Przejdź do zawartości
Karan S'jet-sa na pokładzie Mothershipa.

Zbawicielka Hiigary

Retellingu biblijnego w kosmicznym sosie ciąg dalszy. Trzy teksty temu często i gęsto zerkałem do Starego, więc dziś zaczerpnę co nieco z Nowego Testamentu. Ładnie sformatowanych cytatów z Pisma tym razem niet.

Jezus z Kharaku

Stawiając obok siebie Karan S’jet i Chrystusa na pierwszy rzut oka można dostrzec same różnice. Ona kobieta, on mężczyzna, chociaż obydwoje rodem z terenów pustynnych. On przedstawiany najczęściej z brodą i długimi włosami, ona łysa jak niemowlę. On syn cieśli, ona najstarsza córka Huura, przywódcy jednej z możnych rodzin Kharaku, jako naukowiec pracująca głównie umysłem. On w ciągłym ruchu, przemawiający do ludzi. Ona samotna, zamknięta we wnętrzu Mothershipa, komunikująca się za pośrednictwem maszyn.

Podobieństwa zaczynają się na etapie czynów. Jezus przyjął pod swoją opiekę dwunastu uczniów i nieokreśloną liczbę słuchaczy (rozmnożenie chleba i te sprawy), Karan zaś mniej więcej sześćset tysięcy ocalałych z masakry Kharaku. On obiecywał zbawienie tym, którzy pójdą za nim i przestrzegać będą jego nauczania. Dla Kushan zbawieniem miało być dotarcie do Hiigary, zaś metaforyczną rolę boskiej mądrości pełni wypalona w kamieniu mapa. W tym kontekście Karan służy jako pasterz opiekujący się owczarnią. Starczy zmienić tegoż na Mothership z żywym komputerem, a zwierzęta na towarzyszącą mu flotę, tylko znacznie ciężej uzbrojoną. Dodatkowo przeciw obu osobom spiskowały znacznie potężniejsze, moralnie jednak dużo słabsze siły – faryzeusze z jednej i dekadenccy Taiidanie z drugiej strony.

Samą podróż do Hiigary można z kolei potraktować jak drogę krzyżową. Zaczyna się spokojnie, od testowania napędu nadprzestrzennego (sąd nad Chrystusem), potem mamy zniszczenie Kharaku (skazanie na śmierć), bitwę na Wielkim Pustkowiu, walki w ogrodzie Kadesh i inne trudności (początek wędrówki z krzyżem i kolejne upadki), wsparcie ze strony Taiidańskich rebeliantów (pomoc Szymona z Cyreny), a na końcu zamach na Karan u wrót Hiigary (śmierć na krzyżu). Różnica jest taka, że Jezus wraca z martwych dopiero po trzech dniach i w jakiś czas później ostatecznie wstępuje do Nieba. Z kolei S’jet odzyskuje siły zdecydowanie szybciej, by niedługo po bitwie postawić stopę na terenie metaforycznego Raju, czyli Hiigary.

Apokalipsa według S’Jet

Makaan
Makaan, przywódca plemion Vaygrów, zguba Hiigary.

Objawienie św. Jana to w praktyce jedno wielkie proroctwo, mętnie przedstawiające koniec świata, wydarzenia do niego prowadzące oraz cuda Nowego Jeruzalem, wyrośniętego na zgliszczach oczyszczonej świętym ogniem Ziemi. Pierwszy Homeworld pasuje tutaj średnio, gdyż zagłada Kharaku w żaden sposób nie została przewidziana, zaś pierwsze lata egzystencji na odzyskanej Hiigarze nie należały do różowych. Co innego część druga.

Wpierw odrobina niezbędnego kontekstu. W świecie gry istnieje naście dość starych przepowiedni poświęconych Czasom Końca (End Times), katastroficznej wojnie, która przyniesie galaktyce tysiącletni pokój. Wydarzeniem inicjującym konflikt miało być odkrycie Trzeciego Rdzenia, jednego z trójcy starożytnych urządzeń, pozwalających wykonywać dalekie skoki w nadprzestrzeni, nawet z jednego końca galaktyki na drugi. Rasy rozumne potrafią skakać tylko na krótkie odległości, więc posiadacz takiego przedmiotu z automatu zyskuje olbrzymią potęgę. Według przepowiedni ten, kto w trakcie Czasów Ostatecznych zdobędzie wszystkie trzy Rdzenie, stanie się Sajuuk-Kharem, Wybrańcem Sajuuka (Tego, Którego Dłonie Stworzyły To, Co Jest), władcą galaktyki.

W scenie otwierającej Homeworld 2 Karan przejmuje dowodzenie nad nowym MothershipemDumą Hiigary. Przez wielu rodaków traktowana jest niemalże jak bóstwo, by nie powiedzieć, że Zbawiciel. Wejście na drugi okręt-matkę przywodzi więc skojarzenia z powtórnym przyjściem Mesjasza, które według Chrześcijan ma wszak nastąpić w czasie Dni Ostatnich. Ich dokładny przebieg jest trudny do opisania – kto czytał Apokalipsę, ten wie – ale z grubsza ma być źle i z każdą chwilą coraz gorzej. Mniej więcej odpowiada to fabule drugiej części gry, zaczynającej się olbrzymią inwazją na Hiigarę i regularnie rzucającej graczowi kłody pod nogi. Funkcję Bestii, Smoka czy innego Szatana pełni Makaan, genialny strateg z dalekich rubieży, którego ręce splamione są krwią aż po łokcie.

Zarówno Jezus, jak i Szatan to istoty nadludzkie, dzierżące olbrzymią moc. Karan i Makaan również trudno nazwać normalnymi. Obydwoje należą do nielicznej grupy Niezwiązanych (Unbound), istot połączonych ze swoimi statkami za pośrednictwem skomplikowanych urządzeń. Zwykli piloci postrzegali świat z pomocą zmysłów, ich z kolei ograniczał jedynie zasięg i możliwości sensorów, pozwalających obserwować rzeczywistość na setki sposobów. Do tego każde z nich pełniło funkcję głównodowodzącego swojej armii, co nadawało całemu konfliktowi charakteru pojedynku między tymi dwoma indywidualnościami.

Nowa Hiigara

Wielka Sieć.
Wielka Sieć Bram Nadprzestrzennych.

Apokalipsa kończy się bitwą między armiami Boga i Szatana, w przypadku gry toczącą się na orbicie Hiigary. Po obu stronach wytoczone zostają najcięższe działa. Karan porzuca Dumę Hiigary i wchodzi na pokład Sajuuka. Sajuuk jest imieniem czczonego przez Hiigaran bóstwa, stworzyciela świata, które ostatecznie okazało się być potężnym okrętem starożytnej rasy Progenitorów. Makaan z kolei wysyła do walki trzech Morderców Planet (Planet Killers), okręty nieznanego pochodzenia, dysponujące rakietami o olbrzymiej sile zniszczenia. Każdy wystrzelony przez nie pocisk to potencjalne miliony ofiar oraz straszliwa dewastacja powierzchni planety. Sześć wystarczy do zdestabilizowania jądra planety i zmienienia jej w kulę magmy. Dokładnie jak w przypadku Kharaku.

Podobnie jak w Biblii siły Mesjasza kopi tyłek Szatanowi, w Homeworld 2 flota Karan odnosi zwycięstwo i przepędza wrogów znad zdewastowanej Hiigary. Niedługo po walce zbawicielka planety, teraz tytułowana Sajuuk-Kharem, odnajduje Oko Aarran. Oko jest starożytną bramą nadprzestrzenną, których nieaktywna sieć oplata galaktykę. Odkrycie sposobu ich aktywacji staje się początkiem tutejszego Nowego Jeruzalem – trwającego przez wiele pokoleń okresu pokoju i dobrobytu, nazywanego Erą S’Jet.