Przejdź do zawartości

Znalezienie ładnej, szerokiej grafiki z Tequilą jest trudne, więc wklejam fragment okładki komiksu. Resztę można zobaczyć chociażby tutaj.

Tequila niskoprocentowa

Sporo czasu minęło od kupna, ale wreszcie przeczytałem. Mam mieszane uczucia. Nie dlatego, że jest to komiks zły czy cuś – do złego to akurat wiele mu brakuje – ale biorąc pod uwagę związany z nim hype oczekiwałem czegoś znacznie, znacznie lepszego.

Co gorsza nie mogę pozbyć się wrażenia, że przede wszystkim nie dostałem tego, co obiecali mi autorzy. Albo też nieuważnie czytałem, bądź nastawiałem na zbyt dużo, to też możliwe. Nie, nie wsparłem zbiórki na Polakpotrafi, bo akurat wtedy mój portfel zgłosił poważne obiekcje. Władcę Marionetek kupiłem dopiero na Pyrkonie Anno Domini 2014, zachęcony pozytywnymi opiniami oraz reklamową otoczką. Wielka zbiórka zakończona sukcesem! Polska Czerwona Sonja post-apo! Cycki, barwne postacie, krew, cycki we krwi, urywane kończyny i inne smakołyki tak chętnie pochłaniane przez moje wewnętrzne dziecko. Znaczy nastolatka. Do tego wydane przez Dobre Historie, gości od lubianego przeze mnie Cosia na Progu.

No więc przeczytałem. I poczułem spory zawód. Paczemu?

Fabuła

Powiedzieć, że jest nieczytelna to małe piwo. Wpierw mamy krótki prolog, w którym narrator (zakładam, że narrator) poznaje naszą main heroine i dostaje od niej tęgie wciry, a zaraz później historię właściwą. A w środku Eden (ok, kumam), proroctwo (?), sześć klanów i szamani (??), wybraniec, jakiś tajemniczy artefakt, trochę trupów przyszłych bądź już zastanych i jakiś kawałek starożytnej technologii. Chyba. I jeszcze sama Tequila, wielka bohaterka, która faktycznie, robi sporo heroicznych rzeczy, w tym mnóstwo heroicznego zabijania, ale poza tym na jej zarąbistość mam tylko słowo jednej z pozostałych postaci. Bo kobitka głównie zabija, a to dla mnie jednak ciutek za mało.

Skoro mowa o słowie, to powiem Wam, że dialogów jest bardzo mało. Większość plansz zajmują sceny walki, wędrówki albo pejzaże. No i chędożenie, bo przecież miało być i to w ilościach dużych. Znaczy erotyki, ale nie dam sobie wmówić, że na braku stanika by się skończyło. Tak więc zmuszony byłem się wielu rzeczy domyślać. I się domyśliłem, zwłaszcza z pomocą wypełnionego dialogami (pięć kadrów z dymkami na pięć) epilogu, ale większość pytań wciąż pozostała bez odpowiedzi. Wiem mniej więcej, co się stało, ale dlaczego, za czyją sprawą, jaka była w tym rola Tequili i co z tego będzie dalej – nope. Szczególnie w przypadku postaci drugoplanowych jest to dość konfundujące, bo wiem, że właśnie wydarzyło się coś ważnego, może nawet traumatycznego, ale to coś ważnego było i znikło. Z wiatrem uleciało.

Mój problem wynika zapewne z faktu, że według rozpiski, którą dopadłem gdzieś w sieci i powtórnie odnaleźć nie jestem w stanie (szukałem na blogach imć Śmigła oraz samego projektu, a strona Dobrych Historii przywitała mnie informacją o remoncie), Władca Marionetek, pierwszy komiks z Tequilą w roli głównej, jest którąś z kolei historią z tego cyklu. Bliższą końca niż początku listy, na której znajduje się również jeden darmowy ebuk oraz szorty komiksowe. Co prawda jest to średniej jakości argument obronny, zwłaszcza biorąc pod uwagę kolejność wydawania komiksów i powieści oraz prostotę fabuły z Władcy, ale lepszego chwilowo nie mam.

Postacie

Tequila2Do samej Tequili zastrzeżeń nie mam. Jest z deka mrukliwa, ale również charakterna i potrafi złoić tyłek. Jak Lady Death czy inna Vampirella, tylko z mniejszym balastem z przodu i nieco więcej zasłaniającym ubraniem… ej, właśnie, gdzie jej szeroko reklamowana koszulka odsłaniająca dolne pół biustu, krótkie spodenki oraz podarte rajstopy? A ciągnąc wątek, gdzie jest tygrys (o przepraszam, kot bojowy) Diesel (plus za imię)? Gogle? Maczeta? Widzę to wszystko na ilustracji na pierwszej stronie, w przedmowie, w grafikach fanowskich na końcu oraz reklamówce powieści, ale w samym komiksie już nie. Szkoda, bo liczyłem na sceny w stylu He-Mana bez cenzury.

Z resztą postaci różnie bywa. Główny zły (tak, jest tutaj takowy, a jego tożsamość do samego końca jest owiana tajemnicą. Potem zresztą też, patrz fragment o fabule) okazuje się całkiem interesujący, podobnie jak dwójka przewijających się w międzyczasie facetów, jeden gadający o seksowności bluesa oraz masażu stóp oraz drugi cytujący mądrości wschodnich mędrców. Plusik również za arabską panią snajper, chociaż związana z nią tajemnica została ledwo wspomniana i zaraz wywalona do kosza, nie wiedzieć po co. I to w zasadzie tyle. Reszta albo nic nie mówi, albo szybko ginie zabita przez potwory, albo też ginie, tylko ubita przez Tequilę. Wiecie, statyści, kto by ich tam liczył.

Chociaż nie, wróć, bo mamy jeszcze narratora i parę tajemniczych figur z epilogu… Czyli w zasadzie bohaterów epizodycznych, o których za wiele powiedzieć się nie da. Szkoda, bo komiks jest stosunkowo krótki (50 wypełnionych dużymi kadrami stron. 50, chociaż 49 twierdzi, że jest 48), a przez to potencjał tkwiący w postaciach nie został wykorzystany nawet w drobnym procencie. A może to taka konwencja?

Akcja

Tequila3Mam z nią spory problem. Nie dlatego, że mało się dzieje, bo walk na pięści, strzelania i łamania kończyn jest tu całkiem sporo. Po prawdzie to znacznie ponad połowa całego komiksu to nieme pojedynki albo równie nieme ryćkanie się na łonie natury. To tylko kadry są… pozbawione życia.

Pozwólcie, że oprę się na przykładzie. Na stronie 46 mamy kadr z Tequilą otoczoną przez wrogów. Dwie strony dalej bohaterka wszystkich sprowadza do parteru. Mój problem polega na tym, że wszystko to dzieje się za pomocą pojedynczych obrazków, prezentujących się jak niepowiązane ze sobą slajdy. Ktoś ginie, ktoś inny ginie, ktoś jeszcze inny ginie. Kamera chwyta wszystkie te momenty, ale nie przedstawia w szerszym kontekście, nie łączy ze sobą. Nie pierwszy zresztą raz, bo nierzadko w czasie lektury musiałem się zatrzymać i przyjrzeć nieco uważniej, inaczej ciężko było mi zrozumieć, co się właśnie stało.

Widzę trzy przyczyny takiego stanu rzeczy. Po pierwsze – zbyt duże przeskoki między kadrami. Brakuje jednego, może dwóch dodatkowych obrazków między nimi, dla zachowania ciągłości. Przykładem chociażby strona 32, gdzie widać dwie postacie, po chwili na ich miejscu inne dwie, a komentarz brzmi „zniknęli!”. Dlaczego zatem mózg mi podpowiada, że jedna grupa zamieniła się z drugą, bo oba obrazki różnią się tylko tym?

Po drugie – niezbyt czytelne oznaczenie ruchów postaci. W znaczeniu nieintuicyjne, bo po drugim spojrzeniu wszystko stawało się jasne, ale za pierwszym zachodziłem w głowę, co się właśnie stało. Przykładem strony 13 i 14.

Po trzecie wreszcie – dynamika postaci. Widzę, że Tequila się cofnęła o krok, że bierze zamach, tutaj ktoś biegnie, ktoś inny szykuje się do pchnięcia nożem, ale mimo dynamicznych póz obrazki są… statyczne. Tak, wiem, jak to brzmi, w końcu rozmawiamy o komiksie. Pierwszym poważnym (bo Barwy Biedy poważne nie są. Chyba) projekcie komiksowym Katarzyny Babis, nad którym trochę czasu spędziła. Niemniej gdy zerkam do któregoś tomu Fantasy Komiks, to dostrzegam sporą różnicę na niekorzyść Tequili, gdzie nie widzę tego wrażenia ruchu, jakiego zazwyczaj oczekuję od komiksów. A w połączeniu z punktem pierwszym i drugim również płynności.

Grafika

Jest ładnie i kolorowo, nawet jeśli w wielu miejscach widać pewne uproszczenia (strona 21 i ucięta noga chociażby). Słowem chyba najlepiej pasującym będzie „malarskość”, ewentualnie „disney’owskość”, czyli zgodnie z planami imć Śmigła. Pejzaże są cudne, sceny walki odpowiednio brutalne, zabawy z wiekiem (kto przeczyta, ten zrozumie) efektowne, pochędóżka stosownie niedopowiedziana. Co mi się z kolei nie podoba to – o czym już zresztą wspomniałem – zbyt częste zbliżenia kamery na twarze albo oczy, gdy dobrze by było pokazać jednak coś więcej. Tego drugiego wroga, patrzącego na śmierć kolegi. Otoczenie medytującego mistrza miecza. Wiem, że to oznaczałoby dodatkową robotę, wręcz huk dodatkowej roboty i szanuję fakt, że Katarzyna nie mogła, nie chciała, nie miała czasu albo pomysłu na pokazanie mi więcej. Nie wiem, nie znam motywów, oceniam tylko efekty. A chciałbym zobaczyć ich znacznie więcej, bo czułem się jak w komiksowej wersji Transformers Baya, gdzie kamera miast trząść się robiła niepotrzebnie dużo najazdów.

No i rekin na okładce jest odrobinkę mylący, ale to szczegół.

Więc?

bobernakonsoli
Katarzyny Babis autograf Pyrkonowy.

Na wstępie napisałem, że Tequila nie jest zła, a tymczasem ciągle krytykuję i krytykuję. I zdanie swe podtrzymuję, bo Tequila nie jest zła. Jest nijaka, [flamebait]jak zresztą każdy alkohol o zbyt małej zawartości procentów[/flamebait]. Co prawda opieram się tylko na jednej lekturze i może po drugiej oraz ogarnięciu dodatkowych materiałów całość stanie się ciekawsza, a wady zmienią się w zalety, ale chwilowo nie mam na taki eksperyment ochoty. Zwłaszcza, że według słów imć Śmigła komiksy mają być trzy, a powieści i reszta mają jedynie rozwijać i uzupełniać przedstawione w niej wątki. W takim wypadku chyba zaczekam na pojawienie się całości. Z naciskiem na chyba.

O komiksie można też pogadać tutaj.

PS: W chwili pisania tych słów jeszcze nie przeczytałem zamieszczonego na końcu komiksu opowiadania, prologu powieści Liczba Bestii, aczkolwiek zdanie „Dwóm [mężczyznom], którzy nieśli na długim drągu stalowy sejf (…)” wprawiło mnie w dziwny nastrój.

PS 2: Ok, teraz się będę czepiał i jestem tego w pełni światom, ale skoro komiks jest w 99.9% polski – wyjątek stanowi nalepka na butelce tequili oraz napisy na rozbitym samolocie – to czy zamiast napisu „out of effective range” w obiektywie snajperki nie lepiej było wstawić „cel poza zasięgiem”? I tak, wiem, to nie to samo, ale jakoś mi nie pasowało do reszty.

PS 2.5: Inne małe czepianie się. Wiem, że narrator w prologu jedno opisuje, a drugie robi, zresztą potem Tequila dobitnie mu wyjaśnia, gdzie popełnił błąd, ale środkowy kadr na stronie 4 w połączeniu z tekstem stworzył odrobinę niepokojącą kombinację. Albo to moja skrzywiona psychika znów się odezwała, dunno.

PS 3: Okładka Władcy jest taka zacna. Żywa, kolorowa i w ogóle mniam. Z kolei zapowiedziana okładka drugiego komiksu wygląda tak… skromnie. Nijako.