Przejdź do zawartości

Wilczy Blitzkrieg

Tym razem retelling również będzie dotyczył tych innych dóbr kultury. Z dwóch powodów. Po pierwsze, o reinterpretacjach growych baśni i legend wiem – a przynajmniej wydaje mi się, że wiem – dość mało i musiałbym się nieco dokształcić, a chwilowo nie mam na to czasu. Po drugie, nie mam zamiaru pisać o moim pierwszym skojarzeniu, czyli American McGee’s Alice. Bo tylko ono przychodzi mi obecnie do łba, a zbyt wiele osób je zna, a ja tak nie chcę. Dlatego dziś animacja. Bardzo stara i raczej mało znana animacja, pochodząca z czasów, o którym większość ludzkości wolałaby zapomnieć.

Blitz Wolf był jedyną drugowojenną animacją autorstwa Texa Avery’ego bezpośrednio odwołująca się do konfliktu z lat 1939-45, co bardziej obeznanych w temacie może dziwić, bo konkurenci z Disney’a, Famous Studios (ci od Popeye’a) i innych firm pozwolili sobie na znacznie więcej, naśmiewając się po równo z trzech fundamentów Osi, ze wskazaniem na Japonię i III Rzeszę. Przyczyną była prawdopodobnie reakcja studia MGM (ci z lwem w logo), która uznała dowcipy autora za nieco zbyt ostre, co w roku 1942, gdy wojna daleka była od zakończenia, nazywano niepotrzebnym kuszeniem losu. Stąd Tex dał światu tylko jedną perełkę, która zdobyła nominację do Oscara w kategorii krótkometrażowej animacji oraz biła na głowę swojego starszego o rok kuzyna, The Thrifty Pig

Blitz_Wolf_poster
Oficjalny, kolorowy plakat animacji.

Film opowiada historię trzech świnek. Pierwsza z nich zbudowała domek ze słomy, druga zbudowała domek z drewna, zaś trzecia wykopała rowy przeciwczołgowe, postawiła zasieki, zakupiła kilkanaście dział dużego kalibru i generalnie zmieniła swój domek w fortecę. I słusznie, bo wbrew wcześniejszym zapewnieniom na teren świnek wkracza ze swoimi pancernymi kolumnami Duży, Zły Wilk o charakterystycznej grzywce i symbolu na lewej ręce. Prawie dziesięć minut filmu to festiwal staroszkolnych gagów (bombowiec B-19 i 1/2, Krzycząca [dosłownie] Bomba, niewidoczne na pierwszy rzut oka dziure po kulach i podobne) i nabijania się z Osi. Pod ostrzał dostała się nazistowska obsesja maszerowania oraz krzykliwe i nieco bełkotliwe – przynajmniej dla obcokrajowca – przemówienia Hitlera, swoją porcję batów zebrała również Japonia (No Japs allowed czy krótka scena bombardowania Tokio). Subtelności w tym wszystkim zero, o czym zresztą twórca uprzedza na samym starcie. Oczywiście na końcu dobrzy wygrywają, źli dostają po tyłku i w ogóle wspomóż pan wysiłek wojenny, kup bona albo dwa.

Przesłanie Blitz Wolf jest dość czytelne – dwie świnki to świat wierzący w pokojowe zapewnienia Adolfa Wolfa, trzecia zaś to USA szykujące się na nieunikniony konflikt. Chociaż na skrzynce pocztowej miała flagę francuską, więc może nie tyle Stany, co Alianci jako tacy, pewności nie mam, Tym razem jednak zwycięstwa nie zapewnia li tylko wielki bunkier najmądrzejszej części trio, ale wspólna praca i walka z zagrożeniem, czytaj USA same wojny nie wygrają, ale z pomocą reszty Zachodu już jak najbardziej. Co ciekawe, nie ma tu sugestii, że Alianci dali ciała i trzeba było dyktatora usadzić jeszcze zanim zacznie broić. Prędzej krytyka tychże Aliantów, że dopiero czołgi u bram przekonały ich do zwarcia szeregów. A że Adolf co i rusz dostaje srogie baty, to nietrudno dostrzec w tym wszystkim zachętę do wspólnej walki przeciw agresorowi, który jest głupi, nosi brzydkiego wąsa i nie potrafi się porozumieć w żadnym cywilizowanym języku.

Kreskówkę rzadko pokazywano publicznie po zakończeniu wojny, do tego trochę grzebali przy niej cenzorzy, ale dziś, w erze internetów, łatwo można ją dorwać w czystej, pierwotnej wersji. Na przykład tutaj. Po inne z kolei przykłady drugowojennych kreskówek odsyłam do mojej prezentacji o historii nazizmu w popkulturze albo stosownej listy na Wikipedii.