Przejdź do zawartości
Wbrew pozorom to okazuje się być problematyczne.

Wszystko, co lubię, jest problematyczne

Reading Time: 6 minutes

Brzmi jak wyznanie winy, prawda? Jakbym słuchał, czytał i oglądał jedynie podejrzane rzeczy, jak zoofilskie porno czy protokoły z sekcji zwłok. Ale to nie jest tak, że świadomie sięgam po kłopotliwe wytwory ludzkiej myśli. One takie po prostu są, nawet jeśli nie zdaję sobie z tego sprawy.

(Tekst zainspirował Freddi deBoer i jego problemy z sieciowym liberalizmem społecznym. Może zawierać śladowe ilości spoilerów, pytań bez odpowiedzi i solonych orzeszków.)

Cyfrowe problemy

Weźmy takie War in the North. Elfka, krasnolud i człowiek wspólnie walczą przeciw kolejnemu sługusowi Saurona w żelaznym hełmie. Problem? W całej fabule znaleźć można dużo niskich brodaczy oraz smukłych długouchych, ale tylko trzy kobiety – Andriel z Rivendell, młodą dziewczynę z Bree oraz oferującą dwa questy Arwenę. A także bardzo dużą i groźną pajęczycę, więc technicznie rzecz biorąc cztery. Wszystkie smoki, gobliny czy orkowie to bez wyjątku samce, co gorsza w większości ciemnoskóre.

Inny przykład, czyli Orcs Must Die. Na pierwszy rzut oka odważny mag wojenny prowadzi desperacką obronę ważnej twierdzy przed atakami orczych hord. Na drugi biały mężczyzna (pewnie jeszcze hetero) o ostro zarysowanej szczęce i kompleksie maczo odmawia dostępu do źródła wielkiej mocy zdolnej i inteligentnej czarodziejce, która z pewnością wykorzystałaby w pełni jego niezmierzony potencjał. Do tego chodzącej w butach na sporym obcasie, bo przecie szkodliwe stereotypy. Dwójka jeszcze gorsza, zwłaszcza jak się spojrzy na sexy animacje bohaterki.

Idąc dalej, dlaczego w symulatorze budowy więzienia, jakim jest Prison Architectwięźniami są tylko faceci? Dlaczego naczelnik, psycholog oraz szef strażników nie mogą być kobietą? Dlaczego w Sid Meier’s Pirates! można grać jedynie facetem i romansować z córkami gubernatorów? Czemu nie odwrotnie? Czemu nie w innej konfiguracji? Dlaczego nie można grać czarnoskórym piratem? W ogóle gdzie są czarnoskórzy? A Mass Effect 2 i skanowanie planet w celu zdobycia surowców do walki z kosmitami? Etycznie wątpliwe, jak się okazuje. Z kolei zerkając do działu rzeczy mi obojętnych wychodzi na to, że Gears of War jest strasznie seksistowskie, a Halo ze swoimi Spartanami cholernie ksenofobiczne i rasistowskie.

Nie tylko cyfrowe problemy

To również.
To również.

Generalnie na którą grę bym nie spojrzał, tam znajdę jakiś problem. Czasem bijący po oczach z siłą boksera wagi ciężkiej (GTA, Hatred, Duke Nukem, dowolny wytwór Japończyków, Call of Duty, wszystko ze słowami Warhammer 40000 w tytule), czasem nieco bardziej subtelne (Mario jako tyran i okrutnik, walka z Kefką jako metafora śmierci religii), ale generalnie obecny tam i tylko czekający na wydobycie na światło dzienne przez czujnych krytyków. A tych jest pełno, gdyż obecnie każdy z dostępem do internetu traktowany jest jak krytyk, a każde zdanie ma tę samą wartość, o ile tylko poparto jest sensownie brzmiącymi argumentami. Zresztą najważniejsze jest to, że toczy się dyskusja, nawet jeśli prowadzi donikąd.

Gry są problematyczne, ale nie jadą na tym wózku same. Kojarzycie słynne zdjęcie z amerykańskim marynarzem całującym pielęgniarkę na Times Square w ostatnim dniu II Wojny Światowej? Okazuje się, że prezentuje ono napaść na tle seksualnym. A wiecie, że My Little Pony promuje homofobię i rasizm, a jedna z pobocznym postaci to otwarta drwina z ludzi z dysfunkcjami? Komiksów superbohaterskich to nawet nie ma co tykać, bo tam problem goni problem i kontrowersję pogania. Życia by mi nie starczyło na przeanalizowanie ich wszystkich, a w kolejce czekają jeszcze filmy, literatura, muzyka i tak dalej i dalej.

Czy to źle? Sam nie wiem. Lubię bawić się w eksperyment myślowe i zastanawiać się, jak głęboki dekolt jest akceptowalny dla której grupy społecznej, na zasadzie tego obrazka, ale wiem, że ktoś moje żarty potraktuje na serio. I będzie z ich powodu zły, bo z niektórych rzeczy śmiać się nie przystoi. Albo napisze tekst, w którym będzie długo i namiętnie analizował Władcę Pierścieni jako podstawę Współczesnej Mizoginistycznej Kultury Nerdowskiej™, punktując rzeczy dla czytelnika z XXI wieku trudne, obraźliwe albo nieakceptowalne. I Cthulhu z nim, pewnie ileś innych osób uzna jego racje i dorzuci swoje przykłady, ale czy biorąc pod uwagę, że czujny krytyk we wszystkim znajdzie coś niepokojącego nie uczyni jego pracy w pewnym sensie bezsensownej? To ostatecznie tylko kwestia perspektywy i argumentów, czego dowodzi chociażby dyskusja na temat brutalności w Hatred albo głównej bohaterki obu części Bayonetty. Patrząc z boku, to kto ma w niej rację? Bo na moje wychodzi, że wszyscy, a przez to nikt.

That’s really offensive

A to już w ogóle.
A to już w ogóle.

Dobrym wyznacznikiem wydaje się argument o urażaniu czyichś uczuć albo tworzeniu poczucia dyskomfortu. Ostatecznie popkultura ma służyć wszystkim, prawda? Ok, załóżmy przez chwilę, że jestem praktykującym katolikiem i wizja apokalipsy z Darksiders jako niezgodna z biblijną i wybitnie komiksowa – w tym negatywnym sensie – rani moje uczucia religijne. Czy są one w jakiś sposób gorsze od, dajmy na to, uczuć niedostatecznie reprezentowanych w kulturze lesbijek? Jeśli tak, to dlaczego? Bo odpowiednio sportretowanej religii jest dużo, jeno niekoniecznie w grach? Czy nie oznacza to, że jako katolik jestem niemile widziany w popkulturze? Czy Fist of Jesus jest wymierzone we mnie, nie mogę przeciw niemu zaprotestować? Jeśli zaś me uczucia nie są gorsze, to czy inni nie powinni wesprzeć moich pretensji przeciw twórcom problematycznych materiałów? Albo przynajmniej pomóc podkreślić me niezadowolenie z ich pomysłów?

Możemy też pominąć grupę i skupić się na podejściu indywidualnym. Co okaże się jeszcze gorsze, gdyż karta postaci przeciętnego człowieka to dziesiątki stron, a każda z nich to potencjalny argument przeciw dowolnemu tekstowi kultury. Wynikający z moich doświadczeń, poglądów, spraw dla mnie istotnych. Na przykład śmierci. Czy mogę czuć się urażony na produkcje, których fabuła kręci się wokół zemsty za zabicie rodziny, gdy sam jestem jej pozbawiony? Ignorujących fakt, że każda śmierć jest ostateczna, a wskrzeszenia to tani chwyt narracyjny? Ponownie, dlaczego? I czy powinno to być istotne dla autorów? Będąc kobietą mam prawo sarkać na rysowników erotycznych komiksów, a jako mężczyzna na okładki Harlequinów, nawet jeśli nie są skierowane do mnie? Bo zdarza mi się słyszeć argument, że target jest wymysłem, a (pop)kultura jest przecież dla wszystkich. Tylko czy w takim razie mogę mieć pretensje do MLP, że nie prezentuje problemów współczesnych pięćdziesięciolatków?

Z perspektywy twórcy dostrzegam za to potężny problem. Jak pisałem ostatnio, posiadam skromne możliwości kontrolowania kto, kiedy i dlaczego kupił coś mojego autorstwa. Mogę najwyżej wdać się w polemikę – ryzykowną, zwłaszcza jeśli opieramy się na opiniach, a nie faktach – albo oblepić okładkę ostrzeżeniami i mieć nadzieję na ich respektowanie. Publiczne stwierdzenie „ale wiecie, chodziło mi o coś innego…” zadziała średnio, bo co człowiek, to spojrzenie. Co z kolei sprawia, że przestaję być odpowiedzialny za to, co wrzucę do środka. Nie w momencie, gdy Achaja to dla jednych tanie porno, a dla innych piękna historia o silnych kobietach. No bo kto z nich ma rację i dlaczego akurat oni? Internet uczy, że oburzeni albo czujący się niekomfortowo, ale przypomnę, że niektórzy jedzenie sushi przez Europejczyka traktują bardzo negatywnie. Więc jak mam ich selekcjonować? Kogo słuchać?

Może z deka przesadzam i się gubię – to drugie nawet na pewno – ale nie wiem, jak sobie to wszystko poukładać. Bo słowo „problematyczne” jawi mi się jako puste. Mające tak wiele zastosowań, że dawno przestało spełniać swoje zadanie. Jak zresztą wiele innych, zdecydowanie nadużywanych w internetowych dyskusjach. Albo się mylę, sam nie wiem. Wszelkie próby spokojnego wyklarowania sytuacji zostaną przyjęte ze szczerą wdzięcznością.

PS: Następny tekst będzie zdecydowanie weselszy, słowo Bobera.

PS 2: Tak, bywam na dziwnych stronach, do not judge me!