Przejdź do zawartości

Wilkołak w czerwonej pelerynie

Rusty zorganizowała wyzwanie czytelnicze, więc w ramach retellingu klasycznych historii postanowiłem napisać coś o grach. Znaczy powinienem, bo coś ich tu ostatnio mało, a najczęściej używana kategoria zobowiązuje. Pech jednak wtrącił swoje trzy grosze, bo przypomniałem sobie o pewnym filmie z całkiem niedawna, jak ulał pasującym do tematu. Tak więc dziś znów będzie o tych innych dobrach kultury, a o grach kiedy indziej.


Red Riding Hood
z 2011 to kryminał. Nie pełnokrwisty, ale chętnie czerpiący z charakterystycznych dla gatunku elementów, nawet jeśli Filmweb twierdzi inaczej. Mamy oto osadę gdzieś w średniowiecznej Europie, od pokoleń terroryzowaną przez Wilka, a tak naprawdę to solidnego Wilkołaka. Mamy człowieka Kościoła ze świętą i osobistą misją schwytania ukrywającego się wśród ludzi stwora, który po raz pierwszy od dwudziestu lat spróbował mięsa homo sapiens, dając tym samym pretekst do pozbycia się go raz a porządnie. Mamy wreszcie tytułowego Czerwonego Kapturka o imieniu Valerie, którą ze sprawą łączy dużo więcej, niż tylko miejsce zamieszkania. Znalazło się miejsce na ofiarę, w tej roli siostra głównej bohaterki, na narzędzie zbrodni w postaci zębów, wyjaśniony pod koniec seansu motyw, poszlakowe dociekanie tożsamości sprawcy spośród kilku podejrzanych (próbowałem, nie trafiłem), śledztwo, przesłuchania, sąd, wreszcie próba ujęcia sprawcy połączona z jego egzekucją (zgadnijcie jak zakończona).

Jest to zarazem kryminał bardzo historyczny w swojej fantastycznej otoczce. Centrum akcji, wioska Daggerhorn, wygląda, brzmi i zapewne nawet pachnie jak średniowieczna osada ukryta wśród lasów Niemiec czy innej Francji. Raczej to drugie, na co wskazuje większość imion, chociaż biorąc pod uwagę elementy architektury nie miałbym już takiej pewności. Posiada wesołkowatego, zapewne nieco opóźnionego w rozwoju chłopca, którego sztuczki z kartami i ubogi słownik brane są za magię i diabelskie sztuczki. Znaleźć można w niej maski zwierząt używane w czasie hucznej zabawy oraz ich kolegów, służących zawstydzeniu przestępcy zbyt drobnego, by zasłużył na baty albo ucięcie dłoni; karczmę służącą zarówno do opijania męskich smutków, jak i zebrania się na wyprawę przeciw wspólnemu zagrożeniu; kościół o drzwiach malowanych w coś na kształt bizantyjskich ikon oraz jego młodego gospodarza, płoszącego się na widok kobiecych uśmiechów. To wszystko wraz ze strojami, narzędziami, bronią, nawet piosenkami i przyrządami tortur powoduje przenikanie się dwóch światów, gdzie ten fantastyczny jest reprezentowany praktycznie tylko przez Wilka. On i wiszący na niebie czerwony księżyc, czas, gdy ugryzienie potwora, miast zabić, przemieni ofiarę, sugerują, że nie, to nie jest prawdziwa opowieść, chociaż niewiele do niej brakuje.

235952.1Kapturek w tej wersji jest jedną z wielu miejscowych dziewczyn, kochającą skromnego drwala, ale wydawaną za zdecydowanie bogatszego kowala, zdolnego zapewnić jej pomyślną przyszłość. Motyw z jednej strony stojący na uboczu sprawy z Wilkiem, z drugiej zaś mocno z nim związany, gdy wychodzi na jaw, o co agresorowi tak naprawdę chodzi. Mówi się, że wprowadzono go głównie w celu sięgnięcia po pieniądze fanów Zmierzchu, co dziwić nie powinno, gdyż za oba filmy odpowiada ten sam reżyser, Catherine Hardwicke. Tytułowa peleryna służy jako dar dla Kapturka od jej samotnie mieszkającej babci, ręcznie wykonany prezent weselny, a zarazem nośnik jednego z niewielu przykuwających spojrzenie kolorów. Akcja opowieści toczy się zimą, w niemalże warownej, otoczonej palisadą i naszpikowanej kolcami osadzie, gdzie dominują ciemne barwy w rodzaju brązu. Na ich tle czerwień Valerie (świetna Amanda Seyfried, czyli Cosette z nędznych Nędzników) oraz purpura Solomona (Gary Oldman jako Gary Oldman) wyraźnie się odcinają. Podkreślają rolę tych dwóch postaci i stanowią pewnego rodzaju zapowiedź konfliktu między nimi, nawet jeśli czerwień i purpura to sąsiedzi z koła kolorów (duchowny określa strój Valerie słowami harlot’s robe. Wyguglajcie sobie). Konfliktu tragicznego, bo rozgrywającego się między ludźmi o identycznych celach, stosujących jednak inne metody.

Ojciec Solomon stanowi modelowy przykład Człowieka Wiary skupionego na Zadaniu, którego do działania pchnęła osobista tragedia. Człowieka korzystającego z usług ludzi samego Diabła, to jest dwóch czarnoskórych rycerzy oraz przynajmniej jednego Azjaty, w średniowiecznej Europie podpadających pod rozmaite negatywne kategorie. Nie wahającego się sięgać po tortury oraz brutalne działania, ale zarazem zdającego sobie sprawę z zagrożeń, z jakimi przyszło mu walczyć. Potwór, który zabija inne potwory, chciałoby się rzec, doskonale rozumiejący, że nie wszystkie jego czyny, chociaż sprawiedliwe, można nazwać czystymi. „Our methods of pleasing God are sometimes flawed. You had best develop a stomach for it„, mówi do młodego brata w wierze, stojąc na tle metalowego słonia z zamkniętym w środku człowiekiem, krzykiem błagającym o litość. Jednak wbrew pozorom nie jest to postać negatywna, a przynajmniej nie w standardowy sposób. Można porównać go do Dredda, tylko bez niszczycielskiego pistoletu w dłoni.

235960.1Film pełen jest nawiązań do oryginalnej historii, nawet jeśli wykorzystano je w dość przewrotny sposób. Słynne trzy pytania Kapturka do Babci podkreślają niepewność bohaterki wobec otaczających ją osób, mogących rzeczywiście być potworami w ludzkiej skórze. Znalazło się również miejsce na koszyczek i jego bardzo ważną zawartość, a istotną rolę w pokonaniu Wilka pełnić będzie [mini-spoiler] leśniczy… przepraszam, drwal, aczkolwiek też człowiek (z) lasu. [koniec mini-spoilera] David Johnson, scenarzysta The Walking Dead oraz Gniewu Tytanów, podjął próbę opowiedzenia nowej historii na bazie dobrze wszystkim znanych klocków, miast odtworzenia jej 1 do 1, tylko z użyciem ciemniejszej scenerii. Efekt jest zdecydowanie bardziej ponury, bliższy horrorom w rodzaju Obcego, ze zwykłymi ludźmi postawionymi przeciwko siłom, których z jednej strony nie rozumieją, z drugiej zaś nie wiedzą, w jaki sposób z nimi walczyć. Co gorsza, Wilk(ołak) to nie tępa bestia rozkochana w zabijaniu, tylko inteligentny stwór z własnymi celami, których sens ujawniony zostaje późno, lecz w połączeniu z poznanymi wcześniej faktami nabiera smutnego, tragicznego sensu. Sugerującego, że nasiona problemu zostały zasiane dużo wcześniej, powoli wzrastając ku ogólnej nieświadomości.

O ile Kapturek jest zarazem katalizatorem problemu oraz aktywnym poszukiwaczem jego rozwiązania, tak istotniejszą rolę pełni w konflikcie Babcia. Mieszkająca na uboczu starsza kobieta, w której odnaleźć można wiele cech przypisywanych ówczesnym wiedźmom, wyniesiona została do rangi opiekunki Valerie, a zarazem jednej z osób aktywnie poszukującej winnego całej awantury. Jej wkład okazuje się być niewielki, ale bardzo ważny, a na pewno znacznie większy, niż w przypadku jej chorej i leżącej w łóżku kuzynki. Żeby to jednak dostrzec należy, jak w dobrym kryminale, dotrzeć do końca tej dość prostej w swej konstrukcji opowieści i zobaczyć, jak pozornie bezsensowne sceny układają się w zgrabną całość i prowadzą do dość pesymistycznego w swej wymowie epilogu. Nie grim & gritty, chociaż taki się zapowiadał, zarazem jednak jasno dającego do zrozumienia, że po happy end to się trzeba udać gdzie indziej.

235971.1W zasadzie największym problemem filmu, a dokładniej dwoma, jest tytuł oraz kategoria wiekowa. Z oryginalną historią ma bowiem dość mało wspólnego, jeśli nie liczyć motywu ukrywania się wilka, czerwonego stroju bohaterki i strasznego lasu. Z drugiej strony oryginalnego materiału jest tyle, co kot napłakał, więc nie widzę za bardzo powodów do darcia szat, jednak samo zestawienie słów „Czerwony” i „Kapturek” budzi pewne skojarzenia, którymi produkcja ta zwyczajnie się bawi. Z kolei brak 18+ w stopce wymusił ograniczenie krwi, brutalności i erotyki, a tych jest w czasie seansu dużo i z wyraźną sugestią, że jeszcze więcej znajduje się poza kamerą. Albo też mogło się znajdować, gdyby siła wyższa pozwoliła. Trup ściele się tu dość gęsto, kolorystyka przywodzi na myśl Maleficent (o której ktoś również powinien napisać, bo idealnie pasuje do tematu wyzwania), a muzyka przez większość czasu podkreśla niewesoła atmosferę (Towers of the Void. Jakie skojarzenia może budzić taki tytuł, poza negatywnymi?). Znalazło się nawet miejsce na krew i zszywanie ran, chociaż pokazane pod odpowiednim, ukrywającym wszystko kątem. Co jest smutne, bo potrafię wyobrazić sobie historię Valerie bez stosownych ograniczeń i w takiej wersji prezentuje się zdecydowanie bardziej zachęcająco.

Niektórzy porównują Red Riding Hood do Twilighta, co jest mocno krzywdzące dla tego pierwszego, traktującego horror z większym szacunkiem i posiadającego Wilka z prawdziwego zdarzenia. Może dlatego film zebrał dość chłodne oceny i nie przebił się do szerszej świadomości. Rozumiem te zastrzeżenia, bo produkcja nie jest pozbawiona wad. Po prawdzie to pewnie znalazłbym ich sporo, gdyby tylko chciało mi się szukać Mimo to oglądało się go dziwnie przyjemnie w takiej formie, w jakiej został podany. Albo mam słabość do tego typu historii, albo mój zmysł krytyczny flaczeje na starość.

PS: Ciekawostką jest to, że za produkcję filmu odpowiadał nie kto inny, tylko Leonardo „nigdy nie dostanę Oscara” DiCaprio i było to siódme z kolei dzieło w jego producenckiej karierze.