Przejdź do zawartości
Słodkie króliczki zostały przywołane w celu przywrócenia karmicznej równowagi wszechświata.

Żywe śmieci

Reading Time: 5 minutes

Za jaki ciężki grzech można otrzymać taką łatkę? Pobicie kogoś ze skutkiem śmiertelnym? Organizowanie nielegalnych walk psów? Sprzedaż nieletnich w niewolę afrykańskich generalissimusów? Nope. Za tworzenie gry polegającej na zabijaniu.

W 1997 roku światło dzienne ujrzał Postal, strzelanka o socjopacie zabijającym Cthulhu winnych ludzi w bliżej niesprecyzowanym, amerykańskim miasteczku. Nie była to gra piękna, nie była zbyt funkcjonalna, a dziś pamięta się o niej głównie dzięki kontrowersji. Gdzieś po drodze wyszła też dwójka, ale miała zdecydowanie bardziej jajcarski klimat. Jedynka była mroczna jak hardkorowy fan doom metalu słuchający Gorgorotha po północy w ciemnej uliczce.

Wspominam o tym, bo w świat poszedł trailer gry Hatred, czyli Postala XXI wieku od studia Destructive Creations. Moment okazał się dość problematyczny, gdyż growa część internetów wciąż żyje (tu wstawcie synonim słowa „afera”) #gamergate oraz jej bękartami (sprawa zbyt złożona, nie tykamy) i wszystko, co umacnia negatywne stereotypy na temat branży domaga się napiętnowania. Zwłaszcza jeśli autorzy nie ukrywają, że chodzi im o zarobienie na kontrowersji. Efekt? Sporo krytycznych komentarzy, a wśród nich artykuł z serwisu Vice, gdzie znaleźć można taki oto fragmencik:

Now, does that mean Hatred will lead to violence? Probably not. Violent video games? Ditto. Does that mean we don’t get to call Destructive Creations living garbage? Not in the slightest!

Żywe śmieci. Dupki. Pracujące w stuprocentowo męskim składzie (dlaczego to takie ważne? Bo żadna kobieta nigdy by nie przyłożyła ręki do czegoś takiego? Czy to już seksizm?). Zajmowanie wyższej moralnie pozycji przez obrzucanie drugiej strony gównem. Tylko komentarze pod tekstem jakieś takie mało optymistyczne, jakby się czytelnikom krytyka przez epitety nie spodobała, czort wie czemu. Na takiej Gamasutrze teksty generalizujące i traktujące drugą stronę z wyższością są przyjmowane dużo pozytywniej… oh wait.

Smiec2Uwiera mnie to strasznie, bo nie jest to pierwszy przypadek, gdy w imię „poprawy standardów w branży” (słowa takie w tekście nie padły, ale można je wyczytać z kontekstu) twórcy obrywają na równi z ich dziełami. Na ten przykład George Kamitani dostał kopniaka za projekty postaci do Dragon’s Crown, z piersiastą czarodziejką na czele (za co zresztą się odgryzł. Więcej informacji tutaj). Jednak nawet gdyby był pierwszym i jedynym, to wciąż nie zmienia to faktu, że nie powinien się pojawić. Nie w tym momencie i nie w tej części internetów.

Uwierają mnie też zresztą argumenty popierające taki sposób krytykowania czegokolwiek, jakie znajduję tu i ówdzie. Przecie to są śmieci, ich praca mówi za nich, twierdzą internauci. Fajnie, to w takim razie kim są twórczynie slashowych fanfików z uroczym Sherlockiem podrywającym równie uroczego Watsona? Jak nazwać rysowników specjalizujących się w porno komiksach BDSM? Czy osoba pisząca mizantropijne wiersze rzeczywiście jest mizantropem, czy też robi to z nudów i nadmiaru czasu? Bo idąc tym tropem nietrudno uznać, że z MNQ to rzeczywiście kawał skurwiela musi być, a Orbitowski i Kiciputek to seksiści jakich mało, jeśli potraktujemy Tequilę jako projekcję ich poglądów.

Smiec1

Albo przecież ta gra cofnie branżę o lata wstecz. Hm… Ludzka stonoga, Piła i rozmaite wytwory japońskiej kultury wyrządziły krzywdę branży filmowej? Spowodowały jakiś poważny krach i nawoływanie o potrzebie zmian? Wiem, że branża ta jest starsza od gier o dziesiątki lat, ale jej początki też nie były zjawiskowe, a obecnie również produkuje mnóstwo nieciekawych rzeczy. Literatura również może się pochwalić masą zgniłych jabłek, tylko czy powinno mnie to interesować? Jak będzie potrzeba, to mainstreamowe media wsiądą na cokolwiek, nawet „wielce kontrowersyjne” sceny seksu z pierwszego Mass Effecta. Co mnie obchodzi ich zdanie w czasach, gdy miliony bawią się w ustawianie diamencików w linie? Dlaczego mam im cokolwiek udowadniać? I co to mówi o osobach używających tego argumentu?

Czasem zdarzy się również, chociaż to akurat w tekście nie padło, przecież to wpadnie w ręce dzieci. Pomińmy przez chwilę kwestię rodziców, bo mój problem leży gdzie indziej. Jako autor nie jestem w stanie kontrolować, do kogo trafia moje dzieło. Nie w dobie torrentów, grania w chmurze i błyskawicznego rozprzestrzeniania się informacji, czemu żaden system oznaczeń nie podoła. Musiałbym robić coś ręcznie, w ograniczonej liczbie kopii i trudną do podrobienia metodą. Jakieś pacynki czy cuś w ten deseń. Z tego można wysnuć wniosek, że na wypadek wszelki powinienem zastosować autocenzurę i nie poruszać pewnych kwestii, żeby nikogo, świadomie lub przypadkiem, nie urazić. Co uważam za sensowne, póki nie przypomnę sobie, że są na świecie ludzie uważający jedzenie sushi za obraźliwe względem Japończyków. Potem jest mi wszystko jedno, kogo i w jaki sposób obrażę, bo zawsze ktoś się znajdzie. Mogę co najwyżej zminimalizować straty i mieć nadzieję, że idę w dobrym kierunku, co w czasach, gdy każdy jest krytykiem i może się obrazić o cokolwiek nie jest wcale takie pewne.

Smiec3Wróćmy zresztą do samego epitetu. Żywe śmieci. Jeśli twórcy nowego Postala mogą oberwać taką etykietką, na jakie słowa pogardy zasługują autorzy symulatorów gwałtów? Beautiful Escape: Dungeoneer? Przeglądarkowej produkcji o stuprocentowym samcu alfa, wcielającym poderwane na różne sposoby kobiety do swojego gangu (Sex Gangsters, wyguglajcie sobie)? Czy to jeszcze są ludzie, czy może chore z nienawiści potwory? Bo dostrzegam tu ten sam problem, co z założeniem „każdy dwupłciowy seks jest gwałtem” – ekstremum tak dalekie, że wszelka dyskusja przestaje mieć sens, a krytyka staje się z automatu bezwartościowa.

I nawet nie chodzi o to, że jestem zainteresowany grą, bo nie jestem. Sto innych czeka w kolejce, a każda prezentuje się znacznie ciekawiej. Machnąłem też ręką na celową kontrowersję, bo nie po raz pierwszy i nie ostatni twórcy się do niej uciekają. Chodzi mi tylko i wyłącznie o negatywny przekaz, jaki niesie z sobą krytykowanie autora, nie dzieła. Bo jak można przekonać ludzi do traktowania Zoe albo Anity z szacunkiem (nieobeznani niech wyguglają, nie mam siły streszczać), jeśli negatywny przykład idzie z tak zwanej góry? A odpowiedzią na agresję jest tylko więcej agresji. Jak zwykle zresztą.