też się łapie). Nawet metody patrolowania miasta ma podobne. Starczy przyjrzeć się akrobacjom, jakie wykonuje między wieżowcami Detroit City w czasie lotu na składanym dysku, będącym zresztą jednym z jego znaków rozpoznawczych i niezłym wyróżnikiem na tle innych superbohaterów.

Wraz z rozpoznaniem inspiracji szybko pojawiła się sympatia. Sposób mówienia Virgila, jego poczucie humoru i docinki, przede wszystkim zaś bycie niepewnym siebie i świata nastolatkiem czyniącym dobro, bo tak należy, sprawiają, że ciężko jest mu nie kibicować. Nie jest przy tym ważne, czy musi walczyć z wielkim robotem, czy może kłopotami wywołanymi przez nadmiar pewności siebie, bo w obu sytuacjach jest w stanie dostrzec swoje błędy, przeprosić za nie i zabrać się za ich naprawę. Byłem w stanie wybaczyć mu nawet porzucenie najlepszego przyjaciela z powodu kłótni o pierdoły, ponieważ tego rodzaju głupie błędy są normalne dla ludzi w jego wieku. Tak jak normalne jest sprzeczanie się ze starszą siostrą, przysypianie na zajęciach czy całkowite niezrozumienie terminu „posprzątany pokój”. Plus w przeciwieństwie do Gacka Virgil nie jest do końca życia spaczony traumą po śmierci najbliższych. Poza okazjonalnymi wzmiankami wątek braku matki pojawia się tylko w jednym odcinku, po którym bohater godzi się z rzeczywistością. Doceniam.
Static Shock grafika przedstawiająca Soul Power, superbohatera z lat 60, czarnego mężczyznę o solidnej muskulaturze, afro, stroju z epoki z rozchełstaną koszulą oraz słusznych rozmiarów złotym łańcuchu na szyi. W tle widoczne są budynki miasta oraz lekko zachmurzone niebo. Grafika jest wyszarzona, imitująca archiwalne zdjęcie

Powód trzeci – atmosfera. Static Shock to najczarniejsza część DCAU i zdaję sobie sprawę z wydźwięku tych słów, więc pozwólcie wyjaśnić. Ponad połowę pierwszoplanowych imiennych postaci oraz znaczną część przestępców stanowią Afroamerykanie. Wśród postaci epizodycznych pojawiają się m.in. czarnoskóry heros z Afryki imieniem Anansi, działający w latach 60 (wielkie afro, dzwony i takie tam) Soul Power, jak również raperzy, przedstawiciele wytwórni płytowych, pastorzy z chórami gospel w pakiecie oraz kilku koszykarzy. Przykładowo, gwiazdą odcinka Static Shaq jest – zgaduj zgadula – Shaquille O’Neal, z głosem podkładanym przez oryginał. Do tego bohaterowie na co dzień posługują się umiarkowaną ilością slangu, a ich przygodom towarzyszy mnóstwo elektroniki, hip hopu oraz R&B, z przewagą tej pierwszej. W porównaniu do poprzednich seriali z DCAU różnica jest kolosalna, jak między Dexter’s Laboratory oraz Samurai Jack, chociaż za oba odpowiadała ta sama osoba i oba były nadawane w tej samej stacji. Na tyle duża, że Static Shock staje się serialem Schrödingera  jednocześnie wprowadza kolejny powiew świeżości do uniwersum, tuż po lekko cyberpunkowym i ciemnym jak coś bardzo ciemnego Batman Beyond, oraz pogłębia wrażenie oderwania od niego.

Z kolorem skóry większości obsady łączy się również edukacyjny charakter serialu, z założenia skierowanego do młodszej widowni (nie żeby Batman: TAS miał kategorię R…). Pierwszy odcinek dotyka takich zagadnień jak wojny gangów oraz dostęp do broni, zaś w kolejnych przewija się między innymi rasizm, szkolne dręczenie, bezdomność, zaburzenia psychiczne, tożsamość (In Africa I am not a black kid. I am just a kid, stwierdza Virgil w odcinku Static in Africa), czy uzależnienie od narkotyków – wypisz wymaluj problemy dotykające ludzi takich jak Virgil, minus supermoce. Jednocześnie, w przeciwieństwie do w większości cholernie depresyjnych opowieści o BatmanieStatic Shock stara się przedstawić świat w jasnych barwach. W czym zresztą pomaga mniej ponura kolorystyka. Chorzy i bezdomni otrzymują pomoc, byli przestępcy wybaczenie, a widzowie pozytywne przykłady. Pocieszająco dużo odcinków kończy się widokiem wcześniej rozrabiającego, nieludzko zmutowanego metaczłowieka w szpitalu, w towarzystwie najbliższych i z komentarzem, że dzięki jego współpracy inni mają szansę otrzymać pomoc. Co pasuje idealnie do serialu, w którym ojciec głównego bohatera jest pracownikiem społecznym, jego matka była lekarzem, zaś on sam w czasie Bożego Narodzenia bez słowa komentarza uczestniczy w spotkaniach (przyjęciach? Uroczystościach?) organizowanych przez przedstawicieli rozmaitych religii.

Static Shock grafika przedstawiająca Statica walczącego z władcą cieni Ebonem. Ebon nie posiada twarzy, większa część jego ciała jest ciemna i tylko dzięki konturom widać, że posiada ręce, głowę i resztę. Ebon na obrazku jest kilkukrotnie większy od Statica i szykuje się do jego pochwycenia, podczas gdy bohater zbiera siły do elektrycznego ataku. Scena rozgrywa się w Dakota City za dnia, bez jednej chmurki na niebie

Static Shock tak bardzo stara się przekazać swoim widzom ważne lekcje, że dwukrotnie burzy czwartą ścianę, pozwalając głównemu bohaterowi zwrócić się bezpośrednio do publiczności. Za pierwszym razem Static ostrzega ją przed zagrożeniem, jakie dla nieletnich stanowi broń palna, podając przy tym bardzo ponure statystyki z początku tego wieku (epizod Jimmy, po którym ciężko czuć się komfortowo). Za drugim razem wspomina o zaburzeniach czytania i zachęca do walki z nimi (Where the Rubber Meets the Road). Jest to pierwsza i ostatnia tego typu sytuacja w DCAU, która w każdym innym serialu wywołałaby uniesienie brwi, jednak tutaj pasuje idealnie. Chciałem napisać, że dziwi mnie tak rzadkie i późne – końcówki sezonów 2 i 4 – wykorzystanie tej metody kontaktu z widzem, ale biorąc pod uwagę ówczesną – i niestety również obecną – sytuację w USA zgaduję, że chciano zostawić ją na specjalne okazje. Czemu jednak obok tematu strzelanin postawiono dysleksję, a nie, dajmy na to, bezdomność, to tego, niestety, nie wiem.

Edukacyjny charakter serialu z oczywistych powodów nie należy do subtelnych, niemniej podchodzi do przedstawionych zagadnień z umiarem. Portretując rasizm robi to raz, z pomocą jednej postaci, bez generalizowania albo podkreślania na każdym kroku, jak to strasznie oceniać innych po kolorze skóry albo jak to mniejszości w USA mają przerąbane. Poza tym jednym odcinkiem wątek jest w serialu nieobecny. W podobny sposób przedstawione są problemy bezdomności, uzależnienia od narkotyków czy dostępu do broni. Opowiadając o ważnych zagadnieniach społecznych serial koncentruje się na problemie, miast rzucać oskarżenia i wskazywać palcem winnych, nie tworząc w ten sposób utrudniających dyskusję podziału na „my” i „oni”. Ważniejsze od określenia winnego okazuje się być przedstawienie rozwiązania i próba jego wdrożenia. Poza tym tutejsi ludzie współpracują, rozmawiają ze sobą, starają się zrozumieć drugą stronę i są gotowi udzielić jej pomocy i wybaczenia, niezależnie od popełnionych win. Dotyczy to również niektórych złolców. Do tego stopnia, że jeden z nich godzi się na dokończenie odsiadki i z czasem zmienia barwy klubowe. Innym wystarczy pokazać, co robią źle, by naszła ich chwila refleksji. Trochę naiwne, wiem, ale przy okazji przywracające wiarę w ludzkość. Jak dla mnie niewielka strata.

Static Shock gif przedstawiający Statica rysującego w powietrzu elektryczne serce i posyłającego je w stronę swojej szkolnej miłości, Friedy. Sytuacja ma miejsce w szkole w czasie przygotowań do imprezy

Czwarty powód niedopasowania do DCAU – styl. Za Static Shock co prawda odpowiadali niektórzy ludzie pracujący przy animowanym Batmanie i Supermanie, lecz już oglądając opening łatwo zauważyć, że mamy do czynienia z całkiem innym serialem. Nie dość, że paleta kolorystyczna jest znacznie jaśniejsza i cieplejsza, to w oczy natychmiast rzuca się prostota – a nawet przestarzałość – animacji. W serialu nie brakuje powtarzających się klatek, eksplozji rysowanych w zupełnie innym stylu oraz innych objawów choroby niskiego budżetu. Przynajmniej przez dwa pierwsze sezony, gdyż trzeciemu towarzyszy znaczny skok jakościowy. Dowód tutaj – po lewej sezon drugi, po prawej początek czwartego. Co prawda wciąż nie jest to poziom Batman: TAS (tęsknię!), tylko bardziej realistyczna wersja Teen Titans, ale tu akurat winna jest polityka Warnerów. Od czasów Superman: TAS projekty postaci stały się prostsze, a liczba sylwetek zmalała, gdyż znacznie ułatwiało to pracę animatorom. Static po prostu kontynuuje ten trend.

Spory udział w innym odbiorze serialu ma również muzyka. Batmanowi i Supermanowi towarzyszyła orkiestra, grająca raz ponuro, innym razem heroicznie, ale za każdym razem bez wokalu. W Beyond orkiestrę zastąpiły gitary i elektronika, ale wciąż bez wokalistów. Tymczasem życie Statica ilustruje muzyka ulicy, efekt pracy raperów łączących słowa z dźwiękiem. We wszystkich przypadkach soundtrack tworzony był od zera – a przynajmniej nie znalazłem informacji o licencjonowanych kawałkach – lecz ten ze Static Shock jest żywszy oraz nierzadko znacznie pozytywniejszy od większości swoich poprzedników. Plus w przeciwieństwie do nich – z wyjątkiem niektórych wydań drugiego sezonu Batman: TAS – oraz późniejszych produkcji Static posiada nie jeden, a trzy utwory przewodnie. Nie, ja też nie rozumiem, dlaczego.

Static Shock zdjęcie przedstawiające Statika i Geara w towarzystwie Hawk Girl, Flasha, Zielonej Latarni, Marsjanina oraz Batmana. Flash doprawia Latarni królicze uszy.

Powód piąty – szersze uniwersum. Pierwszy sezon Static Shock ma z nim tyle wspólnego, co pierwszy sezon Batman: TAS, czyli nic, jednak już od drugiego zdarzają się występy gościnne Batmana, Supermana, wreszcie większości Ligi Sprawiedliwych (oba seriale nadawano mniej więcej w tym samym czasie). Niezbyt częste, ale jednocześnie bardzo dobrze pomyślane występy gościnne, które albo ciągną wątki z innych seriali DCAU, jak w przypadku Superman: TAS i Toymana, albo świetnie wykorzystują fakt, że Static to komiksowy nerd (geek?) i superbohaterska płotka. Gdy więc ma on okazję współpracować z Batmanem albo odwiedzić Strażnicę, to reaguje mieszanką nerwowego entuzjazmu oraz niedowierzania. A gdy jeszcze Gacek po udanej misji powie mu not bad… Co więcej Static to jedyny serial z DC Animated Universe, który posiada crossovery aż z czterema innymi produkcjami: Superman: TASThe New Batman AdventuresBatman Beyond oraz Justice League. Reszta składowych uniwersum może pochwalić się co najwyżej jednym.

Powód szósty – zakończenie. Na osiem seriali z DCAU tylko cztery otrzymały odcinek, który można nazwać kończącym, nawet jeśli na dole drobnym druczkiem dopisano the story continuesStatic Shock pod tym względem plasuje się na drugiej pozycji tuż za Beyond, w ostatnim epizodzie definitywnie zamykając wątek Bang Babies, tak że w razie kontynuacji musiano by stworzyć nową ekipę złolców oraz wątek przewodni. Za co twórcy nie powinni dostać żadnego plusa, bo czemu nagradzać ich za coś całkiem w tym medium normalnego, ale po trzech niedomkniętych Batmanach (Beyond dostanie epilog kilka lat po zakończeniu emisji) stęskniłem się za jakąkolwiek kropką nad i.

Static Shock grafika przedstawiająca dorosłego Statica. Posiada on ładnie przycięty zarost oraz poważniejszy wyraz twarzy, ale poza tym wciąż nosi charakterystyczne czerń i fiolet plus znacznie lepszą wersję swojej standardowej maski, w tej wersji złotej, a nie białej

Static Shock to w kontekście reszty DCAU bardzo dziwny serial. Nie tak bardzo jak The Zeta Project, ale w porównaniu do Beyond i wcześniejszych trudno uwierzyć, że nie ma się do czynienia z całkowicie samodzielną animacją. Docelowy odbiorca trochę inny, stopień rozpoznawalności głównego bohatera inny, styl graficzny inny, muzyka inna, walor edukacyjny znacznie większy i tak dalej. Co prawda serial broni się swoimi licznymi atutami – świetnymi postaciami, wspaniałą grą aktorską, poruszaniem ważkich problemów, społeczną wrażliwością, niezłym soundtrackiem i tak dalej – jednak osoby przyzwyczajone do stylu animacji z Batmanem i Supermanem mogą potrzebować kilku odcinków na aklimatyzację. Z kolei te zainteresowane DC Animated Universe jako większym projektem mogą większość przygód Statica ominąć, gdyż na pięćdziesiąt dwa odcinki jedynie siedem zawiera występy gościnne. Robiąc to stracą jednak okazję do poznania jednego z najsympatyczniejszych animowanych czarnoskórych superbohaterów ostatnich lat.

* Jest to jedna z kilku istotnych zmian względem komiksów, które dla przejrzystości postanowiłem zignorować.